Mniej więcej tak

WordPress pyta mnie, czego mogłabym robić mniej?

Dobre pytanie, co ja robię cały czas, tak, że nigdy nie mam czasu? Moja ulubiona sąsiadka schudła 50 kilo i chodzi na siłownię i basen 6 dni w tygodniu, ja nie mogę znaleźć jednego wolnego wieczoru.

Festiwal teatralny, który co roku suskrybuję, nie wiem po co, bo nie byłam od dwóch lat, wysyła mi maile zachęcając do kupienia biletów na styczeń. Prawie się zachęciłam, już już kupowałam, ale się zawahałam, kiedy zobaczyłam cenę w dolarach. Okazało się, że sztuka jest w Nowym Jorku. W tym roku w październiku kupiłam nam bilety na JEDNĄ jedyną sztukę z festiwalu, tym razme w Dublinie, zarezerwowałam wolny wieczór, olałam poczucie winy, załatwiliśmy opiekę dla Mo, pojechaliśmy do miasta i występ odwołano z powodu choroby aktora. Mniej przedstawień już nie można oglądać.

Jedno Christmas Party mniej. Długo wyczekiwane Christmas Party. Bo najpierw mieliśmy iść na piwo, ktoś nie mógł, ktoś był chory, ja się wykręciłam, bo przecież mam dużo pracy, no i przełożyliśmy wspólne imprezowanie na Christmas Party. Nawet się ucieszyłam, bo dawno nigdzie nie byłam, dawno nie zakładałam butów na wysokim obcasie, wymyśliłam nawet co ubiorę – sukienkę z czarnego jedwabiu marszczonego w pasie, kupioną kiedyś okazyjnie, więc wystarczy tylko jakąś kolorową szaloną różę dopiąć, miedzy zajeciami wypuściłam się do sklepów i kupiłam buty i wałki do kręcenia włosów, wyciągnęłam z dna szafy przepiękną torebkę jak małe dzieło sztuki, taką, której nigdzie indziej się nie weźmie.

A tu w czwartek w nocy sypnęło śniegiem. Rano samochody go porozjeżdżały, żłobiąc w nim wyraźne koleiny, potem przyszedł mróz. Wracając ze szkoły z Mo na bagażniku rower ślizgał się i chwiał, musiałyśmy iść przez większą część drogi. Zapadał zmrok i robiło się coraz zimniej i coraz bardziej ślisko. Na whassappie wszyscy zaczęli się wykręcać z Christmas Party, połowa chora, połowa nie dojedzie, bo drogi jak szklanka, ktoś ma covid, a ktoś nie ma opiekunki do dziecka. Coraz mniej chciało mi się iść, już sobie to wyobraziłam – będą ludzie, których za bardzo nie znam, z innych departamentów, będę się czuła na tyle skrępowana, że dwa kieliszki wina wydadzą się dobrym pomysłem, a jak wypiję dwa, to kolejne dwa jeszcze lepszym, będę się śmiała z nieśmiesznych żartów i opowiadała historie bez puenty, chwiejąc się na szpilkach kupionych specjalnie na tę okazję, po czterech kieliszkach skuszę się na papierosa, no bo co, raz się żyje!, wyjdziemy zapalić na dwór, ja w sukience bez rękawów i szpilkach, a co tam, po dalszych dwóch kieliszkach może mnie olśni, że czas do domu (a może nie), w końcu zamówię taksówkę, której się nie doczekam, więc wyruszę w marznącej brei na przystanek, gdzie spędzę kolejną godzinę wpatrując się w elektroniczny rozkład jazdy, z którego będą znikały kolejne autobusy.

Już w nocy zacznie mnie boleć gardło, a rano wstanę i będę musiała sprawdzić te 10 esejów, choć nawet zapach kawki będzie wywoływał mdłosci.

No i czego mogłabym robić mniej? Nie da się mniej pracować tak nagle, znienacka, bo oto WordPress został moim terapeutą i zadaje głupie pytania.

Marzę o lesie

Zaprosiliśmy wczoraj naszych ulubionych sąsiadów na japońszczyznę w podziękowaniu, przy okazji niektórzy oglądali mecz, oczywiście. Irlandczyk i Hiszpanka kibicowali Polsce, a nasza córka Francji… Efekt wciskania polskości?

Mi zdał egzamin na prawko! Bardzo, bardzo nam to ułatwi wiele spraw, na przykład będziemy mogli pojechać na wycieczke do lasu. Marzę o lesie. I na wycieczkę nad morze. Marzę o morzu. I będziemy mogli odwieźć naszą córkę samochodem do szkoły w niektore zimowe, ciemne i zimne poranki Irlandzkie, które wyglądają tak romantycznie w kinie, bo wieje, leje i gradobije, a nasza córka na bagażniku roweru, okutana od stóp do głów, w sztormiakach, kaloszkach, dwóch parach skarpet, kasku i rękawicach.

