Zielona Bluzka

Dobrze mi się spało, ach, jak człowiek się zupełnie inaczej czuje!

Kradnę chwilę przed wyjazdem na Infant Obs (‚do mojej mamy’, tak mówimy na roku).

Dziś Pancake Tuesday, Mo już wczoraj mi wbiła do głowy, że muszą być naleśniki na śniadanie.

Wracałyśmy na rowerze z lekcji muzyki i naprawdę pachniało wiosną – tym zapachem nie do podrobienia, zbutwiałej ziemi i wyłażących z niej zieloniutkich malutkich listeczków. Zapachem, który przypomniał mi pewne moje urodziny, kiedy miałam 19 lat i jedwabną bluzkę, która była z poliestru, ale w mojej wyobraźni ma zawsze została jedwabna,  zieloną jak pierwsza wiosenna trawa i krótką spódnicę w kwiaty. Piliśmy tanie wino na ławce na Ostrowie Tumskim, zapach wiosny był odurzający, a świat szeroki i bezkresny, bez granic, i wydawało mi się, że ten ogromny świat tylko na mnie czeka, wszystko czeka – jakieś niezmiernie ekscytujące przeżycia i miłość i podróże i przygody .. Ubrałam się wtedy za lekko na tamtą porę roku i po godzinie byłam cała zmarznięta, ale kto by na to zwracał uwagę jak ma 19 lat i na dodatek jest bardzo zakochany w jednym kretynie, który mnie tydzień później rzucił, tuż po moich urodzinach. Wyciągnął w kawiarni, niedaleko Hali Targowej, swojego tarota, zamówił nam obojgu kawę i powiedział ‚teraz jesteś Kapłanką, ale musisz zostać Cesarzową, żebyśmy byli razem’.

Potem chyba zostałam Cesarzową, bo dwa, albo trzy lata później chciał do mnie wrócić, usiadł na stole bilardowym w cafe Ewa na ulicy Teatralnej, ale wtedy już wiedziałam kim jestem, a poza tym byliśmy na piwie z kolegami z roku, więc go tylko poprosiłam, żeby zszedł ze stołu, bo jednym z kolegów był już Mi.

Ale to zupełnie inna historia.

Lodówka prawdę ci powie

Coś mi się spanie spierniczyło, dziś zasnęłam prawie o 6 rano, a pobudka o 7.30. Wieczorem zaczęłam panikować, że nie mam jeszcze case study i w ogóle nie zdążę z niczym, tak się zakręciłam, że mózg całą noc wołał ‚wstawaj i walcz!’. Umówiłam się już z GP, chyba przez te 3 miesiące muszę się oprzeć na jakimś dodatkowym wspomaganiu farmakologicznym, bo mam przeciążony system.

Za to korzystając z tego, że ze spania i tak nici, pół nocy czytałam Beckett i Bion, o terapii Becketta prowadzonej przez jednego z najsławniejszych teoretyków psychoanalizy. Fajne, ale bardzo techniczne, więc raczej nie dla szerokiej publiczności, ale fascynaci i zapaleńcy będą mieli radochę. Beckett to wiadomo kto, ja się z ciekawością dowiedziałam, że zgłosił się na terapię, bo cierpiał na ataki paniki i bezsenność, a potem elementy swoich sesji i refleksje wykorzystał np. w Końcówce, Którzy upadają i oczywiście Czekając na Godota, sztuce, która jest wręcz dosłownym zapisem stanu pułapki psychicznej, wewnętrznego dialogu utknięcia w wiecznym ‚pewnego dnia’ (rozwiodę się, zrobię studia, wyjadę za granicę, postawię się szefowi, rzucę palenie, nauczę się francuskiego, każdy może dodać coś od siebie).

