Tytuł 38

Sąsiedzi nam podrzucają kartki świąteczne do skrzynki na listy.

Zawiesiliśmy karmnik dla ptaków, nasypaliśmy ziarna i dziś przyleciał rano malutki ptaszek z żółtym brzuszkiem, siadał sobie i jadł, Morinka nie mogła aż wytrzymać z ekscytacji.

Nadal zakopani w kartonach po uszy, ale kupiłam żyrandol do czarnego pokoju. Miedziany, pasujący do nowej grzewczej instalacji;)

Tytuł 39

Dom jest na razie niewygodny, uwiera, ociera, jest jak nowy/stary but dopiero co założony na stopę – nie pasuje. Jeszcze się nie rozgościliśmy jak u siebie, jeszcze nie czujemy się jak w domu, ale powoli, powoli, powoli coś się zmienia. Zmiany te właściwie dały się poczuć dopiero w tym tygodniu, kiedy semestr się skończył i mogliśmy przez trzy dni pobyć sobie po prostu w domu, trochę posprzątać, trochę pomieszkać, trochę poukładać.

Ale to jeszcze nie to. Wiecie jak to jest, jak się wreszcie dostaje coś, o czym się całe życie marzyło, a tu okazuje się, że w pasie za duże, w cyckach za ciasne, a tak w ogóle to okropny kolor. Do wynajmowanych mieszkań ma się inne podejście – to przemożne poczucie tymczasowości ma też swoją jasną stronę – wszystko jest tylko na chwilę, na trochę, a więc te i rowery w kuchni i te okropne szafki kuchenne i wstrętna beżowa wykładzina. Co z tego, że to ‚trochę’ przeradza się w miesiące i lata i nawet dekady w końcu, w głowie zostaje ‚na chwilę’ i głowa uczy się pomijać niewygodne detale. A tu  NA ZAWSZE. Jak to w ogóle brzmi! Dobra strona ‚ZAWSZE’ jest oczywista, ale zła strona to te kafle w kuchni, z którymi będę musiała nauczyć się żyć, bo przecież koszt zrywania podłogi w kuchni bo mi się kolor nie podoba nawet mnie wydaje się za wysoki. 

A już najgorzej, jak coś się kupi nowego – bo jest tym bardziej NA ZAWSZE. I tak oto trzy dni temu nie mogłam się patrzeć na mój nowy stół, taki, jaki zawsze chciałam – duży, rozkładany, żebyśmy wszyscy się przy nim zmieścili i jeszcze goście, jak do nas przyjdą. I żebyśmy mogli toczyć przy nim tzw. życie rodzinne. A zatem duży, rozkładany stół, CZARNY, CZARNY, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, CZARNE OGROMNE MONSTRUM nie pasujące do niczego, czarna landara, zawalidroga, czomodan.

Do tego kupiłam błękitne krzesła – w odcieniu zupełnie innym niż kolor ściany. Tak, wiem, problemy pierwszego świata. Ale tak w kółko  – kran ogrodowy złamałam i woda przed dwa dni lała się strumieniem, przywieźli po miesiącu lodówkę, ale nie przestawili drzwiczek, za co dodatkowo zapłaciliśmy i teraz otwiera się na pokój, zamówiony nowy router wysłali na stary adres, bo nie mają w systemie nowego, mimo, że Internet na nowym działa i w dodatku muszę zadzwonić jeszcze TRZECI RAZ do nich, żeby zmienić adres, bank wysłał kod aktywacyjny pocztą na stary adres, zamiast smsem, super szafa PAX z Ikei ma czarne pieczątki na panelach drzwi od widocznej strony, pieczątki, które niczym nie dają się zmyć, straciliśmy pół dnia żeby pojechać do sklepu po sofę, gdzie okazało się, że w sumie mogliśmy ją zamówić przez internet, bo i tak musimy ją kupic w ciemno, bo nie ma jej wystawionej, takie tam upierdliwości przeprowadzkowe. Do tego Moriniak nam daje popalić ze snem – zasypia ostatnio koło 12 w nocy, odsypia w dzień, a jak jej skrócimy drzemkę robi karczemą awanturę. Nie wspominając już nawet nocnika – robi do niego siusiu rzadko i pod przymusem. A ma prawie 2 i pół roku! Adek wcześniej ogarnął te sprawy. Musimy malutka wziąć w karby, bo nam się rozbisurmanił.