Mi jest tzw. essential worker na co dostał glejt z pracy ze wszystkimi pieczęciami i podpisami, co znacznie przyśpieszyło egzamin. Ja nadal czekam. Jego zdane prawko trochę mi pomoze, ale nie tak bardzo – nadal nie mogę z nim jeździć, bo nie jest wystarczająco doświadczony. Ale już będzie mógł mnie zawieźć w jakieś ustronne miejsce, gdzie poćwiczę sobie parkowanie. No i będzie dużo taniej – wg. moich wyliczeń wydaliśmy już na nasze lekcje około 5.5 tys euro. W samym listopadzie 400 euro na jego jazdy, na moje nas nie było już stać.

Grzywka

Ach, siostra! Siostra jest super. Z nikim się tak nie pokłócisz, jak z siostrą. Nikt ci tak nie nawrzuca, jak siostra. Nikt ci też jak siostra nie pomoże.

Piekła ciasta, które nawet JA moglam jeść, została w domu z Mo, jak musieliśmy iść do pracy, jeździła z nami samochodem. Aaaale było fajnie!

Moja młodsza siostra, z którą przez długie lata dzieliłyśmy pokój i mój boże! jak ja ją STRASZNIE dręczyłam! Ona od zawsze kocha zwierzęta i marzyła, żeby mieć jakiegoś małego zwierzaczka, na co ja się oczywiście nie zgadzałam, znacie mnie, bo śmierdzi, bo brudzi, bo jestem uczulona. W końcu łaskawie pozwoliłam jej trzymać w naszym pokoju rybki i pewnej nocy mama oglądała do późna 997 i tak się nastraszyła, że zamknęła nas w pokoju na klucz i właśnie owej nocy moją siostrę zaatakowała grypa żołądkowa, a kiedy nie mogłyśmy otworzyć drzwi, kazałam jej wymiotować do akwarium. A ona wzięła moją ulubioną puszkę na ołówki … Byłam po prostu WŚCIEKŁA!

Już nie mówiąc, jak pewnego razu ścięłam jej grzywkę tuż przy skórze, bo ona ma takie piękne gęste włosy i wydawało mi się, że będzie pięknie wyglądać, ale wyglądała tak, że przez następny miesiąc, albo dwa, musicians chodzic do szkoły w czapce… ‚Byłaś zazdrosna o moje włosy!’, ‚Nie prawda, chciałam tylko, żebyś wyglądała jak te francuskie aktorki!’ ‚A dlaczego SOBIE nie ściełaś tak grzywki???’ Dlaczego, dlaczego, no wiadomo dlaczego, bo ja mam marne włosy i wielki nos i nigdy nie było nawet cienia szansy, żebym wyglądała jak francuska aktorka. ‚No właśnie, byłaś zazdrosna o moje włosy!’ Nieprawda, właśnie chciałam, żebyś pięknie wyglądała!

A oprocz tego nie wiem, co ten listopad ma w sobie, ale co roku, co ROKU orientuję się, że ZNOWU gonię własny ogon i ledwo co odgruzuję jedną półeczkę, już następna się zapełnia. W tym roku dostałam jednak nowy kontrakt, ten, w związku z którym tak panikowałam, i niby mam mniej godzin, niżbym chciała, ale się okazuje, że i tak za dużo, niż powinnam, bo ledwo wyrabiam na zakretach. Ach, zapomniałam jakie to bycie na etacie jest upierdliwe! Tu zebranie, tam spotkanie, czworo studentów piszących prace licencjackie, do tego artykuł do skończenia, nowy przedmiot, na którym się mało znam, od czasu do czasu chore dziecko w domu i zaczynam się zastanawiać, czy leci z nami pilot.

