Och niestety, muszę już nadpisać ten przepiękny obrazek, cudne jezioro z trzcinami, łódkami, kajakami i wkurzającym grodzeniem i luksusowy dom.
Wrócimy tam.
Jechaliśmy do Wro w deszczu, który trwał dwa dni, a potem nagle się zrobiło 37 stopni🙄 Na poddaszu, gdzie śpimy, gorąco jak w piekle, na szczęście siostra założyła klimę w pokoju parę lat temu, bez tego nie wyobrażam sobie spania. W nocy Mo zasypia w pokoju, a my w holu na sofie ogladamy, nie ma tam klimy, więc gorąco. W pokoju klima szumi, wyłączam, robi się gorąco, budzę się, włączam, nie mogę zasnąć bo szumi. Przerzucam się z boku na bok, w końcu zasypiam z 1/5 tabletki, dobrze, że mam. Rano długo śpimy, chłodno, zanim się nagrzeje miną godziny.
Mamunia jak królewna daje się obsługiwać, bierze udział w życiu na poły, ale jeszcze pamięta, jeszcze składa w całość fragmenty życia. Na szczęście są opiekunki rano i wieczorem, karmią, podają leki, ugotują zupę, przypilnują ojca. Ojciec coraz bardziej skonfundowany, jeszcze nas rozpoznaję, jeszcze zdarza mu się przypomnieć sobie co mu mówiłam dwa dni temu, albo że był Adek, albo ze mieszkamy w Irlandii, ale już zaczyna się gubić z obsługą Libry na komórce, śpi cały dzień, a wieczorami ogląda na youtubie AI o Rokossowskim. Przy wyłączonych głośnikach, bo odłączyły mu się i zapomniał jak się podłącza do komputera. Nieporadność. Zagubienie. Starość.
Niby mam wakacje, ale cały dzień jestem zajęta. A to wizyta u optyka, żeby pomóc zamówić okulary szwagrowi, a to brat dzwoni, czy bym nie zajęła się dziećmi, bo przedszkole zamknięte, a to siostra prosi o zalatwienie wizyty mamie. Mama, tato, siostra, brat, Mo, Mi, zakupy. Apteka, warzywniak, rozmowy ze szwagierka. Rozmowy z synem. A to wszystko w upale, który smaży mózg. Mo cały dzień siedzi w zaciemnionym pokoju, z włączonym nawiewem, Mi męczy się kolejny dzień u dentysty.
Pomiędzy tym wszystkim ortopeda i tomograf komputerowy, no nie proszę państwa okazało się, że mam plamisty zanik kości. 🫢 I teraz wszystko jasne dlaczego mnie tak boli.
Prawdę mówiąc ucieszyłam się diagnozą jak wariatka, ‚ty jesteś wręcz tym podekscytowana’ mówi mąż, a ja nareszcie wiem, co się dzieje i co robić. Teraz fizjoterapia, fizjoterapia, fizjoterapia. I masaże. Głaskanie stopy. Mizianie. To jest choroba nerwów, którym się cały czas wydaje, że są na wojnie. Więc nie przesadzać, mówi lekarz, lepiej mniej niż więcej, ‚jakby mnie pan wyczuł ‚ odpowiadam, bo jestem cisnieniowcem. Nad morzem robiłam 15 tys kroków, pan doktor tylko się za głowę złapał.
Bardzo mi trudno nie przesadzać.
Ale nareszcie wyrwaliśmy się z kołowrotu i jedziemy. Znajomi, cudne dolnośląskie miasteczko, a potem moje ukochane góry. Przesadzę z chodzeniem, oczywiście, ale tylko trochę. Jak się bardzo chce, to nic nie szkodzi🙂