Ciężka noc, całe sześć godzin coś się mieliło w głowie, jednak wczoraj użarło mnie to COŚ dokumentnie, zasnęłam dopiero o 1, po 1/4 tabletki. Wstałam za to po 5 rano, czyli hello dzień, to znaczy nie wstałam oczywiście, tylko zrobiłam sobie szybką prasówkę na komórce, jeszcze w łózku. Na świecie bez zmian, a szkoda. Potem wstałam i zapisałam sny, które mi się właśnie mieliły w głowie, to ważne, żeby pamiętać, żeby być świadomym.
Dziś dzień napakowany zajęciami jak rodzynkami, superwizja, wykład, potem moja pani, potem znowu wykład, wszystko w różnych częściach miasta i będę się tak bujała tym razem na hulajnodze, tam i z powrotem, przez pół Dublina.
Do tego leje. I poniedziałek.
A siostrę dopadł cios wibrującej pięści, ja jeszcze niedawno też tak oberwałam, od tej samej osoby, więc wiem, co to znaczy. Pamiętacie Brusliego (Bruce Lee) i teorie spiskowe o jego śmierci? Jak dopadł go cios wibrującej pięści cztery dni po walce? Jako dziecko byłam wyznawcą wszystkich teorii spiskowych, wierzyłam w nie święcie, a teraz już wiem, że takie ciosy istnieją, tylko raczej niematerialne, ciosy, które cię dopadają parę dni po i nie możesz przestać o tym myśleć.
Wczoraj skończyliśmy Bestię we Mnie, dobre amerykańskie kino, czyli przyjemnie się oglądało, świetna gra aktorska, ale bez szczególnych zachwytów i odkryć. Jedna rzecz mi się podobała – jak podkreślono różnicę pomiędzy myślą a uczynkiem, to jest właśnie granica zła: każdy ma mordercze myśli, ale tylko niektórzy mordują.