Syn mój pojechał do Pl ze swoją Irlandzką dziewczyną i oglądali stare albumy rodzinne, jeszcze po moich dziadkach. I znaleźli zdjęcie, które musiałam widzieć wiele razy, a jednak nie zwróciłam na nie uwagi. Prawdopodobnie dlatego, że było przyklejone w albumie, a ja go nigdy nie odwróciłam na drugą stronę.
Jest to młoda kobieta/dziewczyna w dziwnym ubraniu i gdyby nie napis na drugie stronie powiedziałabym, że to moja mama w młodości, bo dziewczyna jest do niej uderzająco podobna:

(Po namyśle przypomina mi się, że widziałam to zdjęcie, ale zawsze myślałam, że to moja mama).
A jednak nie, bo zdjęcie jest podpisane następująco:

Jest to na pewno pismo mojego dziadka, nazwisko na zdjęciu to jego nazwisko, dziewczyna nie jest to moją mamą, bo ona w 1945 miała pięć lat.
Żadne z mojego rodzeństwa NIE WIE NIC o tym zdjęciu – jak to jest w ogóle możliwe? Moja mama nic nie pamięta, nie widzi, więc nie można jej pokazać zdjęcia. Ja też nie pamiętam, żeby kiedykolwiek się o tym w domu mówiło, nigdy nie słyszałam żadnej historii z tym związanej, a przecież sama nazwa miasta ma taki ciężar, że jestem pewna, że by sie wrylo w pamięć. Jedyna osoba, która coś może na ten temat wiedzieć, to siostra mojej babci, 95 letnia ciocia Mircia którą zatem MUSZĘ w lecie odwiedzić!
Dziadek miał dwie półki literatury obozowej, pamiętam, bo jako wczesna nastolatka czytałam te książki po kryjomu, wszystko co mi wpadło w ręce, wspomnienia Borowskiego, Dymy nad Birkenau, Nałkowska, Grzesiuk i tak dalej, nieźle mi to zryło beret.
Najbardziej szalona fantazja to taka, że rodzina mojego dziadka to Żydzi, którzy zaczeli to po wojnie ukrywać. Ale prawdę mówiąc raczej w to nie wierzę. Może to młodsza siostra dziadka, a trauma byla tak ogromna, że nigdy się o tym nie mówiło?
Ale byloby to badzo dziwne, bo historię brata babci, który został wzięty z łapanki, a potem jakimś cudem wypuszczony/wykupiony znam bardzo dobrze – był tak pobity, że już niedługo pożył.