W sumie nie wiem po co to piszę

Nie będę powtarzać wszystkich rozkminek pt. dlaczego przegrał, 50% Polaków to grupa niejednorodna, więc trudno zarzucać 10 milionom ludzi głupotę, brak wykształcenia, złośliwość, wyprane religią mózgi itd itp. Tak jak nie cierpię elit pisowych, tak myślę, że wyborcy są różni – widocznie strona demokratyczna jednak ich potrzeby olała, wygrał strach i nieufność. Poczucie zagrożenia. I oczywiście łączy się to z nierównością, poczuciem zostania w tyle, poczuciem gorszości, a wszystko skorelowane z kultem miliarderów, celebrytów i w ogóle życia na pokaz. Już w 1938 Fenichel pisał o nieświadomej identyfikacji z bogaczami – nawet, jak jestem biedny, mogę być kiedyś bogaty, wiec polityka społeczna dla bogaczy jest dobra dla mnie (piję tu oczywiście do obniżanie podatków). Poza tym godność to nie tylko słowo, a wstawanie z kolan jest oparte o głębokie ludzkie potrzeby.

Widać, że migracja będzie decydującą polityczną narracją do końca mojego życia, warto więc zacząć się temu przypatrywać z uwagą. Migracja zawsze była, jest i będzie, a wymierającej Polsce będą potrzebni imigranci jak nigdy przedtem, ale demonizowanie i dzielenie migrantów nigdy nie skończyło się dobrze. Równocześnie rozumiem ścieranie się kultur i strach przed inną kulturą, ja też jestem przywiązana do moich wartości. Problemem jest, że tu nie ma prostych odpowiedzi, bo rzeczywistość jest skomplikowana, a my bujamy się od jednego uproszczenia do drugiego. Ale robienie z całych grup wrogów zawsze kończy się ludobójstwem.

Trzeba łączyć, a nie dzielić, straszyć dzikusami i islamem, bo Europa nie może stać się zamkniętą twierdzą ze strażnikami na wieżyczkach strzelającymi do hord. To się nigdy nie udaje (jak na przykład Izraelowi, choć bardzo się stara).

Więc moje wytłumaczenie tego co się dzieje, to oczywiście wzrastająca nierówność, jak na lewaczkę przystało. Ale równość to tylko narzędzie do wolności, żeby każdy miał jakiś taki większy margin of freedom.

Bandziorno

Nowy dzień. Mo dalej w domu, bo przecież ma ferie;D

Rano przejrzałam wszystkie referencje i wcisnęłam bibliografię we właściwe ramy. Jeszcze tylko abstrakt, ostatnie konsultacje z promotorką, ostatnie czytanie. 52 strony. Sterroryzowałam męża, ziewa ale czyta.

Przyszedł pan, skosił trawę, jednak mam piękny ogród. Róża z ukradzionej gałązki rozrasta się jak wariatka, proszę:

Cieszę się jak głupia, bo to róża która wyrosła z jednej gałązki, którą ukradłam sprzed frontowych drzwi na Emmet road, wsadziłam do ziemi, czary-mary i mam swoją!

Wczoraj było naprawianie szopy, mistrzowie prowizorki;D Szopa od 8 lat straszy zawaleniem, a my na ślinę i sznurek, przykrywamy lidlową plandeką, i voila! Tak mi się jakoś z Polską skojarzyła, bo kamieni kupa też jest. Można? Można!

Trawa skoszona, widać, że długo nie była koszona, bo żółta. Ale odrośnie.

Coś tam wsadziłam do ziemi, zobaczymy.

A poza tym pisałam o prawicowcach protestujacych koło szkoły mojej córki przeciw tym groźnym uchodźcom? Wiecie, ci biedni tubylcy najechani przez niebezpiecznych islamistów, walczący w obronie dzieci i tak dalej, wszyscy znamy to szambo które się obecnie wylewa z socjali w Polsce, w Niemczech i w Irlandii też (może trochę mniej). No i właśnie w piątek jeden z tych protestujących ‚concerned citizens’, sól i chleb tej ziemi, zaatakował nożem ojca jednego z uczniów naszej szkoły, wyzywając go od bloody foreigners. Pisałam wcześniej o tym, jak jeden rodzic czarnego chłopca z klasy Mo pisał na grupce klasowej, że jego żona odprowadza dzieci do szkoły i się boi, klasowe mamy się skrzyknęły i zaczęły się umawiać na wspólne chodzenie do szkoły. (Kurcze, muszę przyznać, że klasę mamy fajną, z niektórymi znamy się z jeszcze z lewackiej działalności, marszów równości, demonstracji pro-choice i przeciw wojnie w Gazie.)

A wczoraj Irlandczyk z dziada pradziada, Evan Fitzgerald, kupił sobie broń w darknecie i zaczął strzelać w centrum handlowym w Carlow.

Tydzień temu biały Brytyjczyk wjechał samochodem w świętujący tłum w Liverpoolu, 27 ludzi znalazło się w szpitalu.

