Przepiękna sobota.

Chyba jednak zostanę managerem:D tak, samą mnie już śmieszy ta saga, okazało się, że jednak kogoś potrzebują, żeby im tę kuwetę ogarniał. Sprawa miała się tak: ja się nie zgodziłam na zmiany w kontrakcie, bo o innych rozmawiałam z osobą pośredniczącą, osoba pośrednicząca nie mogła uwierzyć, że taki szybki numerek chcieli mi wyciąć, zaszyty w kontrakt, bo przecież rozmawiałyśmy o czymś innym, napisałam maila do głównego i do HR-u, w którym w prostych żołnierskich słowach wyłuszczyłam o co mi chodzi, HR odpisało, że ono tu tylko sprząta i musimy się z głównym dogadać, no i główny zaprosił mnie na spotkanie, że niby musimy porozmawiać. Spotkanie na zoomie trwało 5 minut, bo ja tylko powtórzyłam moje warunki, które on przecież znał, on poudawał (tak myślę), że ich nie znał i oczywiście, ‚zrobimy tak, żebyś była zadowolona’ – no ja myślę, bo naprawdę nie ma nad czym myśleć, to standardowe rzeczy – i się wyłączył, w ten sposób oszczędzając sobie 30 minut, które mógł spędzić na oglądaniu nie wiem czego na necie, bo zapisał mnie w swoim kalendarzu na 45 minutową rozmowę, która nigdy nie miała szans tyle trwać.
Taka skomplikowana niepotrzebna zadyma, zajmująca czas, który mogłabym spędzić na czytaniu W poszukiwaniu straconego czasu, no ale nie, oczywiście, chyba już umrę bez znajomości przygód Swanna.
Ale nie wiem co mi się stało, bo zupełnie mi snu z oczu to nie spędza, co nadal mnie niepomiernie dziwi i oczywiście raduje. Może dlatego, że naprawdę nie są to duże pieniądze, więc mogę bez nich żyć, a może dlatego, że nigdy nie marzyłam o karierze managera (są oczywiście kariery, o których marzyłam).
Dziś byliśmy na 4.48 Psychosis Sary Kane i było naprawdę dobre. Naprawdę. Depresja i wszelkie zaburzenia psychiczne są (wydaje mi się) często romantyzowane i instagramowane, a tutaj były czyste flaki, stan tak okropny, że trudno sobie wyobrazić jak można – by było – coś na to poradzić. Oczywiście patrzyłam na to trochę z punktu widzenia ‚i co ja bym mogła takiej Sarze powiedzieć’ i odpowiedź, niestety, brzmi: chyba nic. Ostatnia sztuka Kane, wystawiona dopiero po jej samobójczej śmierci.
Ze smaczków dodam, że tuż za mną siedział znany Dubliński psychoanal, lat 85, były mąż mojej, jeszcze bardziej znanej ale trochę z innego powodu, pani. Mąż, który mnie rzucił, bo po dwóch konsultacjach odmówił wzięcia mnie na terapię szkoleniową ‚z powodow rodzinnych’ jak wyjaśnił w smsie, o czym oczywiście powiedziałam mojej pani na pierwszej sesji, gdy już się dowiedziałam, że to jej mąż, ale nie wiedziałam jeszcze, że były i powiedzialam jej ‚pani mąż mnie rzucił’, no bo przecież nie będę ukrywać takich rzeczy, a to jest taka sprawa, której się nie da delikatnie. Dziś się z tego cieszę.
A przed teatrem mój mąż, tym razem, zaprosił mnie na lunch do japońskiej. Bento box nieustająco daje dużo radości.











