Sanatorium pod Staruszką

Ze starymi ludźmi to jak z dziećmi, tylko odwrotnie. Wszystko ma swój czas, a każdy dzień ma swój powtarzalny rytm, ale czas płynie bardzo powoli.

Rano leki, te, które na czczo, potem śniadanie i leki. Te, które po jedzeniu. Przebieranie.

Picie.

Odpoczynek.

Potem ćwiczenia, 20 razy rękami z laseczką za głowę, 20 razy nogami do góry. Podciąganie się na trójkącie.

Odpoczynek.

Potem siadanie i spacerek, dwa razy z chodzikiem wokół stołu. Dłuższy bok prostokąta, powoli, drepczemy, drepczemy i drepczemy, skręt w lewo, bok krótszy, drepczemy, skręt w lewo, bok dłuższy, drepczemy, drepczemy, drepczemy, skręt w lewo, bok krótszy, drepczemy. I jeszcze raz, bok dłuższy, drepczemy …

Wracamy do pokoju.

Odpoczynek.

Picie.

Krótka drzemka.

Odżywka dla sportowców w płynie.

Drzemka.

Potem znowu chodzik, ale tym razem drepczemy do fotela na kółkach, siadamy, okulary przeciwsłoneczne i jedziemy na taras.

Odpoczywamy.

Może krótka drzemka, może zaduma.

Bujanie w obłokach

albo w przeszłości.

Wracamy.

Na chodzik i do łóżka.

Drzemka.

Obiad. Łyżka po łyżce (czemu to nie zmielone? Mamo, nie jesteś niemowlakiem, nie będę Ci mielić!)

Leki.

Picie.

Mineło pół dnia.

Czas płynie powoli. Ja czytam. Robię gimnastykę. Jem śniadanie. Czytam. W trakcie jednej z drzemek idę pobiegać. Odpoczywam.

Gra radio Pogoda (od kiedy kontrolę nad radyjkiem przejęły mamuni dzieci, Radjomaryja zostało wygnane na banicję).

Nawet z mamą dużo nie rozmawiam, mama już nie ma dużej potrzeby rozmawiania. Nie ogląda też telewizji, może dlatego, że jej nie ma;D (Pytałam, czy chce – nie chce.)

Mama teraz głównie JEST. I MYŚLI.

(Mamo, nudzisz się? – Nieeee, myślę sobie!)

Zajęta bujaniem w chmurach i czytaniem smsów ze swojego swojego ciała (oj muszę na toaletę! Oj, coś mi w brzuchu burczy!)

Skurczyła się w swoje ciało, zmiejszyła tak, że cała psychika mieści się teraz w środku. Nie bardzo jej interesuje, co poza obrębem jej skóry, a jak interesuje, to są to takie fantazje, do których ktoś z zewnątrz nie ma dostępu.

I z tej cielesności czasem powie coś, jakby błyskawica rozdarła ciemne pokrywy chmur, coś tak celnego i mądrego, że nie mogę uwierzyć. Na przykład dziś ni z tego ni z owego mówi, że ojciec zawsze krzyczał, bo był bardzo niepewny siebie, był takim biednym, małym, najmłodszym, obdartym dzieckiem, dopiero ten krzyk mu dodawał animuszu.

Jakie to celne!