Dzisiaj do objawów alergii doszło vertigo, czyli zawroty głowy, co za upierdliwa przypadłość!
Ale też trochę śmieszna, choć pierwszy raz jak mi się przydarzyło – może dwa lata temu – wcale nie było mi do śmiechu, bo oczywiście pierwsze, co mi przyszło do głowy, to guz mózgu. Wtedy miałam takie zawroty, że nie mogłam przejść parę kroków do łazienki, bo się zataczałam, musiałam zwolnić się z pracy, bo bym nie doszła, nie mówiąc już o wykładzie, po długim guglaniu postanowiłam spróbować manewrów Epley’a, czyli czegoś, co wygląda jak czary mary na przesunięcie kryształków w uchu, które się może odczepiły i zablokowały nie tam, gdzie trzeba i zobaczyć, czy jest lepiej. I dopiero jeśli nie – dzwonić do GP. Ale pomogło, choć nie od razu.
No i od wczoraj mam znowu vertigo, świat faluje, jak się podnoszę z kanapy, tylko nie wiem czy tym razem to znowu niegrzeczne kryształki, czy wysięk w uchu wewnętrznym od alergii, czy perimenopauzalne hormony, no nic, walnę jeszcze ze cztery Epley’e i zobaczymy. Mąż się od rana podchichruje z moich pozycji na łóżku. Wiecie, że zaburzenia równowagi przydarzają się dwa razy częściej kobietom?
Martwię się tylko tym, że mam dziś pacjenta, mimo bank holiday, mam nadzieję, że dojadę, a podczas sesji nie będzie mi się za bardzo kręciło w głowie.
Przy okazji przypomniało mi się Vertigo, może się dziś skusimy z Mi.

Zobaczymy, bo oglądamy From akurat, które nam bardzo bardzo leży, ulubiony gatunek filmowy mojego męża, czyli ‚mind bending’ – musi być dużo symboliki, musi być nieoczywisty, wysmakowany estetycznie, no i oczywiście nie tylko z drugim, ale trzecim i czwartym dnem, i w tej kategorri From daje radę (IMDB 7.8, w sumie się zgadzam). The Pitt by go wykończył, dlatego całą pierwszą serię machnęłam sama:D