Dodatkowe smaczki książki to odnośniki Dublińskie i ogólnie irlandzkie. Beckett studiował na tym samym uniwerku, co teraz ja, po studiach nie chciał przejąć sklepu po rodzicach, więc uciekł w karierę akademicką. Wyjątkowo cieszą mnie takie małe szczegóły, które sprawiają, że opowieść staje się bliska. Ulice, okolice, tereny nie są dla mnie nic nie mówiącymi hasłami, ale przywołują konkretne obrazy, jak Dawson Street, gdzie mam optyka i księgarnię, albo Wicklow Hills, gdzie sie szwędaliśmy z Adkiem swego czasu (musimy Mo też zacząć zabierać do lasu).

Bion też ciekawa postać, był jeszcze praktykantem (choć już psychiatrą), kiedy zaczął prowadzić terapię Becketta (wyobrażacie sobie trafić na Becketta jako swojego pierwszego pacjenta szkoleniowego, kiedy jesteście jeszcze studentami??) Urodził się w Indiach i w wieku siedmiu lat rodzice zabrali go do Great Britain i posłali do szkoły z internatem, jak się okazało not so great. Zobaczył matkę ponownie po TRZECH LATACH. Obyczaje angielskiej klasy wyższej są naprawdę nie do pojęcia dla zwykłego człowieka… Potem skończył szkołę i zaraz zaczęła się IWŚ, a jego ojciec SPECJALNIE POJECHAŁ DO KOMISJI WOJSKOWEJ, żeby na pewno wzięli go do wojska. Nie dlatego, że nie kochał syna, ale dlatego, że chciał dla niego jak najlepiej – zgodnie z normami owczesnego czasu, częścią wychowania wyższych klas była służba wojskowa. Tylko kto się spodziewał, że będą siedzieć w okopach przez pół roku i oglądać, jak koledzy dostają w łeb i w brzuch, odłamki rozszarpują im płuca i wypalają oczy. Po takim doświadczeniu Bion jako dwudziestoparolatek wrócił do GB i zaczął szkolenie psychoanalityczne, gdzie mu się trafił Beckett;D

Jedna wiadomość od Becketta, druga od Adziarza z bardzo trafna moją karykatura

Jelonki

Niedziela szara, ale zaczyna się w dobrym nastroju. Wyspałam się, mójboze, jeszcze dwadzieścia lat temu nie pomyślałabym, że jest to jedna z przyjemności życia! (Wróć, wróć, oczywiście, że bym pomyślała, co też mi strzeliło do głowy, przecież byłam matką dwojga niemowląt).

Mo pojechała na urodziny do Tibradden zipline, Mi robi mi kawkę. Ja dalej piszę. Byliśmy z Mo już kiedyś w tym parku linowym, okazało się, że to uwielbia, więc będzie się dziś na pewno popisywać. Nie ma lęku wysości, ale ja miałam jak ją oglądałam na tych linach.

Cały dzień z papierami, koło 15 poczułam zew przyrody i konieczność przewietrzenia głowy i poszliśmy na spacer do naszego lokalnego parku.

Wczoraj dobrze mi szło, dziś trochę gorzej, jestem straszna twócza bałaganiara, mam mnóstwo notatek i wypisów, a teraz trzeba z tego sklecić jakieś wypociny.

Czy wiecie, że Lacan (znany francuski psychoanalityk) przyjmował nawet 10 pacjentów na godzinę przez osiem godzin dziennie? Każdy pacjent płacił od 100 do 500 franków (wizyta lekarska kosztowała 80 franków). Nic dziwnego, że psychoanaliza ma taką złą sławę we Francji, hehe.

Realpolitik w wydaniu Królowej Buły

a propos wojny na Ukrainie i sytuacji Polski to coś takiego: zawsze wierzyłam, że lepiej trzymać sztamę z jednym chu…liganem, który udaje dobrego kowboja i jest daleko, żeby trzymał w szachu drugiego chu…ligana, który kiedyś coś udawał, ale teraz niczego nie udaje, wszyscy wiedzą, że jest chu.. i do tego mieszka drzwi obok.