Ale w niedzielę upiekłam ciasto i zastukaliśmy do wszystkich naszych sąsiadów i już znamy��

Tytuł 41

Wpis ten zaczęłam w niedzielę i od tego czasu sytuacja już się zmieniła. Chciałam wam napisać, że kurcze blade chyba uwierzę w jakieś odczynianie, jakby to miało pomóc. 

W niedzielę był chłopak z Litwy, naprawdę kumaty i w ogóle, i przyłączył nam gniazdka kuchenne do gniazdek w dużym pokoju (tak wiem, powinien to zrobić elektryk, no ale cóż;) Włączyliśmy tosterki i suszarki i czajnik i voila! działa! Nie wywala korków nic. 

Radość nasza była wielka. Wytłumaczył nam tylko, że teraz mamy 6 gniazdek zamiast 3 i nie powinniśmy przeciążać sieci – tzn. nie włączać wszystkiego w jednym czasie.

Poszedł sobie, a my dopiero wtedy odkryliśmy, że wywala korki, ale na górze. Czyli nie działa nam boiler ani komputer Adka.

No i tak.

Ale wysłałam smsa po tym odkryciu do chłopaka i przyszedł znowu dziś. Wpadł na pomysł, dlaczego tak się dzieje – narysował mi piękny schemat instalacji elektrycznej i wytłumaczył, że chyba ten odcięty kabel miesza coś w głównej tablicy, czyli trzeba go zupełnie wyłączyć z obiegu. Jak powiedział tak zrobił i znowu – działa!

Chyba coś się samo odczyniło, bo IKEA przysłała brakującą część i nową roletę, która się pogniotła w transporcie a sklep z lodówkami zadzwonił wczoraj, że bardzo przepraszają za opóźnienia i nasza lodówka będzie w niedzielę:) Hurrrra! 

Oprócz tego policzyłam sobie w głowie i wyszło na to, że jednak mieszkanie w domku, nawet z dodatkowym ogrzewaniem jest finansowo porównywalne do mieszkania w bloku, bo za mieszkanie musisz jeszcze przecież płacić czynsz! Nie jest on wprawdzie tak duży jak w Polsce, przeważnie wynosi od 1200 do 2000 euro za rok za dwa pokoje w bloku w Dublinie, ale za tą kwotę to spokojnie sobie ogrzejesz cały dom na rok:D

A tak w ogóle to jeszcze mamy tydzień pracy i WOLNE, co znacznie poprawia mi humor:D

Tak końcówka jest jednak bardzo bardzo bardzo trudna.

Tytuł 42

Trochę nas ta przeprowadzka na swoje przygięła do ziemi, związane jest to jeszcze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU, na starych śmieciach mieliśmy zaprzyjaźnioną sąsiadkę, do której podrzucaliśmy Mo jak się już zupełnie nie wyrabialiśmy, a tu nici, ale powoli się odginamy. Mi wystarczyło, jak się lepiej poczułam – zatoki odpuściły, temperatury nie mam i zimno mi już nie takie straszne. Na rowerze jeżdzę, ale mam wełnianą czapę i kask ze styropianową wkładką, więc w głowę mi zalewają poty;)

Kwestię 3 tys. staram się ogarniać rozumowo – to jakbyśmy płacili 250 euro więcej czynszu przez rok, co mogło być bardzo prawdopodobne. No zrobi się i będzie zrobione, weźmiemy na to pożyczkę i tyle. Zawsze coś niespodziewanego wyskakuje, prawda? 

Sprawa ogrzewania – chyba mieliśmy dotychczas po prostu szczęście mieszkać w ciepłych mieszkaniach. Na starym mieszkaniu płaciliśmy lekko powyżej 500 euro na rok, ale nie grzaliśmy non-stop, wystarczyło włączyć na dwa razy na dwie godziny w nocy i powiedzmy trzy w dzień. No a tutaj jest zimniej, załóźmy, że kaloryfery są włączone dużo częściej – ale nawet gdyby to było trzy razy tyle godzin (21 na dzień), to zapłacimy 1500 za ogrzewanie na rok. No i tyle. Nie ma co panikować, a w lecie, jak uzbieramy/pozyczymy, to sobie ocieplimy.

