Jest tu jakby luksusowo, ale jednak…

Wigilie w domu chciałabym 😬.

No to po wszystkim, dla mnie luzik, bo się zdrzemnelam i to porządnie od 10 do 13, bo miałam pełną narkozę, ale biedny Mi od samego rana i to bez jedzenia🥹

Najważniejsze, że już po drugiej stronie, czekamy na lekarzy jeszcze, Mi właśnie poszedł coś zjeść, więc jak znam życie to zaraz przyjdą 😄 (znalazł tylko batonik z automatu 😥, lekarza nie ma🤷‍♀️

Muszę czekać, bo jest możliwe, że będzie jeszcze jedna operacja w styczniu i chciałabym wiedzieć. No i ogólnie jak poszło,  bo nie wiem nic jeszcze, podobno mam jakies druty przytrzymujace kości w odpowiedniej  pozycji. W każdym razie teraz gips 6 tygodni.

Opieka w szpitalu za to fantastyczna, każda osoba, która ma ze mną jakikolwiek kontakt, nawet przelotny, zatrzymuje się, przedstawia i tłumaczy, po co ze mną jest i co będzie się działo. Pyta, czy mi nie zimno, czy nie potrzebuję dodatkowego kocyka. Dostałam też oczywiście kultowego toscika z masełkiem i dżemem, jak już mogłam jeść. W pokoju 5 osobowym jestem sama😃 Miałam również trzech chirurgów na sali, jeden główny i dwóch asystentów. Oraz oczywiscie anestezjologa i sztan pielegniarek. (Podobno była możliwość, że coś takie  musiałabym nosić 😱:

Nie wkleja się, może to i lepiej, można sobie wyguglac Ilizarov foot frame, jak ktoś głodny wrażeń.

Ale teraz wszystko jest na spokojnie, a opieka jak w luksusowym hotelu, w sumie lepsza, bo wszystko pod nos, nawet mocne dragi na żądanie. Może to dlatego, że tuż przed świętami i nie ma za wielu pacjentów, tylko królowa😅.

No i od całkiem niedawna – zeszłego roku wlasciwie – w Irl nie płaci się za pobyt w szpitalu, wcześniej było to 80e/dzień do 800 euro, jeszcze za moją córeczkę płaciłam trzy lata temu. Nie płacą pacjenci z UE i UK, wszyscy inni, jeśli tu nie mieszkają, mogą dostać całkiem słony rachunek. (Czasem myślę o tych biednych Amerykanach, co do karetek po wypadku wołają, że nie chcą wsiadać. Pewno mam karykaturalny obraz usa😄

Tylko to czekanie teraz. Ja w sumie nie narzekam, leżę w łóżeczku, narkotyki kapią dożylnie, przespałam się, mam książeczkę i blogi, i oczywidcie euforie, ze juz po!  Ale Mi na plastikowym krzesełku i batoniku od 7 rano, a w domu Mo. Na szczęście Ad mógł z nią posiedzieć, ale musi wracać o 8 do Re, bo potem ani jutro nie ma żadnych autobusów do jej miasteczka.

No i Wigilia przecież, żeby choć wrócić do domu i zjeść ze dwa uszka 🥹

***

Byliśmy po 18. Dzieci nakryły do stołu, bez obrusu, bez sianka, bez lepionych uszek, bez choinki. Mieliśmy cudowną wigilie, w domu, z naszymi dziećmi. Synek potem został i dopiero teraz przestaliśmy gadać.