Pogoda dla Bogaczy

Taki dzień jak kryształ, że nie wiadomo, co zrobić, szkoda go na wszystko.

A więc pogoda jak złoto, tak, że przez chwilę rozważałam pojechanie nad morze, tak po prostu, rano, zaraz po rehabilitacji, bo mogę. Ale wyobraziłam sobie powrót przez całe miasto w tym upale i w zaczynających się korkach i wymiękłam.

Upały.

Nawet ja jestem zmęczona, w tych małych domkach trudno wytrzymać w takich temperaturach, dobrze, że okna mamy otwieralne, bo jak się tu wprowadziliśmy były jednoszybowe, a do tego z malutką uchylna szparką na górze. Na marginesie – musiałam uszczelnić naszą sypialnię akurat przed upałami stulecia! 😀

Pan rehabilitant mówi, że jest postęp, 8 stopni dorsi flex i 5 stopni plantar flex lepiej niż trzy tygodnie temu, czyli w zakresie normy obecnie. Ale druga noga dużo bardziej giętka, w koncu chodzilam na balet (ktos z Eocka pamieta na Placu Solnym?), więc ta pierwsza odstaje. ‚Zawsze mi pan daje nadzieję’ mówię dziś do pana Seamusa od rehabilitacji. Bo wprawdzie chodzę już cały czas bez kuli, ale boli, ciągnie, idę powoli jak babuleńka, a teraz jeszcze kolano zaczęło mi uciekać, a tu Seamus mówi, że jest super postęp i że wspaniale. Dołożył mi ćwiczenia na mięśnie ud i nad kolanem, na to kolano, no i muszę w końcu ten basen zacząć ze dwa razy w tyg odwiedzać, no i siłkę. Jeszcze się nie przeszłam, heh.

Wolałabym pływać w oceanie…

Oglądam drugą serię The Pitt, z wyrzutami sumienia, ale nie ma, że boli (bo jak to tak – wszyscy w pracy, a ja seriale oglądam?:D) – muszę to superego trochę też potrenować, co nie?  Bo noga powinna odpoczywać, ćwiczenia i nozki do góry, powiedział pan Seamus, po malowaniu pokoju wieczorami była jak bania, muszę uważać i zapierdalać na spokojnie, człowiek to nawet się musi nauczyć o siebie dbać.

W pracy pustki i luzy, poprawkowe eseje wrzucone do systemu, wszystko na razie przycichło. Skupiam się na czytaniu literatury fachowej, Ogden dobrze wchodzi, Biona dalej męczę, ten to nie umiał prosto pisać.

Dochodzą do nas w Irl nieciekawe pomruki z UK, jakby szła burza, upadające imperium zaczyna nieładnie podśmierdywać. Ceny wzrosły, koszt życia podskoczył i kto jest winny? oczywiście imigranci, a szczególnie uchodźcy. I zasiłkowcy, wszyscy mają wszystko za darmo i na wszystko ich stać i tylko dzielni Polacy/klasa średnia/ludzie którzy pracują (niepotrzebne skreślić) zapierdalają na tych nierobów. Imperium, które tak niedawno wysysało zasoby i bogactwo z całego świata, Indie, Kompania Wschodnioindyjska, która przez lata transferowała kasę z najbiedniejszych rejonów świata do Tłustej Brytanii, handlującej mydłem, powidłem i niewolnikami, nakradli, naznosili tych mumii i innych zabytków i tak dalej, natłukli tych Burów (którzy z kolei natłukli Zulusów, oczywiście, ale to inna historia), nazwozili drewna z Irlandii, gdzie wycięli wszytkie lasy i przy okazji zagłodzili 1/4 ludności, całe to bogactwo świata jeszcze do dzisiaj przeżuwaja i trawią, ale już ich dopada klimat końca.

Ech. I Brexit, z dumy i głupoty, z pychy imperialnej i wkurwienia i ten cały Farage, klaun taki jak Borys, ten, który im taki bigos zgotował oto teraz triumfuje w sondażach. Referendum oparte na post-prawdzie stworzyło świat, w którym wszystkiemu winni są uchodźcy. Nie obrzydliwie bogaci, którzy wyprowadzają swoją kasę do rajów podatkowych, równocześnie korzystając z bezpieczeństwa i w miarę funkcjonującej demokracji, dzięki podatkom właśnie. W kraju, gdzie 56 najbogatszych ma tyle, co 27 milionów.

Najbardziej to nie lubię tego przepychania się, kto płaci podatki na kogo i licytowanie się, kto da mniej. Miarą lewactwa, czy lewicowości mówiąc ładniej, dla mnie jest właśnie stosunek do podatków – nie do lgiebete, nie do aborcji, nie do kościoła, ale do podatków właśnie, bo to jest prawdziwy probierz solidarności społecznej. Zawsze będą jacyś freerajderzy, co wykorzystują, i zawsze są frajerzy, co płacą, ale wolę być frajerem, niż chujem, bo oto okazuje się, że lekarze na kontraktach więcej publicznej kasy wyciągają przez rok, niż samotna matka na zasiłku przez całe swoje życie, no proszę… A jednak my – społeczeństwo – i tak powinniśmy pomagać, bo bieda ma większy wpływ na mózg dziecka, niż ‚genetyczne’ IQ czy wychowanie. A jak – niedajboże – przydarzy nam sie cukrzyca, to nie będziemy musieli nerki sprzedawać, żeby mieć na insulinę, jak w USA.