No dobra wysłałam. Trzecią wersję, poprawioną. W nagrodę pozwoliłam sobie na lunch przy Sukcesji. Oraz post na bloga. Edytorzy w kółko poprawiają moje długaśne zdania. A zatem postanowiłam się wprawiać w krótkości i zwięzłości. Do kitu, nie podoba mi się.
W każdym razie jest maj. Wyszłam do ogrodu.
Jak człowiek wyjdzie na zewnątrz, to przez chwilę myśli, że jednak był grzeczny i dostał się do raju – wszystko pachnie, kwitnie, bzyczy, świeci. Jest ciepło i jasno. Małe owady robią co trzeba, duże też, kwiatki wiadomo, listki wystawiają się do słońca. W maju ogród udaje, że jest zadbany. Podmalował oko i idzie na podryw.
A Mo idzie dziś na pierwszą w życiu nocowankę. Mam zamiar skorzystać i odwalić kawał roboty. Oraz się wyspać.
Ostatnio jak mi się trafia dzień wolny, to się cieszę, że będę mogła pracować w spokoju.
Czy to nie jest trochę przerażające?