Ostatnie dwa tygodnie to głównie chora Mo, która, wiadomo, jak to dziecko z gorączką była marudna i zajmująca i nie dało się przy niej pracować. Do tego po pierwszych dwóch dniach postanowiliśmy znacznie ograniczyć jej dostęp do youtuba i idiotów, bo zauważyliśmy, że jest to naprawdę BARDZO UZALEŻNIAJĄCE gówno, dzieciaki potrafią tych kretynów oglądać godzinami, a tam nic rozwijającego nie ma, tylko taka guma do żucia, że JUŻ ZA CHWILECZKĘ, JUŻ A MOMENCIK COŚ NIESAMOWITEGO SIĘ STANIE, oglądajcie nas, like & subscribe, tylko nie przerywajcie, zapomnijcie o mamie, tacie, jedzeniu, piciu i siusiu. Oni nawet normalnie nie mówią, wszystko jest wykrzyczane podekscytowanym dyszkantem, po dwóch godzinach oglądania takiej sieczki dziecko wygląda jak zombi i wpada w histerię, jak się je odciąga od ekranu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem nie mam wyjścia i muszę jej dawać coś, co ją zajmie na dłuższą chwilę, na przykład kiedy właśnie mam spotkanie online albo akurat powinnam popracować. Ale zauważyłam też, że po paru dniach większej niż zwykle histerii i tłumaczeniu w kółko, DLACZEGO może oglądać tylko godzinę dziennie, było już troszkę łatwiej. Nadal jednak nie dało się pracować:(

A tytuł jak zwykle od czapy.

Żyjemy

Cześć i chwała nowoczesnej medycynie!

Trzy dni później biega po domu, awanturuje się, kłóci się, pyta, kiedy już może pójść na dwór do dzieci.

– Idę tylko na minutkę do pana sąsiada.

– Idę z tobą.

– Nie możesz, dopiero byłaś chora!

– Nie zostanę SAMA w domu!’

– Nie sama, tylko z żółwiem i nie zostajesz wcale, bo ja idę się tylko coś zapytać pana sąsiada.

Ubiera kurtkę.

– No dobra, ale załóż tę grubą.

Antybiotyk to jednak jest wielkie odkrycie, przecież mnóstwo dzieci umierało kiedyś na takie zwykłe zapalenie płuc, a tu po DWÓCH dniach zrobiło się lepiej. Jeszcze jest osłabiona, jeszcze nie ma apetytu (jak to przy antybiotyku), schudła dobre trzy kilo, ale nie jest już to umierające dziecko, które lekarka radziła nam zawieźć do szpitala, bo dawno nie widziała tak chorego dziecka, to dziecko, którego oddechu nasłuchiwałam całą noc, bo bałam się, że się udusi.

Nie poszliśmy do szpitala, co oznacza, że zaoszczędziliśmy co najmniej 320 euro. Bo w Irlandii za pobyt w szpitalu się płaci, nawet z chorym dzieckiem, przyjemność taka kosztuje 80 euro dziennie.

Nie idzie oczywiście jeszcze do szkoły, jest bardzo osłabiona, na szczęście jest moja siostra i zgodziła się zostać parę dni dłużej, żeby posiedzieć w domu z Mo, bo my musimy do pracy. Siostra przyleciała na ferie świąteczne, mieliśmy sobie wszyscy pojeździć w góry i nad morze, na wycieczki po Irlandii że hohoho, gdzie to my nie mieliśmy jeździć!, a skończyło wykradzonymi chwilami, na zmianę, żeby trochę potrenować jazdy.

Bo w Irlandii nie ma w ogóle zwolnienia na dzieci, można się rozchorować samemu i iść na swoje zwolnienie, można wykorzystać urlop, można błagać o pracę z domu (dzieki Ci covidzie!), ale nie można zostać w domu z chorym dzieckiem. W kwietniu tego roku rząd szumnie ogłosił, że wprowadzi 5 dni zwolnienia rocznie, które można brać na dziecko i jak na razie na tym się skończyło. Czyli na tym, że ogłosił, nie, że można brać. To tak, jak ze zniesieniem opłat za wizytę lekarską dla dzieci poniżej 8 r.ż. – ogłosili dwa lata temu i nadal nie wprowadzili w życie i każda wizyta to 60 euro plus leki, tym razem wyszła nam stówka, Mo ma siedem lat, pewno rząd czeka aż skończy osiem, zawsze to jakaś oszczędność dla rządu. Irlandia ma bowiem nadal politykę społeczną przystosowaną do matek siedzących w domu z dziećmi, opieka przedszkolna i świetlicowa jest najdroższa w Europie, dzieci zaczynają szkołę o 9, kończą o 1 lub 2 i szkoły są zamykane, nie ma w szkole żadnej świetlicy, w której dziecko może spędzić czas.

Jutro koniec wolnego, kurcze jakoś nie czuję, żebym wypoczęła. Odpocznę sobie w pracy;D

Mam w dupie świerzopa

Jednak wczoraj do lekarza, bo niby już trochę lepiej było, ale się zmyło, we wtorek nie skakała jej już tak SZYBKO gorączka, ale w środę jednsk dalej skakała i dalej słabo. U lekarza dostaliśmy wybór: albo szpital już teraz, albo penicylina i próbujemy walczyć w domu, ze wskazaniem, że szybko do szpitala, jakby zaczynało się gorzej. Bo grypa, grypa, grypa, a teraz jest już małe jednostronne zapalenie płuc i na razie lepiej nie będzie przez 1-2 dni. Miała wczoraj dobrą saturację, więc mogliśmy zdecydować.

