Zielono

Święta mijają swoim tempem.

Wczoraj byliśmy tylko we trójkę. Ad z Re miał przyjść później, a moja córeczka NIE LUBI ŻADNEJ ŚWIĄTECZNEJ POLSKIEJ potrawy, zaplanowałam zatem świąteczny obiad i nie robiliśmy nic specjalnego na śniadanie czekając na nich. Finalnie okazało się, że samolot z Edynburga był zabukowany po kokardkę i dali im po 250 e za to, że przylecą w nocy, więc będą dopiero dziś. Ten brak świątecznego śniadania zrył mi głowę i cały dzień mi czegoś brakowało, jak to nie wolno traktować zbyt swobodnie rytuałów.

Święta bez większych przygotowań w dodatku, bo ja jestem jeszcze trochę wyjęta. Ale zastanawiając się, czy mi się przyda glonojad na szyby postanowiłam sprawdzić w praktyce ile zajmuje mycie samych szyb, sprawdzając okazało się, że machnęłam wszystkie okna w domu w ciągu mniej więcej godziny z małym hakiem. Czyli się nie przyda, nie mam wielkich połaci szkła ani szklarni, a najgorsze są ramy. Żeby tradycji stało się zadość omietliśmy z Mi wszystkie kąty, on poodkurzał, ja odgruzowałam kominek, po cichu pozdejmowałam trochę ozdób halloweenowych i bożonarodzeniowych, ale akcja skończyła się, jak zaczęłam rozmontowywać długi łańcuch papierowy, co nam umila przestrzeń w pokoju od listopada, wparowało moje dziecko i łańcuch musi zostać.

Żeby trochę tę moją córeczkę upolszczyć i wciągnąć w przygotowania postanowiłam, że zrobimy mazurek z kremem pistacjowym, który moja córeczka własnoręcznie udekoruje. Lukier niestety wyszedł trochę za bardzo ciągnący się i nie dało się nic precyzyjnie wyrysować, ale pocieszałąm ją, że to pierwsza próba:

Dziś przyszli Ad z Re, wiec się postaraliśmy i kiedy wypasowalam biały obrus poczułam, że są święta.

W ogrodzie wszystko już ruszyło:

Ciasto na szczęście nikomu nie smakowało oprócz mnie, więc mam na tydzień,  jak to zawsze trzeba robić pod swój smak.

Mi w sobotę poszedł biegać w tę zieloność, przyszedł i go wąchałam, pachniał trawą i potem, ach, jak mu zazdroszczę!

Ja od jutra o samej wodzie:)