Tak mi się przypomniała kapela Bielizna.
No zajętam bardzo jak widać, a może raczej się nie potrafię wyrobić i przestać rozpraszać i tak mi to wolno idzie i z przerwami. W każdym razie ostatnie dwa tygodnie zajęć przede mną, muszę pozamykać różne sprawy, testy, tematy i tak dalej i za każdym razem, jak otwieram komputer, żeby coś napisać to dopada mnie WYRZUT SUMIENIA i zaczynam czytać to, co powinnam, a nie pisać to, co chcę.
Ale ileż można!
Weekend spokojny i dziewczyński, bardzo fajny mimo kręcenia w końcu nosa, dokładnie tam, gdzie się pobiera próbkę na covida. Na podleczenie, zrobiłam nam dziwczynom rosół, korzystając z okazji, że nie ma wegana, bo Mi znowu pojechał na te swoje teatry i dobrze, niech się rozwija i ukulturalnia i usztukawia, a że w dodatku mają znowu zajęcia w przepięknym Galway, to ma pełen wypas tak zwany, zazdrościłabym mu, gdybym się nie cieszyła, że ma fajnie.
My za to z Mo fajnie mamy w domu, mimo, że ja na weekend w papierach, ale! Ale wpadła Freya wczoraj (kto pamięta?). Tylko na chwileczkę, czyli ze trzy godziny zleciało jak z bicza trzasł, bo przejazdem, kurcze, lubię tę wariatkę bardzo. Pokazała mi swoją stopę powypadkową i pogruchotaną swego czasu gorzej niż moja, będzie z 30 lat temu w jakiejs samochodowej czy motorowej kraksie, jak to ona, która to stopa jednakże wróciła do pełnej sprawności, czym mnie nieziemsko pocieszyła. Czyli jest szansa.
Oprócz tego dziewczyńska atmosfera w całym domu, uwielbiam!, wczoraj z Mo oglądałyśmy sobie Inside out 2, była też kąpiel w wannie, ale zrealizowana połowicznie, tzn ona się wykąpała, bo ja musiałam czekać na pana z tesco, przy okazji zjadłam pół słoika szprotek, które wespół z sardynkami stały się ostatnio super food szalenie modne i przypomniało mi się, że kocham. Ale przedobrzyłam i pół wieczoru było mi niedobrze.
Mo spała oczywiście ze mną i jest to też jedna z tych przyjemności nie do podrobienia, kiedy wbijają się w plecy małe kościste nóżki, kto nigdy nie spał z kościstymi nóżkami nie wie co traci.
Udało mi sie oddać stary odkurzacz i oczywiście zaraz włączyła mi się wiosenna chęć wypizgnięcia części rzeczy z domu, bo rzeczy mają tendencję do kumulacji. Książeczki dla dzieci, stare kable do komputera, przeczytane książki, do których już nie zajrzę i które trzeba puścić dalej, pokrywki do pudełek, których już nie ma i tak dalej, każdy zna.
W ogrodzie kwitną jakieś ogryzki tulipanów z zeszłego roku:

A w gardle coraz bardziej drapie:(