Jeśli ktoś myśli, że ‚nie mam pańskiego płaszcza, i co mi Pan zrobisz?’ zdarza się tylko w Polsce, albo tylko w komuniźmie, to się myli. Beszczelność wynikająca z bezkarności jest raczej popularną ludzką cnotą.
Zapłaciłam szkole nauki jazdy z góry za 36 lekcji, z czego ostatnią miałam mieć parę dni przed egzaminem. Był to, jak się później okazało dzień wolny – nowo wprowadzone święto Św. Brygidy, patronki Irlandii. Ja tego nie wiedziałam i szkoła także nie zorientowała się, więc dopiero na dwa dni przed tym feralnym poniedziałkiem dostalam maila, że z powodów niezależnych lekcja jest odwołana. Zadzwoniłam, żeby umówić jeszcze te dwie godziny jakoś przed egzaminem, ale w gąszczu moich zobowiązań pracowych i planów szkoły nie znaleźliśmy żadnego pasującego terminu. Pani zapewniła, że zwrócą mi pieniądze, jak nie będę już potrzebować jazdy. Umówiłam jeszcze prywatnie dodatkową lekcję tuż przed egzaminem, z innym instruktorem. Egzamin zdałam, a szkoła zamiast oddać mi kasę, proponuje ‚vouchery na naukę jazdy’, haha.
Klasyczny brak płaszcza, ale nie odpuszczę, choć więcej mnie to będzie kosztowało czasu, niż to warte.