Dobre życie

Vertigo na szczęście przeszło, nawet mogłam prowadzić i dojechać do gabinetu, uff. Bardzo dziwna to przypadłość, gdyby mnie to nie spotkało, to bym w to nie uwierzyła.

Pogoda znormalniala, wczoraj z przyjemnością wdychalysmy sobie powietrze po deszczu i oglądałyśmy chmury w zachodzącym słońcu.

Mo wyzdrowiała, ma strupki na wszystkich bąblach, jutro idzie do szkoły. Jadą na wycieczkę, o której opowiadała od pół roku, wiec podejrzewam cudowne ozzdrowienie siłą woli.

Ja przejrzałam front robót letnich i na razie mnie to przeraża😬 – uszczelnić zlew w kuchni, pomalować naszą sypialnię, kupić i skręcić regał w sypialni, położyć coś na tę cholerną podłogę w kuchni, którą 6 lat temu pomalowałam i do której teraz WSZYSTKO SIĘ PRZYKLEJA (winyl? panele?), pomalować lampę na ganku, uszczelnić sufit w naszej sypialni, bosz, tyle prac, a mi się tak nie chce;D Może dodam, że ja jestem tu majstrem, a Mi ewentualnie robolem.

Chore dziecko wczoraj

Ktoś mi sie kiedyś dorwał do mojego zeszycika dręczyciela, gdzie od 2017 zapisuję sobie remonty i summer jobs i machnął taki rysuneczek. Ktoś miał wtedy kolo 2.5 roku. Kto zgadnie co przedstawia? 😁

Z lit fachowej czytam Ogdena Prymitywny Brzeg Doświadczenia i Sztuka Psychoanalizy,  straciłam zdolność czytania lit pięknej 😬 nie wiem, może to minie. Ale mam poczucie, że tak mało wiem, że nie moge sobie pozwolić na rozrywkę. Poza tym rozrywka nudzi, po jednym Siembiedzie nie bardzo się zachęciłam. Może taki czas. Cisnę tego Biona, trzeba było zacząć od późniejszych książek, bo wcześniejsze to naprawdę kompletna czarna magia, czytając jego opisy przypadkow kompletnie nie kumam skąd wysnuł wnioski. Ale takie Learning from Experience już dużo jaśniejsze.

Za namową blogową kupiłam sobie dwie Zyty, zobaczymy.

Vertigo

Dzisiaj do objawów alergii doszło vertigo, czyli zawroty głowy, co za upierdliwa przypadłość!

Ale też trochę śmieszna, choć pierwszy raz jak mi się przydarzyło – może dwa lata temu – wcale nie było mi do śmiechu, bo oczywiście pierwsze, co mi przyszło do głowy, to guz mózgu. Wtedy miałam takie zawroty, że nie mogłam przejść parę kroków do łazienki, bo się zataczałam, musiałam zwolnić się z pracy, bo bym nie doszła, nie mówiąc już o wykładzie, po długim guglaniu postanowiłam spróbować manewrów Epley’a, czyli czegoś, co wygląda jak czary mary na przesunięcie kryształków w uchu, które się może odczepiły i zablokowały nie tam, gdzie trzeba i zobaczyć, czy jest lepiej. I dopiero jeśli nie – dzwonić do GP. Ale pomogło, choć nie od razu.

No i od wczoraj mam znowu vertigo, świat faluje, jak się podnoszę z kanapy, tylko nie wiem czy tym razem to znowu niegrzeczne kryształki, czy wysięk w uchu wewnętrznym od alergii, czy perimenopauzalne hormony, no nic, walnę jeszcze ze cztery Epley’e i zobaczymy. Mąż się od rana podchichruje z moich pozycji na łóżku. Wiecie, że zaburzenia równowagi przydarzają się dwa razy częściej kobietom?

Martwię się tylko tym, że mam dziś pacjenta, mimo bank holiday, mam nadzieję, że dojadę, a podczas sesji nie będzie mi się za bardzo kręciło w głowie.

Przy okazji przypomniało mi się Vertigo, może się dziś skusimy z Mi.

