Kwadratowe kółeczka

Wczoraj pierwszy prawdziwy spacer, zrobiłam 1100 kroków!

Wiadomo, że to nie ja, bo nie noszę czarnego😉

Wygląda jak sukces, ale czułam,  jakby to była porażka, bo choć przeszłam kilometr w bucie ortopedycznym i o kulach, noga jest sztywna i boli. Chyba miałam takie wyobrażenie, że jak tylko mi zdejmą gips, to hoho! Będę biegać. A tu dupa blada, proszę państwa.

Pani fizjoterapeutka w szpitalu pokazała mi ćwiczenia – robienie kółeczka stopą i przyciąganie do siebie i od siebie, phi, pomyślałam sobie, co to za ćwiczenia, dajcie mi tu PRAWDZIWE ĆWICZENIA! A tu bryndza, proszę państwa, nie dam rady, noga boli, ale gorzej, że bardziej boję się, że będzie boleć, bo sobie coś naruszę. Stopą jestem w stanie zrobić jako-taki prostokąt, ale kółeczko? Zapomnij. Stopa mnie nie słucha.

No niby człowiek wie, że rehabilitacja, że długa droga, niby wszystko rozumie, a jednak.

Jak już pisałam, czytam o traumie, bardzo dobre. Czytam, żeby wiedzieć, co robić, albo czego nie robić w razie czego. Takie podstawowe opracowanie, choć swego czasu dość przełomowe, bo łączące przemoc domową z doświadczeniem wojny – czyli u kobiet to przewaznie trauma przemocy domowej i seksualnej, a u mężczyzn – związanej z usankcjonowanymi formami przemocy, czyli wojna, policja, siły specjalne.

PTSD jest obecnie dość dobrze opisane w literaturze, ale zdziwiłam się, że w ogóle zostało zdefiniowane dopiero w latach osiemdziesiątych, jako pokłosie wojny w Wietnamie. Trauma to ogólnie mówiąc ‚doświadczenie bezsilności’, wydarzenie albo wydarzenia, które kompletnie obezwładniają i przytłaczają, człowiek ma poczucie zupełnej utraty kontroli i równocześnie zagrożenia życia lub integralności psychicznej. To skrajne doświadczenie nie może być ‚przeżyte’ czy ‚doświadczone’ i przerobione na wspomnienia, nie staje się częścią przeszłości, ale gdzieś utyka w aparacie nerwowym, zostaje uwięzione w pamięci podręcznej (upraszaczam oczywiście). Od tej pory się błąka się tam gdzieś w mózgowiu jak zagubiony duch, może zostać wywołane przez przypadkowe skojarzenie, albo nagle pojawić się we śnie. I pytanie brzmi – jak to odczarować, jak odprawić te egzorcyzmy i wysłać wreszcie te nieszczęsne widma tam, gdzie ich miejsce – w przeszłość? Od pewnego czasu standardem jest terapia CBT, obecnie pojawiają się nowe badania, nad terapiami aftektu, czyli np. psychodynamiczną co mnie właśnie ciekawi, wydają się one co najmniej równie skuteczne.

Książka ciężka w treści, ale paradoksalnie przywróciła mi wiarę w naturę Lucka, bo okazało się, że najcięższe traumy wojenne związane są nie z tym, że się było ofiarą, tylko z tym, że się było też sprawcą. Czyli człowiek ma wbudowany taki bezpiecznik, który nie pozwala na bezrozumną przemoc, a jak ktoś przekroczy tę granicę, to są tego konsekwencje.

Ciekawe też, że podobnie źle traktowano kiedyś straumatyzowane kobiety, jak i mężczyzn – kobiece przeżycia bagatelizowano, a je same nazywano  histeryczkami, straumatyzowani mężczyźni wracający z frontu byli za to słabeuszami, mięczakami albo leniami, którym się nie chce walczyć, jako terapię na wzmocnienie ducha walki zalecano elektrowstrząsy. Żołnierz to przecież bohater. (Oczywiscie jest wiele badań, że wystąpienie PTSD jest bardziej skorelowane z traumatycznością przeżycia, niż z cechami charakteru).

