Dobre życie

Vertigo na szczęście przeszło, nawet mogłam prowadzić i dojechać do gabinetu, uff. Bardzo dziwna to przypadłość, gdyby mnie to nie spotkało, to bym w to nie uwierzyła.

Pogoda znormalniala, wczoraj z przyjemnością wdychalysmy sobie powietrze po deszczu i oglądałyśmy chmury w zachodzącym słońcu.

Mo wyzdrowiała, ma strupki na wszystkich bąblach, jutro idzie do szkoły. Jadą na wycieczkę, o której opowiadała od pół roku, wiec podejrzewam cudowne ozzdrowienie siłą woli.

Ja przejrzałam front robót letnich i na razie mnie to przeraża😬 – uszczelnić zlew w kuchni, pomalować naszą sypialnię, kupić i skręcić regał w sypialni, położyć coś na tę cholerną podłogę w kuchni, którą 6 lat temu pomalowałam i do której teraz WSZYSTKO SIĘ PRZYKLEJA (winyl? panele?), pomalować lampę na ganku, uszczelnić sufit w naszej sypialni, bosz, tyle prac, a mi się tak nie chce;D Może dodam, że ja jestem tu majstrem, a Mi ewentualnie robolem.

Chore dziecko wczoraj

Ktoś mi sie kiedyś dorwał do mojego zeszycika dręczyciela, gdzie od 2017 zapisuję sobie remonty i summer jobs i machnął taki rysuneczek. Ktoś miał wtedy kolo 2.5 roku. Kto zgadnie co przedstawia? 😁

Z lit fachowej czytam Ogdena Prymitywny Brzeg Doświadczenia i Sztuka Psychoanalizy,  straciłam zdolność czytania lit pięknej 😬 nie wiem, może to minie. Ale mam poczucie, że tak mało wiem, że nie moge sobie pozwolić na rozrywkę. Poza tym rozrywka nudzi, po jednym Siembiedzie nie bardzo się zachęciłam. Może taki czas. Cisnę tego Biona, trzeba było zacząć od późniejszych książek, bo wcześniejsze to naprawdę kompletna czarna magia, czytając jego opisy przypadkow kompletnie nie kumam skąd wysnuł wnioski. Ale takie Learning from Experience już dużo jaśniejsze.

Za namową blogową kupiłam sobie dwie Zyty, zobaczymy.