Zobaczymy, bo oglądamy From akurat, które nam bardzo bardzo leży, ulubiony gatunek filmowy mojego męża, czyli ‚mind bending’ – musi być dużo symboliki, musi być nieoczywisty, wysmakowany estetycznie, no i oczywiście nie tylko z drugim, ale trzecim i czwartym dnem, i w tej kategorri From daje radę (IMDB 7.8, w sumie się zgadzam). The Pitt by go wykończył, dlatego całą pierwszą serię machnęłam sama:D

Ostatni dzień maja

Och, tę ospę mogłabym spokojnie przeoczyć ma pięc kropek na krzyż i wszystkie już schodzą, zwykły katar jest u niej większą tragedią. Prawdopodobnie ospa zaczęła sie już parę dni temu, a my po prostu tego nie zauważyliśmy, kładąc osłabienie na karb przechodzącego przeziębienia. Dzis juz nawet jej apetyt wrócił. Zastanawiam się, czemu niektóre dzieci przechodzą ją prawie jak ospę prawdziwą, a u niektórych można by jej nie zauważyć, podczas gdy zwykly katar je zamiata na tydzień😄. A jest to na pewno wiatrówka, bo bąble jak ta lala, na całym ciele – dwa na pupie, trzy na plecach, jeden na szyi i ze dwa na twarzy.

A mnie rozwałkowało uczulenie, rozpieściła mnie Irlandia tym ciągłym deszczem i zapomniałam, jak to jest czasem ciężko, jak pylą drawy. No i cały dzień dziś jakbym też była chora, z nosa cieknie, głos chrypie, głowa ciężka, prawie-ze-goraczka. Ale wysłałam dwa ostatnie eseje, którymi nas dręczą na praktyce klinicznej, trzeci rok z głowy. (Chyba, że nie zdam).

Kołaczą mi się różne przemyślałki po głowie, jak to życie nie jest żadną opowieścią, którą moglibyśmy opowiadać wnukom, jeślibyśmy żyli po śmierci. Ludzie kochają opowieści, a każda opowieść ma swoje zakończenie, takie, co ustawia wszystkie jej elementy w odpowiednim i właściwym świetle – acha, więc to dlatego musiałam przejść przez to i przez to i jeszcze przez tamto. A to tak nie jest. Mam koleżankę, która cały czas żyje w głębokim przekonaniu, że to wszystko jest po coś i od pięćdziesięciu lat czeka na to właśnie coś, co jednak ma tendencję do nie przychodzenia. Jak Godot.

Mo chora, więc tylko z Mi potupaliśmy dziś 4 i pół tysiąca kroków wokół dzielnicy, jak para staruszków, noga za nogą, a ja o kuli. Obgadaliśmy wszystkie ogródki sąsiadów, podjazdy, koty i kolory ram okiennych, nie ma nic lepszego niż małe lokalne ploteczki.

Od jutra się biorę za roboty letnie, mam sobie taki mały zielony zeszycik dręczyciela, w którym zapisuję wszystkie prace, które trzeba odwalić latem.

Żadnych łez

Już wszystko było postanowione i umówione i zaklepane – jedziemy na południe spotkać się z koleżanką Fr, znaną tu niektórym z blogów. Długi weekend i tak dalej, a poprzedni weekend gorący i piękny przecież siedzieliśmy w domu, bo Mo przeziębiona. Będzie nam wiatr rozwiewał włosy, a drogę nam będą oświetlały gwiazdy, bedziemy sluchali latynoskich rytmów i gadali do trzeciej w nocy.

Ale oczywiście, jak to bywa z dzieciorami, wszystko wzięło w łeb, kiedy Mo przyszła do mojego łóżeczka rano poprzytulać się przed szkołą i pokazać mi bąble, które ją swędziały. Przez ostatnie trzy dni upałów chodziła w krótkich spodenkach, więc mówię jej, że pewno coś ją ugryzło, ‚ale mamo jak mnie ugryzło nawet na pupie i na brzuchu?’

Ospa wietrzna.

A takie mieliśmy plany z Fr! Nagadać się, po pierwsze, po drugie pojechać na rodondrenową ścieżkę i do jaskiń nad morzem. Pogłaskać jej zwierzyniec, co jest szczególnie ważne dla Mo, bo ja akurat mogę żyć bez przytulania kotów, ale uwzględniamy potrzeby każdego domownika;)

Buuuuuu

W Irl ostatnie dni lata, a my kolejny weekend siedzimy w domu!