Spóźnione Walentynki

Dostałam od męża:

Ewentualnie podmienić class struggle na trauma research.

Poza tym siedzę w domu, jak wiadomo, od trzech miesięcy i aż mnie palce swiezbia, zeby pomalować drzwi wejściowe. Ten buraczkowy z żółtym jednak nie bardzo,  a z takim zgaszonym błękitem…hmm…

Dalej nic nie wymyśliłam na swój prezent. Jak ktoś już wszystko ma, to trudno coś chciec😅

Cudownie jest się wykapac🫠 chyba jutro zrobię to znowu.

Mam przemyślenia o traumie, ale to nie na tak późną porę.

Zachłanność

Wczorajsza wizyta w szpitalu zaowocowała nowym obuwiem, bowiem zdjęli mi gips i dostałam but ortopedyczny. Boszszsz, nareszcie mogę się kąpać, zaraz idę do wanny się odmoczyć, bo wyglądam jak wąż – linieję.

Teraz tylko 6 tygodni w bucie. Właśnie odkryłam, że będę mogła wreszcie założyć spodnie inne niż piżamowe, albo te dwie pary z szerokimi nogawkami, które w kółko nosiłam. Dostałam też pozwolenie obciążenia nogi na ile ból pozwoli, czyli mogę trochę chodzić, choć zżymam się na ten brak precyzji, bo jak mi na czymś zależy, to cisnę niezależnie od bólu.

Kombinuję jak tu wrócić do pracy, pełnopłatne zwolnienie kończy mi się za dwa tygodnie, na obecną chwilę czuję, że ze trzy tygodnie jeszcze są potrzebne. W klasie nie będzie już problemu, mogę sobie siedzieć, ale dojazd do pracy nie będzie łatwy – albo autobusem i wtedy pół kilometra na piechotę – nie wiem, czy dam radę, albo autem, a wtedy szukanie wolnego parkingu blisko szkoły może być wyzwaniem, no i dojście z parkingu. Albo taxi, ale wtedy taniej mi wyjdzie zostać w domu z obciętą pensją. Do tego superwizja, terapia, sesje, odwożenie Mo na zajęcia, jak to wszystko spiąć jeszcze nie wiem. Ale się dowiem. Pociesza mnie to, że wrócę na uczelnię na 4 tygodnie, bo w połowie kwietnia kończą się zajęcia. Jakoś dam radę;D

Mam jedną nóżkę bardziej, jak w kawale – jedna jest gruba i umięśniona, a druga chudziutka i bladziutka. Rehabilitantka kazała mi robić kółeczka stopą i bardzo się zdziwiłam, że nie potrafię, nie mam pełnej władzy nad nóżką, jakby mi jakieś ścięgna i mięśnie nie działały. A może nerwy?

Sweter powoli rośnie, może już niedługo pokażę corpus delicti.

Znowu leje. Ale niedługo marzec, a to zawsze poprawia humor.

Chyba jestem stara, bo kiedy Mi się pyta co chciałabym na urodziny, nic mi nie przychodzi do głowy.

To znaczy dużo rzeczy przychodzi mi do głowy, ale jak coś chcę to sobie kupuję i tyle, a poza tym wszystko mam;) Nie no, wróć, na przykład chciałabym ekspres do kawy, ale taki profesjonalny, taki, jaki jest w porządnej knajpie, a to conajmniej 4 tys euro, bo z innych mi kawa nie smakuje, a do tego musiałabym jeszcze zrobić remont kuchni, bo teraz taki ekspres przecież się nie zmieści. Jak już robiłabym remont kuchni, to chciałabym też boiler tam przenieść z naszej sypialni – co za kretyński pomysł, żeby instalować boiler w sypialni, niestety, uskuteczniany tutaj w większość domków. Chciałabym też w końcu zaadaptować strych, bo córeczka zaczeła ostrzyć sobie na niego ząbki, a to miał być mój azyl, moje miejsce, moje schronienie, a wygląda na to, że jeszcze parę lat i skończy się pracownią dla córeczki, która już nie ma gdzie upychać swoich dzieł sztuki i marzy o dużych sztalugach i warsztacie i nie wiem czym jeszcze.

