Play Therapy

W czwartek jeszcze online zajęcia z wieczorowymi, bo przecież chora jestem na nogę, nie na głowę i cały ten ambaras z wciskaniem potem gdzieś tych godzin do odrobienia jest niepotrzebny. Ale w nocy noga zaczęła centralnie na…ać, więc stwierdziłam, że jednak coś się dzieje, bo siniak pięknie schodzi, to czemu boli? i w piątek pojechaliśmy z Mi do szpitala. Klinika jest położona na morzem i gdy tak jechaliśmy sobie z Mi w pięknym zimowym słońcu, góry majaczyły na horyzoncie, a my słuchaliśmy sobie muzyczki Orchestre Tout Puissant Marcel Duchamp, przez chwilę czuliśmy się, jakby to była szalona wyprawa na szybką morską kąpiel, a nie do szpitala.

Okazało się, że stopa jest jednak pęknięta, dość nietypowo, łatwo przeoczyć na zdjęciach pęknięcie kości sześciennej, a zatem dostałam buta ortezę na sześć tygodni. (Układa się w pewną całość? 66…:D) Dobrze, że nie gips, ale radzą jej nawet do spania nie zdejmować, mogę sie tylko bez niej myć. Wczoraj zatem próbowałam spać w ortezie, o 3 w nocy się poddałam, bo jest to koszmar, piekła mnie podeszwa stopy i bolało wszystko, do tego z ortezą nie ma jak spać na boku i nie ma jak się przewracać we śnie. Leżałam i sobie cichutko mówiłam ‚wszystko jest w mojej głowie, wszystko, co w mojej głowie, mogę zmienić, nie muszę się skupiać na podeszwie stopy, nie muszę o tym myśleć, mogę wygodnie się umościć we wnętrzu ortezy’ i tak dalej, ale jak się domyślacie, nie jest to takie proste, hehe. Lekarka nie chciała mi dać żadnych mocniejszych dragów, choć próbowałam ją sprytnie podejść, kazała sobie kupić PARACETAMOL. I solpadine. ‚Tydzień po złamaniu mocniejsze przeciwbólowe nie są zalecane’, cudownie. O trzeciej zdjęłam to narzędzie tortur, zasnęłam w pięć minut, pomimo bólu. (Przez tydzień w ogóle nie miałam ortezy i nic się nie stało, może dalej się nic nie stanie.)

Na razie wygląda, że polecimy do Pl po świętach, czuję się bezpiecznie w moim nowym bucie, gdybyśmy zostali w Irl Mo byłaby niepocieszona. Wigilia będzie trochę pusta, będziemy sami, tylko we trójkę, nawet nie będzie mojego syna z dziewczyną, do tego nici ze świątecznych przygotowań, kupimy jakieś uszka i śledzie, ugotujemy barszczyk i to wszystko. Nie będzie gwaru i rozgardiaszu, nie mamy choinki, bo w planach mieliśmy wyjechać, nie zdążyłam zawiesić żadnych ozdób, a teraz to pozamiatane, a raczej właśnie niepozamiatane. Mi miał na głowie nasze dziecko, swoją pracę i mnie, wizyty na pogotowiu i wożenie do kliniki, przywożenie i odwożenie ze szkoły, muzyki, gimnastyki, wiec nie męczyłam go jeszcze ‚robieniem świątecznej atmosfery’.

Nastrój ratuje Mo, która pod choinkę od Re dostała kulę dyskotekową i teraz codziennie wieczorem raczy nas koncertami w takiej atmosferze:

Ja mam sobie tylko leżeć na kanapie i się relaksować, oddając się muzyce i grze świateł. To jest właśnie, według Mo, play therapy.

No a teraz przyszedł już weekend, oceny wystawione i wysłane, sesja spisana, dom niewysprzątany i tak zostanie:D

Na stoliku do kawy mam ogromną książkę, którą dostałam od syna pod choinkę (której nie mamy), mam też sto książek na czytaczu, na które już dawno się czaiłam. Więc może to jest najlepszy czas na nie, bo kiedy ja znowu znajdę wymówkę na sześć tygodni nic nie robienia? Może właśnie – wybaczcie mi cohelliozę – powinnam korzystać z tego, co jest (w przeciwieństwie do tego, czego nie ma, oczywiście).