Gdyby to było wynajmowane mieszkanie, to za tydzień by mnie tu nie było;D ale że na swoim, to wszystko można sobie zrobić. Powoli. Jest to oczywiście trochę upierdliwe – a propos, dziś do upierdliwości doszedł brak lodówki, przez trzy tygodnie nam nie przywozili lodówki i okazało się, że nie mają już na składzie takiej, jaką kupiliśmy, czyli musimy pojechać do sklepu i albo odzyskać kasę, albo wybrać inną, a do tego gdzieś się nam zawieruszył rachunek ;D – a zatem jest to bardzo upierdliwe, ale zrobi się. I będzie pięknie:) 

Prawda?

Tytuł 43

Nie wiem dlaczego to tak dużo kosztuje:( Z tego, co sprawdzałam, takie są stawki elektryków – czekamy jeszcze na oficjalną wycenę i zobaczymy. 

Z wzięciem kogoś tańszego jest jeden problem – to jest stary dom, cała instalacja jest stara, tak naprawę powinniśmy wymienić całe okablowanie, tak nam napisali rzeczoznawcy. Ale to duży koszt – w okolicach 6000 tys, więc nie zrobiliśmy tego na początku, licząc na to, że skoro działa to jest ok. Jakbyśmy ją zrobili, to nie starczyłoby nam już na nic innego, wiecie jak to jest. No i teraz jak weźmiemy  tzw. kowbojów, którzy nam przyłączą gniazdka kuchenne np. do gniazdek dużego pokoju (chłopcy z Litwy to sugerowali), to może nam siąść cała instalacja. A wtedy koszty 6000 tys plus ponowne robienie sufitów (1000 euro), bo kable biegną nad sufitami.

I tak źle i tak niedobrze.

Na razie zaproponowałam chłopakom, że jak się zobowiążą do ponownego zrobienia sufitów za darmo, to my pokryjemy elektryka – po sufitach powinno być taniej, bo nie trzeba prowadzić kabla w jakiś dziwny sposób. Np. przez strych spuszczając go na zewnątrz w rurze, jak nam sugerował jeden elektryk.

Przez to wszystko mam zapalenie zatok, po raz pierwszy w życiu. Przeziębiony katar. Ja i Adek wymiękamy, wygląda na to, że Morinka ma się dobrze:) Biega wszędzie w swoim wełnianym sweterku, sfilcowanym, więc jeszcze cieplejszym, i nie ma nawet kataru. Na wszelki wypadek jej na razie nie kąpię;p

Tytuł 44

Sytuacja jest rozwojowa, rzekłabym. Nasi cudni chłopcy z Litwy prawdopodobnie przecięli nam kabel elektryczny doprowadzający prąd do kuchni, jak robili sufity, tak nam to zinterpretował pan elektryk. Dowiedzieliśmy się tego za 102 euro, przywrócenie prądu w kuchni będzie nas kosztowało dalsze … uwaga uwaga … 3000 euro. Albo 4000. Tak nam powiedział.

Kurtyna, oklaski.

Przyszedł również pan od licznika i powiedział, że święta przyszły wcześniej dla nas – mamy zepsuty licznik i nie nabija zużycia. Nie mógł tego naprawić na miejscu, kazałam mu wyjść i wrócić wiosną;D

Ale po jakimś czasie przyglądania się licznikowi odkryliśmy, że wprawdzie końcówka się nie przekręca (ostatnie trzy cyfry się nie zmieniają), ale za to pierwsze dwie się zmieniają. O-O 

Poza tym wczoraj zrobiłam na rowerze 14 km – do pracy, na inne zajęcia i z powrotem.

A dzis tylko 11, do pracy i z powrotem. Luzik. Będę zdrowa i zgrabna do końca życia:)

Tytuł 45

Trzy pierwsze dni w nowym domu w telegraficznym skrócie: piździ. 

Jest naprawdę kurcze zimno i już martwi mnie przyszły rachunek za gaz – grzejemy prawie non-stop, co tutaj na wyspach jest niebywałe (nie to co w Polsce, gdzie hoho grzeje sie!). Trafiliśmy na pierwsze większe oziębienie, temperatury oscylują blisko zera, a czasem spadają poniżej, co jak na Irlandię jest bardzo mało. Pojedyncze okna, nieocieplone, betonowe ściany i – co odkryłam po drugiej nocy w wyziębionym pokoju – dziury na strych w suficie naszej sypialni, przez które po prostu wieje, wyraźnie czuć zimny prąd powietrza. Jakoś przezimujemy, ale wymiana okien i ocieplenie budynku to po prostu konieczność, widzę to teraz jasno. 