Z literatury nawet nie piszę, co czytam, bo to przechodzi ludzkie pojęcie, nie wiem – może to zachłanność? Ciągle wydaje mi się, że nic jeszcze nie wiem, i czytam czytam czytam, żeby się dowiedzieć i w końcu wiedzieć, i ciągle jeszcze nie wiem. Czy to się kiedyś kończy? Chcę się przerzucić na literaturę piękną, może wtedy odetchnę.

Z drogi śledzie

Pacjent ciągle przychodzi. Powoli zaczynam TROCHĘ rozumieć, co jest moją rolą, o co w tym wszystkim chodzi, troszkę, na tyle, żeby nie siedzieć w gabinecie i nie nucić w duchu „co jak robię tu? co ja tutaj robię?”.

Ale we wtorek znowu wtopa, Mi zawiózł mnie do gabinetu, gdzie przed samymi drzwiami, piętnaście minut przed sesją odkryłam, że NIE WZIĘŁAM KLUCZY. Zrobiło mi się słabo, już chciałam odwoływać, na szczęście Mi przytomnie przypomniał sobie, że moja koleżanka, która przyjmuje w tym samym miejscu mieszka niedaleko. Miałam więcej szczęścia niż rozumu, dostałam klucze, uprzedziłam pacjenta i spóźniłam się tylko 6 minut. Skakanie o kulach po 24 schodkach, kiedy pacjent idzie za tobą – bezcenne;) Wydaje mi się, że sesja poszła dobrze, wbrew wszystkiemu, ale może mi się tylko tak wydaje, jak moim dwóm kolegom, którzy po którejś sesji właśnie mieli poczucie, że super sobie dali radę, by przekonać się tydzień później, że pacjent nie wrócił. Więc strzeżcie się samozadowolenia.

Dziś znowu leje.

Skończyłam Foster Keegan, nie wiedziałam, że Cicha dziewczyna jest na jej podstawie. Oba dzieła świetne, Irlandzki powolny klimat jak z marzeń sennych, a książka w dodatku dodaje +10 do poczucia sprawczości, bo ma tylko 50 stron;) (Utknęłam na stronie 502 Alchemised, jeszcze drugie tyle). Niestety lub stety, najbardziej mi wchodzi literatura fachowa, nic innego nie jest w stanie zająć mojej uwagi wystarczająco długo. Prawie kończę Psychiczną Równowagę Joseph, jestem w połowie How to survive as a psychotherapist Coltrane, no co pocznę jak na razie jedynie historie kliniczne wciągają mnie po pachy. Ludzka dusza jest pełna niespodzianek. Muszę zabrać się do Biona, bo wydaje się niezbędny, choć koszmarnie trudny.

Wieczory nam pochłaniają The Stranger Things, z Mo zaczęliśmy piąty sezon! Czwarty to była jazda horrorowa.

Jutro wizyta w szpitalu, może zdejmą mi gips, zobaczymy. Za bardzo się nie nastawiam na dużą zmianę, bo zostałam uprzedzona, że jeszcze będę nosić ortezę przez jakiś czas, no ale może już trochę łatwiej będzie mi się przemieszczać. Choć prowadzenie samochodu nie sprawia już żadnego problemu, a wręcz daje mi dużo przyjemności. Odwożę i przywożę Mo, zabieram ją na różne zajęcia, kto by pomyślał, że zostanę takim motorhead, bo prawko mam dopiero od trzech lat – od 14 lutego, zdałam za pierwszym razem, oczywiście:D

Jadę zaraz zatem po Mo, dziś mamy pancake Tuesday, bo wczoraj nie zdążyłyśmy w powodzi zajęć i sesji. Będziemy smażyć naleśniki, które będziemy jeść z bitą śmietaną i truskawkami. Jak Rybeńka pisze – uwielbiam tradycję i rytuały, ale przyjaźnimy się dość luźno i nie czuję, żebym musiała ograniczać swoją wyobraźnię w tym, jak je zinterpretuję.

Mgłę z głowy wywiało

Nie da się już tego dłużej ukrywać, wkrótce i tak wszyscy zobaczą na własne oczy.

Wiosna.