Ale prawdziwa sztuka przetrwania zaczyna się, kiedy ci dwaj chu… ligani się dogadują. A my mamy wpierdol.

Królowa Buła

Wczoraj reszta świata razem ze mną patrzyła (metaforycznie, bo ja czytałam) z niedowierzaniem na to, co się wyczyniało w Białym Domu, T i jego pomagier V pokazali teraz swoją klasę w całej pełni, już nikt chyba nie ma złudzeń i się nie okłamuje, że to taka ‚polityczna gra’, że jest tam jakiś wielki umysł i biznesowy zamysł i coś wiecej za tym stoi, niż kompletna buta i niezdolność widzenia niczego poza własnym tyłkiem.

Najciekawsze, że oznacza to, że prezydent Ameryki z pomocnikami rozmontowują właśnie to, co USA nadawało ogromną przewagę na świecie, czyli tzw. soft power, która sprawiała, że połowa świata była w nich wpatrzona jak w święty obrazek Dobrego Kowboja i mogli zrobić wszystko, co chcieli i jeszcze ktoś im za to dziękował. Ale teraz to gówno, co się zbierało w USA od lat 80tych wybiło właśnie na samiutkiej górze, Demokraci przespali szansę Make America Fair Again, a najbardziej paradne wydaje sie, że zdesperowani ludzie wybrali na swojego ludowego trybuna i obrońcę uciśnionych narcyza i MILIARDERA, który nawet nie doszedł do pieniędzy sam. LeDuff już dziesięć lat temu mówił, że Ameryka upada. A więc, Panie i Panowie, zapraszamy! Przed wami niespotykany pokaz pychy, arogancji i głupoty. Degrengolada, cyrk na kółkach, burdel, kipisz… Krótko mówiąc – prawdziwy shitshow! Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje, naprawdę nic dodać nic ująć.

Z rzeczy prywatnych ilustrujących jak bardzo jest cieńka linia na której balansuje obecnie mój zdrowy rozsądek, zadałam wczoraj tarotowi pytanie ‚co z moja pracą’ i w odpowiedzi pokazała się Królowa Buła(w). Czyli great success;D Na pytanie ‚jak mam to zrobić’ wylosowałam Pustelnika. Chyba nie to chciałam usłyszeć;)

Nie jest łatwo

Piątek. Walczę z materią ulotną. Przez chwilę nie będzie tu fajnych postów, bo nie prowadzę fajnego życia. Siedzę w domu i staram się pisać. Materia jest oporna, budzę się w nocy, bo śni mi się, że muszę zrezygnować z jednej idei, pewnej prekoncepcji, ale nie mam na razie nic w zamian. Jestem trochę sfrustrowana, w tym momencie nie mam z tego zabawy, ale się zacięłam i uparłam. Zawsze myślałam o sobie, że jestem zmienna, wiotka i delikatna, ale jak patrzę na swoje życie, to nie prawda, hehe, zapytajcie Mi, jak się zawezmę, to nie odpuszczę. Dziś był dzień kiepski (ale takie też bywają, prawda?)

Oprócz tego nie wierzę, że zbratanie się miliarderów przyniesie światu jakieś korzyści, jak patrzę na wariata w czapeczce maga z piłą elektryczną to nie mieści mi się w głowie, że to jest najpotężniejszy człowiek świata. Czytam o pieniądzach i na boga! powiedzcie mi, czy Marks nie miał racji?

The extent of the power of money is the extent of my power. …
Thus, what I am and am capable of is by no means determined by my
individuality. I am ugly, but I can buy for myself the most beautiful of
women. Therefore I am not ugly, for the effect of ugliness—its
deterrent power—is nullified by money. I, as an individual, am lame,
but money furnishes me with twenty-four feet. Therefore I am not
lame…. Money is the supreme good, therefore its possessor is good
.