Poszłam sobie więc sama na spacerek, wytupałam 3 tys kroków pierwszy raz BEZ BUTA orto, a w słuchawkach miałam to:

Mój kolega z roku (to ten młody człowiek co zadaje pytania) robi podkast o neuropsychoanalizie, tutaj pierwszy odcinek – wywiad z neuroscientist (chyba nie ma dobrego polskiego tłumaczenia tego terminu), który zapoczątkował tę dyscyplinę – Markiem Solmsem. Dla mnie to niesamowicie ciekawe, dawno nie słyszałam nikogo, kto by tak jasno tłumaczył różne skomplikowane teorie i koncepcje, w dodatku opierając się o zbadane biologiczne mechanizmy. A wisienka na torcie to to, że Solms zajmuje się pytaniami o same podstawy świadomości i myślenia. Tutaj mówi m.in. jak przez dlugi czas popularna byla teoria, że świadomość to myślenie – czyli funkcje kory mózgowej, kognitywne, dopiero Pankespp na podstawie swoich badań na zwierzętach postawił tezę, że podstawą świadomości są emocje/popędy. Solms fascynująco rozwija co to oznacza dla psychoanalizy, jak być może trzeba przeformułować tezy Freuda o nieświadomym popędowym id i w ogóle o tym, czym jest nieświadomość i czym jest świadomość. A na dodatek bardzo prosto tłumaczy na czym polega terapia psychoanalityczna i co to znaczy, że się pracuje z nieświadomością. Dawno nie słuchałam czegoś tak dobrego, co wychodzi poza żargon psychoanalityczny.

Dla ciekawych, Solms korzysta z badań Jaaka Pankseppa, który jest twórcą afektywnej neuroscience i w swoich badaniach eksperymentalnie wykazał, że wszystkie ssaki mają siedem podstawowych emocjonalnych ‚popędów’: POSZUKIWANIE/CIEKAWOŚĆ, GNIEW, LĘK, POŻĄDANIE, TROSKA/OPIEKA, SMUTEK I ZABAWA. Dla mnie osobiście interesujący szczegół, że adhd można w takim razie też tłumaczyć względnie większą siłą popędu POSZUKIWANIE/CIEKAWOŚĆ i to się u mnie zgadza, hehe (Ad został niedawno zdiagnozowany na adhd i dotarło do mnie, że ja mam dokładnie wszystkie objawy osiowe, a w historii życia mam też wszystkie wydarzenia typowe dla nadpobudliwości – przecież prawie nie zdałam matury – ale diagnoza ani etykietka mi niepotrzebna teraz).


Cudownie mieć ogród

Mo znowu przeziebiona, wiec na weekend nici z wyjazdu.

Zatem przenieśliśmy się do ogrodu.

Bylo warto.

Zrobilam dwa prania

I zaległam z książeczką na trawce

W cieniu, bo inaczej nie dało się wytrzymać

Miałam coś posadzić,  ale może jutro😄

Coś tam rośnie 😄

Najgorzej, ze nie podlałam 😬

Wstanę rano, kawka i podlewanie.

Najlepsza Nowina!

Ach, dziś nie mogę się uspokoić, muszę napisać, choć powinnam skończyć jeszcze jedną pracę.

Ale trafiłam na NAUKOWE POTWIERDZENIE mojej diety.

Pisałam o niej nie raz, właściwie do znudzenia tu i ówdzie, ale że na samym początku dieta jest szalenie restrykcyjna i wymaga wielu poświeceń, ludzie puszczają przeważnie koło uszu;) Rozumiem, bo przeciez jeszcze nigdy żaden anonim z internetu nie przekonał nikogo do jakiś durnych diet😄😉

W skrócie dla niezorientowanych: od sześciu lat mam diagnozę RZS – kto ma, ten wie jakie to upierdliwe – ale nigdy nie brałam żadnych leków i nie mam żadnych objawów, stany zapalne się wycofały po trzech miesiącach. Jestem pod kontrolą szpitalnego oddziału reumatologii, który raz w roku woła mnie na badania i odsyła, bo dalej nie mam objawów. Zawsze opowiadam lekarzom o diecie, ale oczywiście nie biorą poważnie – jeszcze jedna wesoła hipiska, której się wydaje, że dietą wyleczyła sobie nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną (tu heheszki jak nie patrzę).