Żonkile w pełnym rozkwicie, już dawno chciałam wam pokazać długi rząd żółtych główek rozkwitłych wzdłuż boiska, obok którego przejeżdżam kiedy przywożę Mo ze szkoły. Przyuważyłam je już z dziesięć dni temu, ale zawsze pędzę samochodem i nie da rady zrobić zdjęcia.

Ogród pachnie rozmokłą ziemią i takim ostrym zapachem początku wiosny, trochę kiszonką, trochę trawą. Ptaki drą sie jak oszalałe. To już.

Usiadłam wczoraj na ławeczce na słoneczku, wystarczy pół godziny i człowiekowi się mgła z głowy wywiewa. Ogród wygląda jak siedem nieszczęść, solennie sobie przyrzekam, że w tym roku działam. Pierwszy raz od kiedy tu mieszkamy nie mam tulipanów w donicach 😦 Smętne krzaki na końcu ogrodu po lewej trzeba wykopać, powojnik znowu podciąć, bo smutno zwisa. bramble od sąsiada powycinać, bluszcz porządnie podciąć, trawę skosić, kwiatki posadzić. Może zacząć zbierać kasę na porządny płot, bo też trzeba w końcu zrobić. No i SZOPE. Ale pan od dachu przyszedł jeszcze w piątek i wymienił nam rynnę, która ciekła od siedmiu lat, to mamy pierwszy sukces.

W sobotę miałam zajęcia, dokicałam do budynku, a w drzwiach wejściowych spotkałam starszą panią, bardzo ekscentrycznie ubraną, w rudych farbowanych włosach, z lekko rozmazanym makijażem i cekinową przepaską. Przez chwilę się zawahałam, czy to nie jakaś pani w kryzysie chce wejść się ogrzać, a to była nasza wykładowczyni;D Ekspertka od samobójstw z trzydziestoletnią praktyką, która szkoli ludzi pracujących na telefonie zaufania. Bardzo dobre zajęcia, po pół godzinie zrozumiałam, dlaczego ci wszyscy ludzie na skraju tak jej ufają. Bo taka osoba, której zupełnie nie zależy jak ją oceniasz i co o niej myślisz, to człowiek, któremu możesz powiedzieć wszystko.

Wracaliśmy samochodem przez samo centrum miasta, pełne rozbawionych walentynkowych tłumów, a ja się cieszyłam, że jadę do domu i spędzę wieczór z moimi osobami, oglądając czwartą serię Stranger Things.

Dalej leje

Bosz LEJE.

Rząd przestał nadawać nazwy sztormom, bo leje bez przerwy, żyjemy w jednym długim sztormie.

Czy to już ta zmiana klimatyczna??? Podobno w Irlandii będzie jeszcze bardziej lało, obliczyli, że 1/5 Irlandii znajdzie się pod wodą, ale teraz nietrudno mi to sobie wyobrazić, a to, czego nie mogę sobie wyobrazić to że może JESZCZE BARDZIEJ lać. Leje, leje, leje, siąpi, pada, naprawdę ciurka z nieba od trzech miesięcy, ja wiem, że wam tu słońce i morze zapodaję, ale to ściema – tak naprawdę leje od listopada.

Tym bardziej się cieszę, że sprawa dachu załatwiona. Przyszedł pan imigrant. ale lokalny – właśnie kupił dom w naszej dzielni i tak go znalazłam na guglu, zrobił co trzeba, to znaczy wyciągnął obsuniętą dachówkę i zamontował nową, oraz membranę pod sporą połacią dachu, zabrało mu wszystko może z godzinę, łącznie z oględzinami całego dachu, a wziął 150 euro. No kamień z serca, a ja już opłakiwałam tysiąc euraków z mojego zwrotu podatku, bo wiadomo, że naprawa dachu to koszty. A że leje całymi dniami, wkrótce będziemy wiedzieć, czy pan jest dobrym fachowcem czy do kitu. Intuicja mówi mi, że dobrym.