Czyż pieniądz nie jest rzeczą najcenniejszą i równocześnie najbardziej destrukcyjną, bo zrównuje wszystko i wszystko poniża, sprowadzając do jednego mianownika? Jak wszystko można kupić, to nie jest to nic warte, poza tymi pieniądzmi i kiedy patrzę się na parę T i M, to przestaję mieć wątpliwości.

A jednak trzeba z czegoś żyć;)

Trawa rośnie

Nie piszę, bo pracuję, a przynajmniej się staram. W szkole mam reading week, czyli dla mnie writing week, który spędzam na pracy. Na razie jeszcze w stanie kompletnego bałaganu, nie wiem, czy coś się z tego wyłoni, mam tylko nadzieję, ale wiadomo czyja to matka. Czyli pasuje.

W Irl pierwsze słoneczne dni od paru tygodni, wszyscy mają lepszy humor, czuć wiosnę. Ja niestety w stanie lekkiego, ale permanentnego stresu, bo mag, a do tego trzy eseje, w tym jeden na 5 tys. słów, czyli ogromny, a do tego oczywiście praca i inne kwiatki z tym zwiazane, bo z czegoś trzeba żyć. Jak widzicie nic u mnie ciekawego nie ma, jak przeżyję następne cztery trzy miesiące to pogadamy.

Oglądamy Severance i to jest dobre. Zaczęliśmy Yellowstone, serial który podobno bardzo dobrze uchwycił stan umysłu ludzi, którzy reprezentują wartości przeciwne do naszych, ale Mi się na razie zbuntował i nie chce. Widzieliśmy Anora, mój syn był zachwycony jak poszedł do kina (może dlatego, że jest tam dużo seksu?;), nam się bardzo podobał, ale do zachwytu daleko. Ale warto.

Mo spędza całe dnie na malowaniu, rysowaniu, klejeniu, budowaniu, wycinaniu, zaczęły się rozmowy, kiedy zrobimy adaptację strychu i czy może mieć tam swoją pracownię. Strych to było moje marzenie na azyl od wszystkiego i wszystkich, ale może wystarczy, że Mo się tam przeniesie.

Tulipany rosną, niedługo zaczną kwitnąć, tak, jak magnolia.

Działam

Ostatnie dni trochę mnie sponiewierały, sen się wykoleił i to bez sensu, bo w środę nie mogłam zasnąć do 2.15 a czwartek w nocy obudziłam się o 4.22 i dalej ni hu hu, moje ciało powiedziało, że jest gotowe do akcji, dawać mi tu zadania! A w czwartek dzień wyładowany zajęciami jak Christmas cake rodzynkami, czyli same rodzynki, bo zaczynam od rozmową z panią o 9, potem 5 godzin zajęć w szkole, z małą przerwą na lancz, potem powrót do domu i 3 godziny online, o 21.30 jestem sama jak ta przeżuta rodzynka i język w gębie mi się gubi, bo cztery godziny snu przepalają mi synapsy i smażą neuroprzekaźniki, ale .. Ale na szczęście poszłam po rozum do głowy i na ostatnich zajęciach puściłam studentom film i tak mieliśmy go oglądać, więc mogłam o siebie zadbać tym razem. Mo chora, Mi wychodzi z przeziębienia, ja trochę niewyraźna, zadbanie o siebie jest ważne.

NIespanie jest oczywiście związane z poziomem stresu, bo trochę mi się nawarstwia wszystko po kolei, magisterka, rewalidacja, superwizja i inne szkolne sprawy, jak zwykle, jak to w instytucjach bywa nagle pojawia się coś, co kto inny miał zrobić, albo ktoś inny nie wie, że ja mam coś zrobić, nie został poinformowany, więc sprawa wymaga wymiany pięciu idiotycznych maili żeby udowodnić, że nie jestem koniem, w międzyczasie ega się nadymają, ludzie ludziom nadeptują na kompetencje. NIby nic wielkiego, ale to wszystko jest upierdliwe, męczące i czasochłonne i jest tym niedobrym efektem skali w każdej dużej organizacji. No, ale sprawa rozwiązana, studenci będą zadowoleni, a ja z czystym sumieniem notuję sobie w głowie, że nie muszę robić więcej, niż trzeba. Przez tyle lat nauczyłam się, ze o ważne sprawy trzeba walczyć, ale pewne trzeba odpuścić, bo wtedy na ważne nie starczy pary.