Oprócz tego bałagan straszliwy, życie upływa nam na szukaniu czegoś w kółko, ja przeziębiona, a najbardziej w nowym domu podoba mi się czarny pokój (były pokój kupa). W nim chowam się i szukam ukojenia, bo oprócz tego, że jest cudny i mały, czytaj: łatwy do ogrzania, to jedynie w nim jest na czym usiąść (nie licząc łóżek). Wszędzie pudła i czarne worki na śmieci, w które pakowaliśmy jak się na skończyły pudła. Nic nie mogę znaleźć, wszystko zabiera trzy razy więcej czasu.

Kontakty w kuchni nie działają, więc pralka nie działa, lodówki jeszcze nie dowieźli, Ikea nam nie wysłała jednej części do Morinki łóżeczka i Morinka nadal śpi z nami. Przynajmniej jest ciepło, bo z wysypianiem się jest różnie;) Jedzenie trzymamy w szopie na ogrodzie, mleko na dworze, wodę gotujemy na podłodze w dużym pokoju, kuchenka gazowa się gibie i ja się jej boję. Wszystko jest pokryte pyłem z cyklinowania i jak coś upadnie na podłogę, to już koniec, bo jest całe w farfoclach, farfocli jest zdecydowanie więcej, jeśli są to czarne eleganckie spodnie do pracy. A licznik do gazu strasznie głośno cyka, tak głośno, że słychać go w naszej sypialni. 

Trzymajcie za nas kciuki, to prawdziwy koniec świata, a pierwszej nocy, jakże adekwatnie, śnił mi się antychryst, że zbiera polityczny kapitał. Także ten, nie wiem.

Tytuł 46

Dorywam sie do kompa, kiedy tylko znajduje chwilke czasu, bo inaczej bym juz w ogole nic nie pisala – tym razem udaje mi sie na zajeciach w klasie, studentka cicho pracuje nad swoimi sprawami, a ja pisze, bez ogonkow, bo z Appla – nie cierpie systemu.

Wreszcie dotrwalismy i dzis jest ten dzien, Mi z Mo juz na nowych smieciach, ja jeszcze w szkole, Adek na studiach, nie widzialam jeszcze domu po ostatnich poprawkach chlopakow z Litwy i bardzo juz jestem 

Tytuł 47

Już miało być dzisiaj, ale nie. Nie damy rady – nie wiem jak to się stało, ale kiedy zabieralismy wszystkie graty zostało jeszcze krzesło. I lampa. Rzeczy stają się niewidzialne, jak się zadomowią. jak osiądą wreszcie na swoich włościach. I tak krzeslo i lampa załatwily, że nie zmieścimy się do taxi, obdzwonilam wszystkie firmy przeprowadzkowe i albo życzą sobie dziwnych pieniędzy albo nie mają wolnych samochodów na dziś. A zatem jutro. 

A ja się do tego rozkładam dokumentnie, chyba załapałam jakieś świństwo od Mo.

Przeszłam na ciemna stronę mocy i oto mój czarny pokój (wcześniej znany jako ‚pokoj kupa’ tu jeszcze nie skończony):

 

Jestem zachwycona. Jeszcze tylko zapolujemy na starociach na jakiś ładny kominek (bywają po 50 euro). Do tego miedziane lampy i błękitny dywanik. Mamy już brazowo-miedziana sofę. Drewniane biurko. Błękitne krzesło. Albo odwrotnie, widzicie już całość?

Podłogi to mój luksus, ale wcale nie wyszły najdrożej. Najwięcej nas kosztowało usunięcie sufitow z azbestem farba, a potem zrobienie nowych, już bez. Przy tym chcieliśmy trochę wyciszyć te sufity, wsadzić trochę wełny mineralnej i zamontować resilient bars, skoro i tak już je robimy i to pochłonęło jedna czwarta całego budżetu. Potem się okazało, że siadł stary boiler – wiedzieliśmy, że jest do wymiany, ale mieliśmy jeszcze nadzieję na rok-dwa. A to już, i dwa i pół tys. euro. (Ale za to teraz mamy ciepła wodę NA ZADANIE – kto mieszkał w Irl, ten wie, że to nie jest oczywiste. Generalnie woda się tu nagrzewa , jak się grzeją kaloryfery, w lecie można nagrzewać….