Kto choć raz miał rzut RZS wie, jaka to koszmarna choroba i jak koszmarnie się człowiek czuje podczas rzutów – nie tylko stawy bolą, ale całe ciało czuje się, jakby miało grypę. Do tego nastrój siada (najnowsze badania pokazują, że zapalenie ogólnoustrojowe ma wpływ na obniżenie nastroju! wrzucę linki, jak odszukam), a życie w ogóle jaki się do dupy.

Moja dieta, którą można nazwać zmodyfikowanym Protokołem AIP, była koszmarnie restykcyjna na samym początku (można sobie wyguglać jak bardzo – AIP Protocol), ale już od paru lat wyszłam z fazy restrykcji i nie przestrzegam ściśle zasad, bo jestem w stanie zauważyć, co mi szkodzi. Dieta działa, ale jak to bywa na początku różnych wielkich odkryć, nie wiadomo było co naprawdę działa, ani jaki jest mechanizm, więc wykluczony był gluten i masę innych rzeczy, które mogą uwrażliwiać.

Ja od trzech lat jem już gluten, więc eksperymentalnie przekonałam się, że wykluczenie glutenu nie jest konieczne, ale podejrzewam, że wykluczenie to skorelowane jest ze zmniejszeniem się stanu zapalnego, bo z odstawieniem glutenu przestalam się napychac białym chlebkiem, tościkami, ciasteczkami, rogalikami itd itp, czyli wszystkie pro zapalne wysoko przetworzone produkty bez dobrego błonnika poszly w odstawkę (teraz czasem sobie pozwolę). Ale ciemny chlebek jest zdrowy, szczególnie na zakwasie, najlepiej z różnych zbóż – mąki żytniej, orkiszowej i tak dalej (oczywiście, jak ktoś nie ma celiaklii!). Wprowadziłam też z powrotem fasole, grochy i ciecierzyce itd, a za to powoli porzucam mięso, a na protokole je się dużo mięsa. Odstawiłam mleko i przetwory mleczne, bo przekonałam się, że na nie reaguję. Nie jem orzechów, bo mimo, że zdrowe, mnie uczulają, tak samo cytryna i wszystko z kwasem cytrynowym i oczywiście awokado. Ale dzięki diecie polubiłam wszystkie dziwne warzywa, jak np plantany, słodkie ziemniaki, yamy i tak dalej, dalej je czasem kupuję.

A dziś posłuchałam sobie wywiadu z profesorką reumatologii ze Stanfordu i oto okazuje się, że nauka nareszcie mnie dogoniła, bo są obecnie mocne dowody, że moja dieta leczy i może odwrócić rzs. Dla niedowiarków proszę bardzo: prof Tamiko Katsumoto w wywiadzie o tym, jak można zatrzymać RZS.

To jest naprawdę fantastyczna wiadomość, bo choroby autoimmunologiczne dotychczas były traktowane jako nieuleczalne – w momencie wykrycia antygenów na twoje własne tkanki, jedynymi lekami były te obniżające odporność (metotrexat itd), które mają bardzo dużo negatywnych skutków ubocznych (np. metotrexat upośledza dzielenie się komórek, dlatego wolniej rosną włosy i paznokcie, nie wolno zachodzić w ciążę, bo dziecko będzie miało wady rozwojowe i tak dalej). Profesorka mówi o swoich pacjentach, którzy po paru tygodniach na diecie mogli zmniejszyć dawki leków.

Dieta najprawdopodobniej działa na wszystkie autoimmunolo, bo wszystkie one mają podobny mechanizm powstawania: zaburzenie biomu w jelicie, czyli różnych szczepów bakterii, które wytwarzają nie tylko substancje potrzebne nam do życia, ale stanowią też nasz największy organ odpornościowy. I nie, łykanie probiotyków nie pomoże i nie wystarczy, np. w Aktimelu jest tylko JEDEN SZCZEP dobrych bakterii, a powinniśmy mieć … PIĘĆDZIESIĄT do optymalnego funkcjonowania.