Polityka międzynarodowa doszła do takiego momentu, że nawet ja patrzę z niepokojem w przyszłość. Cieszę się, że mieszkam tutaj, choć Irl będzie musiała wybrać swoje alianse – usa czy EU. Jesteśmy bardzo zależni od inwestycji Amerykańskich, wojna celna może zacząć ogromny kryzys w Irl, bo jesteśmy najbardziej globalną gospodarką w Europie. Z pozytywów – Irl nie ma pod bokiem Rosji. Rządu usa nawet nie chce mi się komentować, bo co tu dużo mówić, potwierdza tylko moje przypuszczenie, że na wierzch wypływają osobniki najbardziej zdeterminowane, z najbardziej ograniczoną wizją, bo tacy właśnie prą jak taran nie mając żadnych wątpliwości nigdy. Myśli ambiwalentne i skomplikowane wymagają bardziej rozwiniętych kompetencjio kognitywnych (i afektywnych).

Obejrzeliśmy Severance z Mi i to jest dobry serial. Ciekawa interpretacja na różnych poziomach – politycznym, społecznym, wewnątrz-psychicznym – plus wątek humorystyczny z którym utożsami się każdy, kto pracował w korporacji. Jak The Music Dance Experience jako nagroda i przerwa monotonii biurowej

Jutro zajęcia, tym razem z terapii grupowej. Teksty ciekawe, ale dużo, background reading to prawie 200 stron, gonią nas strasznie.

Nawet tytułu nie umiem wymyślić

Dzisiaj przycięłam róże. Muszę to napisać, bo jak za rok sprawdzę kiedy to zrobiłam? Ogród poza tym marnie, tak marnie, że aż szkoda pisać. Szopa się konsekwentnie dezintegruje po ostatnim sztormie, tym razem zerwało zupełnie dach z folii i już nam pada do środka. Udajemy, że jak nie będziemy rozmawiać o problemie, to zniknie, no ale nie mam miejsca na razie na szopę, trzeba być ze sobą i z szopą szczerym.

Stan umysłu taki sobie, pochłaniam artykuły i rozdziały, ale w drugą stronę to tak ładnie nie działa. Piszę o pieniądzach i śni mi się gówno i czynność jego robienia, bardzo psychoanalitycznie nieprawdaż.

Nigdzie się nie umawiam, z nikim się nie spotykam, nic nie planuję, Mi musiał odmówić fajną wycieczkę z fajnymi ludźmi robiącymi teatr zaangażowany w Galway, buuu, bardzo mi szkoda. Studia to jednak duże poświęcenie, mam nadzieję, że jednak więcej korzyści niż utrat. Poza tym fizycznie tak sobie, nie jestem chora, ale mam ochotę sobie pomarudzić, bo noga boli i w ogóle. Zastanawiam się czy wrócić do bardziej ścisłej diety i zobaczyć, czy się poprawi, ale jak mam znowu gotować w kółko bataty i kapustę i żyć bez mojego bezglutenowego chleba to nie wiem. Połowa lutego nie nastraja.

Długa notka, bo odwlekam zabranie się do

Sobota rano. Zimno i nieprzyjemnie na dworze, wieje, leje, ponurzy, piździ jednym słowem.