Zostaliśmy w domu, z sercem w gardle. Noc z gatunku tych bez zmrużenia oka, bo pomimo, że przestała astmatycznie świszczeć, doszedł jej katar i co dwa oddechy się zatykała i łapała krótki bezdech, więc nie mogłam zasnąć nadsłuchując każdego oddechu. O piątej obudziłam Mi i położyłam się na trzy godziny.

Dziś jest po trzech dawkach antybiotyku i trzymajcie kciuki, żeby w końcu zaczał działać, bo na razie nie jest zbyt ciekawie.

Grypę prawdopodobnie złapała w polskiej szkole, postanowiłam więcej jej tam nie posyłać.

Ja wiem, że wirusy są wszędzie i równie dobrze mogła złapać w szkole irlandzkiej, ale mi się ta polska szkoła bardzo źle już kojarzy i będę sobie na nią projektowała co mi się podoba, moja córka jest bowiem w tę sobotę zwykle tak wymęczona, po całym tygodniu normalnych zajęć i szkoły muzycznej, bo zamiast odpocząć i zrelaksować się przez dwa dni wolne jedziemy na głupie akademie, gdzie jest jej niedobrze już w samochodzie, gdzie wykończona i głodna stoi na scenie, aż ją ‚nóżki bolą’. A potem kopa słodyczy, zamiast obiadu.

Pluję sobie w brodę, że ją tam zatargałam, że tak ją namawialiśmy, posypuję głowę popiołem i obiecuję solennie, że już nie będę, pieprzę polską szkołę, mam w dupie małe miasteczka, świerzopa i grykę, nie zgadzam się, żeby moje dziecko oddawało życie za garść świętoszkowatch, zjełczałych symboli.

Happy Halloween!

Mo szykowała się na Halloween od roku, to jej ulubione święto.

Ale jak wiadomo w czwartek się rozłożyła. Jeszcze myślałam, że to tylko przeziębienie, że wydobrzeje do poniedziałku. Nic z tego.

W czwartek wieczorem zaczęła się gorączka i to takie dobre 39 stopni, czyli 39.5 kiedy przestalam mierzyć i dałam jej ibuprofen. Od tego czasu gorączkuje bez przerwy, to już cztery doby. Jeszcze wczoraj negocjowała, że jak będzie lepiej się czuła, to może pójść z dziećmi. Ale dziś biedna tylko leży i nie ma na nic siły.

Żeby ją trochę pocieszyć, postanowiliśmy się przebrać.

Ale i tak najstraszniej wyglada ona.

Płakala, że nie może wyjść na dwór i straszyć z dziecmi. Ale dzieci przyszły i PRZYNIOSŁY JEJ słodycze.

❤️

Taki koniec października

Piętnaście stopni i słońce. A do tego pięknie – bluszcz się już czerwieni, błyszczą krople na bardzo zielonej jeszcze trawie, jabłonka ugina się pod ciężarem jabłek. Ale Mo znowu chora, dzisiejsza noc z tych najcięższych – wieciła się i budziła co pół godziny, świszczała i charczała z każdym oddechem, a kiedy przez chwilę cichła nadsłuchiwałam, czy jeszcze żyje. Niewiele spałam.

Rano się obudziła o siódmej ‚chcę już wstawać’.

– Ale czemu chcesz wstawać? Jesteś głodna, chce ci się pić, chcesz siusiu?

– Nie, po prostu nie chcę już spać.

Musiała wstać, ale nawet nie chciała się ubierać, zniosłam ją na dół w piżamce. Na szczęście nie idę dziś do pracy, więc włączyłam jej bajki i poszłam się przespać.

Obudziłam się po dwóch i pół godzinach, jakbym wyszła z czarnej dziury. Miałam wstać za pół godzinki, no, za godzinkę, sprawdzić co z dzieckiem, ale jakbym wpadła w przepaść, nicość.

Dziś wysoka gorączka i kaszel, jeszcze nie całkiem mokry.

Piątek.

W niedzielę Moja Ulubiona Zmiana czasu, a w poniedziełek Moje Ulubione Święto.

A najważniejsze, że zaczyna się reading week, czyli mamy tydzień wolnego. (Choć nie wiem, czy można to nazwać wolnym, bo mam kupę roboty.) Mo też ma ferie, Mi wziął wolne i przyjeżdża siostra.

Chcę pojechać do lasu.