Wychodzi na to, że jestem w samej awangardzie nauki:D Wszystkim niedowiarkom polecam wywiad.

A jaką dietę zaleca pani profesor?

W skrócie: jak najwięcej jak najbardziej zróżnicowanych warzyw i owoców, nawet malutko, nawet jedną łyżeczkę, jak wiecej nie ma – chodzi o jak najbardziej zróżnicowany błonnik roślinny, bo nim właśnie żywią się te dobre bakterie jelitowe, które nami rządzą – czyli jemy tęczę:)

Jem tęczę,  codziennie.

(Oczywiście nie to, na co jesteśmy uczuleni!). Chia seeds. Len, najlepiej zmielony. Oliwa z oliwek ekstra virgin. Kurkuma (nie za dużo, jako przyprawa). WSZYSTKIE owoce! Odstawienie wysokoprzetworzonych i słodkich produktów. Ograniczenie mięsa i białka zwierzęcego. Wprowadzenie różnych kiszonek – prof Spector mówi nawet o trzech porcjach kiszonki dziennie (nie jestem pewna czy to w tym odcinku, czy gdzieś indziej, ale znajdziecie sobie) – a zatem popijamy kombuchę (mi robi mój Mi od paru lat), jemy chlebek tylko na zakwasie, zamawiamy miso soup w Japanese restaurant, wcinamy kapustkę kiszoną albo kimchi, pijemy naturalne jogurty albo lepiej kefiry, jak ktoś nie reaguje na mleko.

Bądźcie zdrowi, a ja wracam do sprawdzania prac, został ostatni licencjat:))))

Mistrz snów

W głowie się nieco przewietrzyło, co się miało przemielić – przemieliło.

W niedzielę deszcz. I występ. Tym razem w Royal Irish Academy of Music, sam budynek jest przepiękny, wchodzi się do typowego domku z okresu georgianskiego jak do króliczej nory, bo z tyłu rozciągają się hektary nowoczesnych wnętrz, sale wykładowe i koncertowe.

Obcięty fortepian, bo siedziałam w pierwszym rzędzie i nie mogłam się cofnąć:(

Po występie z Ad i Re Yamamori, restauracja pewniak, jedyna, gdzie moje młodsze dziecko nie wybrzydza. Mo zamówiła weganski Ramen, Mi weganskie bento, Ad bento z łosiem, a Re tofu stek w sosie mango, tam jest wszystko pyszne i CZEMU NIE MOGĘ TAM JESC CODZIENNIE. Sos mango kocham. Ja wzięłam dorsza w tempurze, ach! Dorsz przyszedł z cytryna, dlatego dziś leczę swędzące plamy na powiekach i pod oczami, wczoraj jeszcze dołożyłam sobie śmierdzącym serkiem z pleśnią, jak już cierpieć, to przynajmniej niech będzie za co 😄 (ale dalej nie jestem na sto procent pewna co mi wywoluje taka reakcje, mam za mało cierpliwosci, żeby bawić się systematycznie w dietę wykluczającą.)

Odkryłam, że z pewną delikatną ekscytacją zaczęłam oczekiwać sesji z klientem, jakkolwiek podejrzanie to brzmi😄 Ten osobnik wydaje się łatwiejszy niż mój wcześniejszy klient, bo niestety, z zaburzeniami tak samo jak z chorobami – im kto mniej chory, tym większe szanse na poprawę funkcjonowania i przerobienie dysfunkcyjnych wzorców, no i łatwiej się pracuje. Niesprawiedliwe, jak wiele rzeczy w życiu. Każdą sesje spisuję, zabiera mi to z dwie – trzy godziny, moja superwizorka wymaga bardzo dokładnych notatek z sesji, łącznie z moimi odczuciami i small talkiem na dzien dobry (już wiem, że small talk to tylko klient, ja muszę ‚dać mu miejsce do fantazji i projekcji’). Pasuje mi to, bo chcę wyrobić sobie dobre nawyki od samego początku, a tu każdy niuans niesie informacje o stanie ducha i świecie wewnętrznym osoby, która siedzi naprzeciwko. Usiadł jak najdalej ode mnie, na brzeżku kozetki? A może od razu wygodnie rozmoscil się na siedzisku? Czy też usiadł tak blisko, że bezwiednie odsunęłam fotel? To są wszystko informacje, które omawiamy na superwizji, oczywiście wszystko w kontekscie tego, z czym człowiek przychodzi, bo inaczej byłoby to jak wróżenie z fusów.