Muszę przyciąć róże, w zeszłym roku zrobiłam to tydzień wcześniej (po to się ma bloga, żeby takie rzeczy sprawdzać). W tym roku nadal nie mam na to czasu ani ochoty, ale się w końcu zlituję. Nad sobą lub nad różami.

Plany na weekend to oczywiście praca mag (jeszcze tylko 4 miesiące!).

Wczoraj Mo miała nocowankę, a ja oczywiście cieszyłam się jak głupia, że mogę spokojnie pracować. Skończyłam poprawki na dwie rewalidacje, spisałam Baby Obs, uczęściłam (czas przeszły dokonany od uczęszczać) w zajęciach z pisania drugiego rozdziału, sprawdziłam parę rzeczy studentom. Odwiedziłam Bake Sale w szkole Mo. Słucham sobie podkastów w samochodzie, obecnie MindinMind o terapii dziecięcej, fantastyczny! Wywiad z Iscą Wittenberg naprawdę godny polecenia, jak ktoś się interesuje takimi rzeczami. Isca jest najstarszą żyjącą terapeutką dziecięcą, w czasie wywiadu miała 98 lat. Jak miała lat 13 wyjechała z rodzicami z NIemiec, kiedy Hitler doszedł do władzy. W UK pracowała w Tavistoku, uczyła się od największych – Bowlbiego, Winnicotta, Bick. Po Ester Bick przejęła później prowadzienie zajęć z obserwacji niemowlęcia. Niesamowite rozumienie dzieci, umiejętność zauważania drobiazgów, pogoda ducha, wdzięczność i zainteresowanie światem.

Na Walentynki dostałam paczkę z Benettona, spodnie fajne, jeden sweterek ładny, drugi mniej, wszystkie koszule za małe w cyckach! Mam problem z koszulami, bo L-ki wiszą w ramionach i ciągną się w rękawach, a M-ki za małe w cyckach, dlatego noszę przeważnie bluzki, bo są w miarę elastyczne w biuście. Powinnam mieć koszule szyte na miarę. Był jeden sklep w UK w którym kupowałam fajne koszule i sukienki, ale od Brexitu zrobiło się drogo, niestety, a potem zamknęli linię ubraniową (Pepperberry, jakby ktoś się pytał).

Odebrałam Mo ze szkoły z różą i Ferrerro Roche w kształcie serca. O jednym chłopaku od dawna wiedziałam, ale chłopak od róży to nowość i Mo była bardzo zawstydzona. Od razu też w szkole połamała różę, ‚przypadkowo’ oczywiście. Moja córka ma taką pewność siebie i swojej kobiecości, jakiej ja nigdy nie miałam. Wydaje jej się, że jest fajna, piękna i kochana, oraz warta kochania i inni ją oczywiście tak traktują, czyli zgodnie przyjmują jej narrację. Dziewczyny chcą się z nią przyjaźnić, a chłopaki się w niej zakochują, mimo, że obiektywnie nie jest jakąś wyjątkową pięknością. Zawsze mnie to zadziwia, jak to działa. Ze swojej ‚najtrudniejszej’ cechy fizycznej uczyniła atut – jest bardzo malutka, najmniejsza w klasie, o dobre 20 cm niższa od jej najlepszej koleżanki i twierdzi, że właśnie dlatego wszyscy ją lubią. Badania hormonalne nie wykazały żadnych nieprawidłowości, więc to geny, ciekawe po kim, jak my oboje jesteśmy wysocy. Pamiętam, że Adek też był mały i bardzo się o to martwiłam, bo u chłopaka wzrost jest ważniejszy niż u dziewczyny, a on zaczął rosnąć w wieku 16 lat i teraz jest wyższy ode mnie.

A my z Mi spędziliśmy wczorajszy wieczór razem w łóżku, obejrzeliśmy sobie połowę fajnego filmu Light Sleeper z Wiliamem Defoe i poszliśmy spać w miarę wcześnie, co jest zawsze wielką zaletą:) Było oczywiście romantycznie.