Lepiej kapciem wodę słodzić

Leżę sobie cyckami do góry w dużym pokoju, zajmuję wersalkę i stolik do kawy. Tak mam bliżej do kuchni, nie, żebym w ogóle miała jakąś potrzebę do niej chodzić, nie byłam od wczoraj i bardzo sobie to chwalę. Ale jestem to w centrum dowodzenia, blisko Mi, któremu mogę rozkazywać prosić, a jakbym leżała w sypialni na górze, to pewno pies z kulawą nogą.

Dziś już lepiej, lepsza noc, nawet trochę przespana i lepszy poranek, owsianka na zimno podana do łóżka, a raczej wersalki, kawka, najlepsza na świecie i świeżo upieczony chleb, od samego zapachu którego tyje się pięc kilo. Ale warto nawet utyć, bo odchudzać się jak się ma świeżo upieczony chleb na zakwasie to jakiś idiotyzm. I nawet już pracować mogę, nie kiwam się z bólu jak kiwaczek. Stopa zrobiła się dziś sina i wygląda jak obcy przyczepiony do mojej nogi, siniaki mam nawet na spodzie stopy, jak to w ogóle możliwe skoro byłam w butach o bardzo twardych podeszwach. Teraz mi też szkoda butów, całe podrapane, a to moje ulubione czerwone z benettona, ze skóry wegańskiej, takiej, która nie przypomina plastiku. Zniszczone. Kurtka na szczęście nie podarta, a plamy mam nadzieję zejdą.

Problemem są schody, na które muszę wskakiwać na jednej nodze, kto chodził o kulach, to wie. A toaletę mam tylko jedną, na górze.

Dziś sprawdzam sobie spokojnie eseje, bo nagle mam dużo wolnego czasu. Nagle nie ma nic pilnego, gdzie muszę koniecznie być, oprócz pierwszego spotkania z klientem, oczywiście, na które choćbym się musiała doczołgać, to będę. To się nazywa poświęcenie zawodowe:D

Nie posadziłam tulipanów w tym roku, od miesiąca odkładałam i miałam sadzić na ostatni dzwonek teraz. Tulipany muszą być, będzie mi ich strasznie brakowało, jeśli się nie uda. (Nie no, co się ma nie udać, włożę do ziemi choćby w styczniu). Tym bardziej, że mam mocne postanowienie poprawy ogrodowej, bo mój kochany ogród powoli się osuwa w ruinę, marnieje i smutnieje, już nie tylko szopa straszy, ale też smutne, pozarastane doniczki, chwasty, nieprzycięte krzewy i kwiaty.

… niż na górę siku chodzić.