Klient dalej przychodzi. Powiem wam tak – nie jest to łatwa sprawa, przychodzi do mnie człowiek, co ma ciężkie życie, a ja czuję się jak nieopierzony kurczak, nic nie wiem i niczego nie jestem pewna, czy powinnam coś powiedzieć, czy raczej milczeć, teraz, czy później, czy za dużo, czy za mocno, i tak dalej, boże nie wiem nic! A jak coś powiem, to czasem czuję, że jak grzywką o beton. No ale cóż. Wiem, że tak jest na początku, ale jest to trudne uczucie:D W domu zanurzam się w literaturze, żeby się trochę pokrzepić i podeprzeć. Superwizorka na szczęście mocno trzyma mnie za fraki, jak mi nóżka wyjdzie z linii, to ją mi odrąbuje, tfu nadeptuje, tfu, sugeruje, żeby cofnąć.

Mo chora siedzi ze mną w domu. Ale jest taka osłabiona, że tylko na górze u siebie w pokoju szydełkuje i ogląda swoje anime, nie zmuszam ją do niczego, zrobiłam jej tylko rosołek na zdrowienie.

Mnie noga już zupełnie nie boli i nie puchnie, już tylko swędzi.

Dalej czytam to samo, bo NICZEGO NIE MOGĘ SKOŃCZYĆ, a zaczęłam nowe (facepalm).

W sobotę mam zajęcia, już sie cieszę.

Nuda, dłużyzna, nic się nie dzieje

Kończę zanurzać się w facebookowych inbach, mają one jakąś taką uzależniającą charakterystykę, nic tak nie dostarcza dopaminy jak porządna inba. I nic tak nie angażuje zupełnie niepotrzenie.

Z książek na razie króluje literatura fachowa, kończę Betty Joseph Psychiczna rówowaga, zmiana psychiczna. Bardzo bardzo, zwłaszcza teraz. Jej umiejętność zauważenia najdrobniejszego szczegółu i przesunięć w stanach psychicznych pacjenta/klienta jest niesamowita, świetnie opisuje jak jakakolwiek zmiana psychiczna jest równocześnie zaburzeniem równowagi, która komuś przez tyle lat służyła, więc każda powoduje chwilowy – dłuższy lub krótszy – okres destabilizacji, po którym zaczyna się funkcjonować lepiej, albo – nie mogąc znieść bólu psychicznego – wraca się do starych schematów.

Zaczęłam Judith Herman Trauma. Od przemocy domowej do terroru politycznego. Bardzo mi się podoba po pierwsze, umiejscowienie traumy w kontekście polityczno-historycznym – to nigdy nie jest izolowane indywidualne doświadczenie, a po drugie to, że daje dość praktyczne  wskazówki pracy z traumą. Herman to legenda, coś czuję, że może bardzo mi się przydać, to jest dobra, solidna literatura przedmiotu. Nie jak ostatnie występy Gabora Mate, który coraz bardziej pozuje na charyzmatycznego guru.

I taki cytat:

Until the late 1870s feminist organizations did not even have the right to hold public meetings or publish their literature. At the first International Congress for the Rights of Women, held in Paris in 1878, advocates of the right to vote were not permitted to speak, because they were considered too revolutionary – czyli zwolenniczki prawa glosu wyborczego dla kobiet uznawane byly za zbyt rewolucyjne🫤

Z literatury pięknej dalej sobie spaceruje przez The Country Girls O’Brien. Zupełna klasyka literatury Irlandzkiej, dobra, ale długa. Z chęci skończenia choć JEDNEJ książki zaczęłam Foster Keegan, 50 a nie 500 stron i człowiek ma jakieś poczucie sprawczości. Bo cały czas też brnę przez Alchemised, jestem dokładnie w połowie, czyli na stronie pięćsetnej;D Im jestem starsza tym bardziej wybredna się robię, żeby spędzić długie godziny wgryzając się co autor miał na myśli muszę mieć poczucie, że te myśli są interesujące, albo co najmniej oryginalne. Tutaj dużo oryginalności w treści, niestety mało w formie, więc przedzieram się z trudem. Ale prezent od syna – ‚myślałem, że będzie ci się podobać’,

Widzieliśmy The Whale, rzeczywiście warto.

