Tydzień jak dym

No co to był za tydzień, gęsty od wszystkiego!

We wtorek miałam ostatnie spotkanie z mistrzami magii i ortopedii, widziałam zdjęcia, nareszcie wiem, co mi wyciągnęli z nogi, otóż trzy śruby i blachę, została samotna jedna śruba, będzie sobie samotnie siedzieć i pipkać na bramkach.

W poniedziałek klienta, pierwszy raz na kozetce:W poniedziałek klienta, pierwszy raz na kozetce:)

A jeszcze wcześniej, w niedzielę, w pierwszy majowy weekend zrobiliśmy znowu ognicho i wszystko śmierdziało dymem przez trzy dni. Prawdziwe majowe ognicho, wprawdzie w misie, ale z kiełbaskami i maszmalołami, Mo początkowo chciała tylko rodzinnie, ale skończyło się na dzieciakach z ulicy smażących z nią polskie kiełbasy. Mo nałożyła dzinsową katanę i swoje społeczne self, widziałam ten błysk w oku i gest odrzucania włosów, w tym dżinsie i tych swoich włosach amerykański blond, jak sie kiedyś wyraziła się fryzjerka, wyglądała już jak prawdziwa nastolatka. Chłopacy w nią patrzeni jak w obrazek, Lu cały dumny opowiadał Ca co robili z Mo przez cały dzień, że najpierw na ulicy grali w one in four, potem u niego w domu w darts, czyli rzutki, potem się lali wodą, bo przecież maj i słońce, a potem rozpaliliśmy wreszcie ognicho, to już było tak fajnie, że będą to wspominać do końca życia, te majowe wieczory, ten ogród i dziewczynkę z długimi nogami.

Żeby zainaugurować nowe życie zostawiłam jedna kulę w szpitalu. Z butem orto juz nie używam, ale jedna jeszcze może być potrzebna, jak będę chodzić bez orto. Powiedzieli, że mogę, ale ostrożnie, na razie się boję 🤯 Stopa jest obecnie jak drewniany klocek doczepiony do nogi. Teraz rehabilitacja, dostalam tasme w szptalalu i będę ćwiczyć. Podobno za dwa miesiące mogę próbować jeździć na rowerze, a za rok biegać. Jest nadzieja🙂

Jutro zajęcia, tym razem o tym, jakie są podobieństwa neurozy i psychozy, czyli ciekawie.