Kto sieje wiatr zbiera burzę.

Światełko

No i co tu dużo pisać – cieszę się, że mieszkam w Irl.

No i ten cały solidaryzm społeczny Pisu wyparuje za dwa lata, jak się PIS zblatuje z Konfą i powstanie dla mnie najgorszy ze światów: neo-liberalizm gospodarczy z religijnym konserwatyzmem światopoglądowym. Anty UE i anty kobiecy zamordyzm. Plus fascynacja bronią, prywatna służba zdrowia, prywatne studia, religia w szkołach, matura z patriotycznego sHITu.

Podobno religijnośc i konserwatyzm pokrywa się z poczuciem zagrożenia, więc na razie nie widać możliwości odwrócenia prądu.

Ale trzeba robić swoje, chronić to światełko w czasach ciemności.

Mają dziś obywatele leniwą niedzielę

Wczoraj przemknęło, dzisiaj pędzi na ostatnich poprawkach zasugerowanych przez moją super-superwizorkę, czyli promotorkę. Dziś czytam te 50 stron, momentami już nie wiem, czy to ma sens.

Pan od koszenia nie przybył, co się umawiał, to zaczynało lać. Czekamy.

Słyszałam, że zagranica wybierze prezydenta Polakom, trza się więc wybrać, żeby był właściwy. Czyli oczywiście ten, co ja chcę;D Namówiłam do głosowania Mi, który od zawsze siedzi w kibolskich klimatach, zna ten kod kulturowy i pewne osoby.

Zadziwiająco dobrze śpię, oczywiście bez tabletek, w snach podróże, walizki, przyjaciele, wyprawy, coś mi się do tych walizek nie mieści, ale podróży nie przerywam.

Mi bierze dziś Mo na wycieczkę do parku i komisji do głosowania, cobym miała wolną głowę, bo inaczej ten potwór pakuje mi się do łóżka z całym swoim szydełkowym majdanem. (Czy wiecie, że dzieci są jedyną grupą wiekową o której można obecnie powiedzieć, że się jej nie lubi i jest to społecznei akceptowane? To może nie ma ageizmu, ale jest dziecizm – bo przecież nikt otwarcie nie powie ‚nie lubię starych ludzi’? Tak mnie to zaciekawiło, może warto pogrzebać głębiej).

Wieczorem przejadę się ja.

Piątek zawsze cieszy

Moje dziecko poszło do szkoły! Jeden dzień, sukces miesiąca!

Oczywiście w przyszłym tygodniu ma mid-term break, o czym się dowiedziałam wczoraj.

Ręce mi opadają, czy to dziecko może zdawać maturę z szydełkowania?? Ale cóż, mamy przynajmniej szczęście że ja pracuję teraz z domu – w przyszłym tygodniu rady egzaminacyjne ONLINE, kocham postęp technologiczny! Mi też dwa-trzy dni z domu.

Dzień ciepły, ale wilgotny. Clammy, jak tutaj mówią. (Pogoda w Irl, jak nie leje, dzieli się na crisp – słońce ale piździ, ulubiona pogoda tubylców, i clammy – nie ma słońca, ale nie piździ).

A wieczorem idziemy świętować 26 lat mojego syna, wreszcie, prawie po miesiącu od urodzin. Tym razem do tajskiej restauracji.

Poza tym czerwiec, więc wjechało mi uczulenie na pełnej.

A takie róże u sąsiada wczoraj pstryknelam:

Nananana

A jednak maj.

Jak przestaje padać, to nawet jest ładnie.

Mo lepiej, choć w nocy bolało ją ucho i znowu z nią spałam przez chwilę. Ale byłyśmy dziś w Asthma Clinic na dorocznym badaniu, wszystko dobrze, mimo, że Mo chora, pani doktor jest zadowolona.

Rano Promotorka pochwaliła moją pracę, jeszcze tylko ostatnie poprawki. Powiedziała, że ‚jest bardzo oryginalna’, hehe. Nawet, gdybym złożyła ją w takim stanie, jak teraz, to raczej zdam, więc luz. Nanananana. Oczywiście oceniał będzie kto inny, więc do końca niczego nie można być pewnym.

Wyliczyli mi zwrot podatku, nanananana, wystarczy mi na rok szkolenia klinicznego, co oczywiście również przyjęłam z ulgą. Już kombinowałam jaki kredyt wziąć, skąd pożyczyć i kogo oskubać. Wychodzi na to, że jestem wariatem, który każdą dodatkową kasę ładuję w edukację, no ale niektórzy kupują samochody, inni jeżdżą po świecie – każdy ma jakąś szajbę przecież.

Przyszło lustro do ogrodu, muszę zmolestować Mi, żeby powiesił.

Nie mam stołu na garden party.

Ani parasola! Może nie będzie padać, hahahaha. (Już to widzę).

Mi powiesił, jeszcze nie jest ok, za bardzo wygląda jak nówka sztuka nie śmigana, ale bluszcz obluszczy i będzie gites.