Oglądam Yellowstone, po trzech pierszych odcinkach Mi stanowczo oznajmił, że nie będzie oglądał amerykańskiej propagandy, ja za to wciągnęłam już dwa sezony. Bardzo dobrze się ogląda, wpisuje się to w moje ostatnie zainteresowania redneckami, poza tym serial jest świetny do robienia na drutach i już mam jedną trzecią swetra.

Wyszło słońce.

Zaraz idziemy do ogrodu, będę dręczyć Mi dokładnymi instrukcjami przycinania jabłonki. I róż.

Deszcz jak siwe łodygi szary szum

Taki dzień tydzień. Szary i nijaki.

W sam raz na rozliczenie podatków.

A zabierałam się do tego długo, bo z roku na rok robi się to bardziej skomplikowane. Setki odpisów, lekarstwa, usługi medyczne, studia, terapie, no cuda, a na wszystko rachunki, a ja lubię na oko i mniej więcej, Trolla by mnie wyklęła na amen. Ale staram się:) Jeszcze dojdzie rozliczenie za własną działalność, na razie olewam, bo ogłaszam uroczyście, że w zeszłym roku zarobiłam 45 euro, a wydałam 1330. Koszty działalności (na razie) kilkadziesiąt razy przewyższają przychody, ja to jednak umiem robić interesy. Pocieszające jest to, że w Irl nie trzeba zakładać działalności, zwłaszcza, jak się do tego pracuje na etacie, wystarczy tylko rozliczyć wszystko na odpowiednim formularzu i voila! Na podstawowym poziomie wydaje się dość proste, a do tego są tutaj urzędy, które jak zwykle są bardzo pomocne. Jeszcze w dodatku lubię matmę🙂 Problemem natomiast jest to, że gubię rachunki jak rękawiczki 😄

Pada pada pada pada,

leje,

przyszedł kolejny sztorm, zadziwia mnie jak ta wyspa może przyjąć taką ilość deszczu, Chandra zostawiła podtopienia i lokalne powodzie, teraz znowu stan alarmowy.

A poza tym środa czwartek, wilgotne szare dni rozpływają się w niebyt jeden za drugim.

Spisałam wtorkową sesję.

Klient wrócił, deklaruje, że będzie chodził. Na razie chodzi w kratkę, zobaczymy, póki mam niesprawną nogę, nie szukam innych, wystarczy mi jeden. Niedługo pewno się coś ruszy, ale na razie, przez następne trzy-cztery tygodnie, wygodnie mi jak jest.

Jeżdżę coraz więcej. Odwożę i przywożę Mo, na muzykę, na gimanastykę, do szkoły. Już mi się dobrze jeździ, noga nie puchnie i nie boli, a ja się oduczyłam na niej podpierać. No i samochód daje wolność, mogę sobie pojechać do parku, albo podjechać do gabinetu, nie jestem zależna od taksówek.

Zdecydowanie za dużo czasu spędzam czytając o inbie psychologów i psychoterapeutów, to jest lepsza drama niż koreański serial. Regularna wojna podjazdowa, obie strony podpierają się ‚dobrem pacjenta’ i oskarżają się najpodlejsze pobudki, oczywiście finansowe.

Ustępująca prezeska Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, pani doktor psychologii wkleja taki oto wpis na fb.

Który aż się prosi o mema:

To już rzeczywiście pani Izabela, ta, której się czepiłam wcześniej, wydaje się bardziej zrównoważona;D

W snach chodzę po górach i ciągle się okazuje, że czegoś nie wzięłam, albo zapomniałam, albo nie mogę znaleźć, a droga daleka i niebezpieczna.

Całe noce spędzam na rozkminianiu jak sobie poradzić.

Perfect Day

Pojechaliśmy świętować urodziny Mi. Całą rodziną.

Pogoda nas rozpieszczała.

Udało mi się dokuśtykać do samego morza, choć nie było lekko.

Zapatrzylam się na jednego pana, co się kąpał,  pogoda idealna 8° woda i 8° powietrze, ech no tylko niech zrzucę ten gips!

Potem zostałam zawieziona do restauracji,  gdzie rozpieszczała nas kuchnia japońska. I syn, który za nas zapłacił. Notuję ku pamięci, że moje dziecko jest dorosłe.

I z powrotem nad morze, gdzie w międzyczasie pokazał się ogromny księżyc.