Dziś za to miałam spotkanie z rehabilitantem, dostałam nowy zestaw ćwiczeń i błogosławieństwo na siłownię. I rower stacjonarny za tydzień-dwa.

A Mi znalazł mój pierścionek, zgubiony dwa miesiące temu – przy strzepywaniu koca spadł na podłogę w sypialni, słyszeliśmy jak podskakuje, ale od tego czasu jak kamień w wodę. Szukałam go wszedzie, odsuwalam łóżko i komody, zaglądałam do schowka, już byłam pewna, że wpadł w szparę w podłodze i koniec, bo przecież nie będziemy desek zrywać. Pożaliłam się Mi, że brakuje mi tego pierścionka, a jemu się PRZYŚNIŁO GDZIE JEST. Ludzki umysł jest jednak magicznym i tajemniczym miejscem.

Nastroj najlepiej ilustruje dzisiejszy outfit:

Muszę więcej rzeczy w pepitkę, bo lubię.

Binge

Kto mi poleciał serial The Pitt będzie się smażył w piekle. Od tego serialu nie można się oderwać!

W piąteczek spokojnie sobie na wyluzkę zaczęłam dwa odcineczki, wczoraj już walnęłam pięć, a naprawdę rzadko zdarza mi się tak zwany binge. O matko jak ja kocham medyczne seriale! A ten jest naprawdę dobry, cudowna Ameryka w pigułce, koroporacje dla których szpitale to zysk dla akcjonariuszy i ludzie na pogotowiu czekający 2 dni na lekarza. A wczoraj w dodatku był idealny dzień na oglądanie, cały dzień padał deszczyk, temp 10 w porywach do 12, Mi poszedł na pro-Palestyńskie demo jako nasz przedstawiciel (tak, można być filosemitą i anty-Izraelitą), a ja najpierw ogarnęłam naszą sypialnię i poodkurzałam, a potem seriale, przerywane przejrzeniem szafy Mo. Jakoś to się wszystko spina, oglądanie seriali i sprzątanie, ma podobną energię i pomogło mi na mielenie w głowie. Ale pod koniec dnia przypomniało mi się, że mam dwa eseje do napisania na swoją praktykę kliniczną, zostały mi tylko dwa tygodnie ech.

Dziś idziemy na kolejny występ muzyczny Mo, tym razem z inną szkołą, występ będzie w Royal Irish Music Academy;D Kawałek Mo ma tylko dwie minuty, więc to nic takiego, bardziej chodzi o oswajanie dzieci z wielką sceną i widownią. Ale za poprzedni występ dostała wyróżnienie i będzie grała znowu na koncercie laureatów. Bardzo się poprawiła muzycznie od kiedy zaczeła grać z przyjemnością, w grudniu wymyśliła, że będzie dawać koncetry wieczorem dla mojej nogi, żeby się dobrze zrastała, grała swoje wymyślone melodie i tak oto niepostrzeżenie polubiła granie.

Piekło zamarzło

Cisnę sprawdzanie prac, zaraz wyślę kolejny przedmiot i z głowy. Ale w malutkich przerwach rzucam okiem na prasówkę – lubię być na bierząco.

