W domu

Siedzimy.

Mo szydełkuje w moim łóżku, a gdzieżby, zupełnie ją to pochłonęło. Wczoraj szydełkowałyśmy pół dnia, więc wieczorem zrobiłam sobie kąpiel, a ta o 22 zrobiła mi aferę i ryczy, że przecież zawsze wieczorem szydełkujemy razem. Na zdjeciu widać brudny rękaw bluzy, wszystkie bluzy i spodnie ma poplamione farbami i klejami, na moje marudzenie mówi ‚who cares?’.

To białe z tyłu to kominek w naszej sypialni, a raczej otwór kominkowy zamknięty, bo te domy były tak ogrzewane i teraz mamy trzy kominki w trzech pokojach;D W nowo budowanych domach już nie wolno instalować kominków, nad czym wielu Irlandczyków boleje. A ja się boję czadu i nigdy nie rozpalamy, nawet w dużym pokoju, gdzie nie mamy zamkniętego, ale musiałby nam kominiarz zrobić przegląd, pewno trzeba coś tam w środku wymienić, jakiś przewód czy inne cholerstwo, a kasa zawsze jest potrzebna na co innego, jak to zwykle bywa. Ale mam plany:)

Dzisiaj zrobiłam podatki. Taki irlandzki pit, jeśli ktoś miał jakieś wydatki na edukcję lub zdrowie to państwo część mu oddaje, więc trzeba zbierać rachunki od dentysty i lekarza. Jest prawie czerwiec, mierzyłam się z tym od stycznia.

Obejrzeliśmy Eternautę na Netfl, bardzo polecam. Po pierwsze, niesamowity argentyński serial, po drugie jego niesamowita historia. Został zrobiony na podstwie kultowej graficznej powieści Héctora Germán Oesterhelda, człowieka, który krytykował prawicową krwawą dyktaturę w Argentynie, wstąpił do lewckiego ruchu oporu, zresztą razem ze swoimi czterema córkami ukrywał się parę lat, ale wszyscy zostali porwani i zaginęli. Zamordowani przez huntę wojskową, która rozprawiała się z peronistami i lewakami. Myślę, że trzeba być świadomym takich rzeczy, że się działy i że mogą się dziać. Chciałabym pojechać do Argentyny i Chile, Brazylia trochę mniej, mam dużo studentów z Brazylii, którzy mówią mi że jest tam bardzo niebezpiecznie.

A u nas w domu zandbergiści i biejaci w tę niedzielę głosują na demokrację.

Jutro rano spotkanie z promotorką, potem tydzień na ostatnie poprawki, więc jeszcze zwolnić nie mogę. Ale oddech złapany.

Jak w morde strzelił

Czlowiek, który odda 50 stron pisaniny ma chyba jakąś super power. Dziś sadziłam kwiatki w strugach deszczu, who cares? Walnełam ostatnie ogryzki w pracy i pół dnia chodziłam po domu z poczuciem, co by tu jeszcze machnac? Posprzatalam szafke z przyprawami;)

A może to dlatego, ze sie wyspałam? 8 godzin jak w morde strzelił, bez tabletek, ale to cudne uczucie!

Być powoli

Mo znowu chora. Niby tylko katar, ale od ucha do ucha, a teraz jeszcze ‚brwi ją bolą’, czyli zatoki. Oczywiście wyrzuty sumienia, że ją zaniedbałam przez tę pracę, nie wciskałam warzyw, nie pilnowałam snu, teraz będę jak maszyna, jak robotmama, pięc porcji warzyw dziennie, 10 godzin snu, bez wykrętów, nie ma to tamto. Ona nawet nie ma złej diety, kurcze blade, inne dzieci jedzą fast foody na śniadanie, obiad i kolację kurczęta blade i nie chorują, nie wiem co tu nie działa. Jest pod kontrolą poradni z powodu astmy i wszystkie badania wychodzą dobre, ale choruje częściej niż inne dzieciory. I tak często kończą się nasze weekend – jak wreszcie mam chwilę oddechu i czas, to bachor chory, albo samochód walnięty, albo leje i piździ;) A wracam do kieratu i baj baj szalone wyprawy.

Dopiero co dwa tygodnie temu siedziała w domu cztery dni, potem nie puściłam jej na szkolny basen w poniedziałek, więc była w szkole całe 4.5 dnia, a wczoraj katar po sam czubek nosa. W nocy pojękiwanie, które mnie skutecznie wybudzało, jeszcze nasłuchiwałam czy to przez sen, czy już płacze no i w końcu po 1 wstałam, a ona biedna już cicho szlochała w łóżku, bo przypadkowo wylała herbatę. Zmieniłam pościel i położyłam się koło niej, zasnęła w pół minuty, a ja ku swojemu zdziwieniu też. Zawsze jestem zdziwiona, jak ten radar rodzicielski działa, nie mogę spać jak moje dziecko w drugim pokoju marudzi nawet z powodu zwykłego kataru, przytulam się do niej, ona do mnie i nagle wszystko jest dobrze, nawet jak nie jest, i zasypiamy.

No i jeszcze muszę napisać, Jamama nie słuchaj, że przez ostatnie parę dni wspomagałam się tabletkami na sen, niewiele, niby mikroskopijne ilości, często jedna druga z jednej czwartej, no bo musiałam przecież skończyć to pisanie, a do tego przecież u mnie w pracy też koniec roku i to i tamto i siamto i czterdzieści esejów i prezentacji do sprawdzenie, i osiem licencjatów, więc stres a nie mogłam sobie pozwolić na niespanie. Ale już wczoraj leżałam, leżałam i słuchałam pojękiwania i nie mogłam zasnąć. Wracam do metod naturalnych;)

Ale jest dobrze. Trzeba dać sobie czas na to, żeby być powoli teraz.

Update: już jest gorączka, czyli nie zwykły katar. No tak, wczorajsza noc nie wróżyła zwykłego kataru.

Grafomanka

Wysłałam wczoraj, trzy minuty po północy. 50 stron, nie wiem jak to napisałam. Pierwsza wersja, jeszcze do poprawki, ale nie zaglądam tam aż do rozmowy z promo.

Dziś cały dzień bez komputera, byłam w parku z różami nad rzeką. Padał deszcz. Ale świat jest piękny!

Muszę wam napisać o cioci Mirci, która ma 95 lat i jeszcze niedawno opiekowała się ciocią Manią, która miała 97 lat, ale właśnie umarła.

Ale to nie dzisiaj.

Rzeźko, nowy dzień

Dzień dobry, jak się spało? Co się śniło? U mnie sen to towar deficytowy, ale tym się na razie nie przejmuję. Jak zamykam oczy to zdania mi się w głowie po angielsku klują i całą noc potem knują, czasem słowo mi wyskakuje z głowy, którego znam tylko kawałek brzmienia, ale moja nieświadomość mówi mi, że jest ono akurat najbardziej akuratne, czasem pamiętam tylko po polsku, czasem pamiętam tylko po angielsku i nie za bardzo pamietam, co ono może po polsku mówić.

Dziś będzie dobry dzień.

Rano na hulajduszy do pani, na 9 rano przez pół Dublina, wzdłuż kanału i dalej na południe, przez biedne i bogate dzielnice, koło dziesięciu kościołów, Uniwerku i meczetu. Poranne rzeźkie powietrze. Słońce. Ludzie na rowerach i na ulicach.

A teraz pisanie pisanie pisanie, ostatnie dwa dni na skończenie całości do pierwszego draftu. Jeszcze wstęp nie gotowy, ani konkluzja, ale mam 36 godzin:D Kawka. Druga kawka. Przyszły pocztą jakieś roślinki, zajmę się nimi na weekend.

Potem promotorka pewno coś skrytykuje czy zasugeruje, potem trzeba będzie to uklepać w całość, a potem to będzie na tyle.

A polityka? Praca u podstaw.

Karp nie przebacza win

No dobra, wystarczy tego mądrzenia, bo po co to komu. Trzeba zachować zdrowie psychiczne, zwłaszcza w takich czasach:)

I tak mi przyszło do głowy – a co jak przyjedzie do mnie jako terapeutki jakiś brałnista, wyznawca memcena czy inna krew z krwi korwina?:D Noż to trzeba temu człeku pomóc przeca, więc od dzisiaj, trzymajcie kciuki, będę starała się ZROZUMIEĆ i nie oceniać. A bozebron się naśmiewać!

(A mój mąż miał kiedyś sen, że ‚ja jestem Korwin, co nie pija win i nie przebacza win’ mówił Korwin w formie karpia na wilgilijnym stole)

Zrozumienie jest proste (ale trudne, jak wszystko co proste), bo wszystko wynika z bólu psychicznego i próby jego uniknięcia. Czuję się nikim – przecież jestem kimś, czuję się gorszy od tutejszych, ale przecież lepszy od innych.

Poza tym Obcy zawsze działają na wyobraźnię, bo mogą być zagrożeniem i czasem bywają zagrożeniem. A w obliczu pogłębiających się nierówności, zmian klimatycznych i miliardów ludzi żyjących na granicy ubóstwa w innych krajach, zaczynamy się bać, czy dla nas wystarczy i czy będziemy bezpieczni. A przecież dopiero się dochrapaliśmy, dopiero co postawiliśmy swoją nóżkę w tym pierwszym świecie mlekiem i miodem płynącym, i nagle co – mamy się dzielić???

No to się znowu powymądrzałam, no ale to mój blog ostatecznie:)

A na dworze leje.