I co ja widzę? Piekło zamarzło, głowny ekonomista Financial Times powołuje się na Marksa:

Z danych historycznych wiemy, że jeśli odbiera się szanse młodym, którzy są przyszłością narodu, to jest to gotowy przepis na ogromne problemy społeczne, ekonomiczne i polityczne. (…)

Jeśli faktycznie znaleźlibyśmy się w świecie, w którym 90 proc. osób nie ma pracy – nie mówię, że tak się stanie i nie wierzę w taką skalę zmian, ale przyjmijmy taki scenariusz – to w nim zmienia się wszystko. Trzeba by przyjąć rozwiązanie, w którym zwrot z kapitału i zyski musiałyby w jakiś sposób wracać do społeczeństwa. Co mówił Karol Marks? Zwrot z kapitału musi być rozdzielony na całą populację. Tyle że to byłby już zupełnie inny układ polityczny i społeczny.

Rozmawiałem o tym wczoraj z Daronem Acemoglu, niedawnym laureatem Nagrody Nobla. Nasze wnioski są jasne: ludzie muszą pracować. Nie wystarczy tylko mieć dochód. Oczywiście, jest on potrzebny do życia, ale ludzie muszą też czuć, że są potrzebni i że wnoszą swój wkład w rozwój społeczeństwa. 

NIe musi 90% być bez pracy, wystarczy 40 i będziemy mieli nowy faszyzm. Bosz, rozmawiam o tym ze studentami od prawie piętnastu lat, zmiany widać od conajmniej trzydziestu. Cieszę się, że nawet FT się budzi.

A Memcen bardzo obrażony na UK, że go przetrzymała na granicy przez trzy godziny. No biedaczek, trąbi o suwerenności i niewpuszczaniu imigrantów, a raz został sam potraktowany jak imigrant i płacze.

O obcięciu świadczeń dla starych i schorowanych Ukraiców nawet nie chce mi się pisać. Smutne.

Nastrój dalej taki sobie, coś tam mi się w duszy mieli. Świetlica zapowiedziała, że dzieci mogą być tylko zapisane na 5 dni albo wcale, Mo się załamie, bo wszystkie jej koleżanki z klasy przestają chodzić. A ja patrzę na wyłaniający się plan zajęć na przyszły rok i nie wiem jak to poukładać.

Bez bez bez

W czeluściach bloga znalazłam takie zdjęcie Mi. Prawda, że ładny?

Przypomniała mi się nasza impreza Haloweenowa sprzed paru lat, którą spędziliśmy jako Dead Kennedys – ja byłam Johnem, a Mi – Jackie.

Mo ma dziś występ w szkole muzycznej, więc przed wyjściem do szkoły kradnie jeszcze pięć minut na granie:

W niedzielę za to robiła fikolki:

A wcześniej walnęla takie obrazeczki:

Owoce by Mo

Ja skończyłam sweter, ale jeszcze jakieś guziki chyba? Myślę.

Skończyłam sweter
Bez bez bez

Czytam Winnicotta Deprivation and Delinquency o dzieciakach z tendencjami przestępczymi, u Winnicotta jak u nikogo innego można znaleźć ukojenie, bo on widział cała tę krzywdę i traumę, nie pomniejszając ewentualnej destrukcyjności.

Prawie skończyłam An Unquiet Mind Key Redfield Jamison, autobiografia profesorki psychiatrii, wykładowczyni i klinicystki z diagnozą choroby afektywnej dwubiegunowej i to na tym bardziej psychotycznym spektrum, czyli z halucynacjami. Wgląd z pierwszej ręki, ciekawe, dobra, solidna literatura, ale widać, że nie jest pisarką.

Ja za to cierpię chyba na chorobę studentów medycyny, bo zaraz u siebie zdiagnozowałam bi-polar 😀 Może nie mam halucynacji, ani takiej skrajnej manii, ale stany maniakalne, kiedy wszystko błyszczy i się łączy i ma sens i pasuje, to spokojnie u siebie rozpoznaję. No i oczywiście doły 😄

W temacie opisów zaburzeń z pierwszej ręki, skończyłam również Darkenss Visible Williama Styrona, tym razem autobiograficzny opis epizodu ciężkiej depresji, to akurat bardzo dobrze napisane, nic dziwnego – to znany autor, napisał m.in. Wybór Zofii.

Pomiędzy tym sprawdzam, ostatnie kawałki, ostatnie prace egzaminacyjne, ostatnie licencjaty, wystawiam oceny, wysyłam do moderacji i z każdym zamkniętym przedmiotem czuję się coraz lżejsza. Jeszcze trochę.