NARESZCIE, bo spaleni słońcem Irlandczycy wieszczyli koniec świata.

Tak sobie myślę

Wyniki Irlandzkie w sumie pokrywają się z moimi obserwacjami. A jednak liczyłam na cud.

Myślę sobie (a lubię sobie pomyśleć), że ludzie przyjeżdżali do Irl poprawić sobie swój byt ekonomiczny, oczywiście są inne powody (łączenie rodzin, zakochana para), ale główny to była praca i kasa. Wielu – czyli duża część (oczywiście nie wszyscy – mała część wskoczyła na jakiś IT specialist, niektórzy, najmłodsi zaczęli od studiowania – i ci zrobili największą karierę), no ale wracając do wielu, zaczynali od chu.. prac, mało płatnych, na magazynie, w jakiejś rzeźni, w sklepie – do dziś, już 20 lat po pierwszej wielkiej fali emigracji widać różnicę w klasie społ-zawodowej Polaków i Irlandczyków (kiedyś wyciagałam te dane z CSO, jak ktoś jest ciekawy, to może się pokusić, wszystko jest tutaj, można sobie zrobic analizę samemu, Irl wyróżnia siedem klas społecznych, od profesjonalistów, jak np lekarze, po robotników niewykwalifikowanych. Służę też stosowną literaturą). Stosunowo mało jest teraz nowej emigracji, między innymi z powodu ogromnego kryzysu mieszkaniowego (średnie ceny wynajmu dla nowych lokatorów można sobie sprawdzić tutaj). A zatem większość Polaków jest tutaj 20-13 lat (imigracja spowolniła w 2009 z powodu kryzysu), co pozwoliło im jako-tako ustabilizować swoją pozycję (nadal nie zarabiają średnio tyle, co Irlandczycy, ale już przecież więcej, z ‚unskiled worker’ awansowali na skilled, gdzie różnica w zarobkach jest KOLOSALNA, z baristy na pomocnika księgowego itd). Wraz ze wzrostem zarobków, zaczęli płacić więcej podatków – i z takich, co częściej dostawali od państwa, jakieś Family Income Support itd, zamienili się w tych, co zaczęli wpadać w 2 próg podatkowy, 40%, ups!

No i stąd ten memcen, memcena im teraz trzeba! No bo jakże to płacić tyle podatków, teraz to już na tych UCHOĆĆÓW, którzy przyjeżdżają i NIE PRACUJĄ

(kij z tym, że asylum seeker nie mógł pracować, dopiero po latach protestów wywalczyli sobie PRAWO DO PRACY, oficjalni refugee to są obywatele, którzy mają takie samo prawo do wszystkiego, jak rodowici Irlandczycy – z drobnymi różnicami),

nierobów na pewno, leni, islamistów, beżowych i ciapatych – i tutaj właśnie ładnie wchodzi brałn, bez popitki, jak to się mówi. No bo pozycjonujemy się przecież wyżej od tych innych, imigrantów z Brazylii, Pakistanu, Indii, przecież jesteśmy katolicy, jak Irlandczycy, biali i w ogóle europejscy i tak dalej, nie będę już się rozpędzała, jak ktoś chce się z rozkoszą zanurzyć polecam prawą stronę Fb.

To się tak wszystko składa do kupy i egzemplifikuje klasyczne teorie socjologiczne, że aż ciekawie. Gdyby nie było strasznie. Pisał o tym Robert Park w latach 1920 w Chicago, Ernest Burgess i cała szkoła chicagowska, do tego Rex i Moore, Oliver C. Cox, można też dorzucic teorie uprzedzeń, relacje między mniejszościami od stu lat są przebadanie wtę i we wtę.

A jednak ta natura Lucka mało zaskakuje.

Z dobrych wieści, to i tak mniejszość, tylko 22% % plus oszust mieszkaniowy 12% przy 37% samego Trzaska.

Hulajduszą na wybory

Dzisiaj serce mam polewej stronie, jak zawsze, ale czy dam radę? Weselni wuje na śmieciarkach zrobią wszystko, żebym nie dotarła na wybory. Na szczęście mam bicykl i hulajduszę, niestety, nie mam za dużo czasu i to jest główny problem. Zobaczymy czy dotrę.

I takie mam jeszcze marzenie, żeby wszyscy co mają serce po lewej stronie zagłosowali sercem, to może będziemy jeszcze mieli tę Polskę taką, jakąśmy sobie wymarzyli. Na pohybel banksterom i gangsterom, drobnym złodziejaszkom i wielkim oszustom, tym co przejmują mieszkanie od staruszków i hektary ziemi od kościoła, a wille od państwa, na pohybel faszystom, homofobom, mizoginom, bazyliszkom, cwanianiakom, blagierom, onucom, konserwom, hipokrytom, tyranom, świętoszkom i religijnym szaleńcom.

Howgh.