Ale w ramach dbania o siebie, relaksu i odpoczynku oraz doceniania życia i piękna świata, szczególnie w maju, pojechałam wczoraj wieczorem na zakupy do Tesco.
Niebo było takie różowe, z pomarańczowo-białymi chmurkami.
Wyrzuciłam słoiki i butelki do punktu zbiorczego. Zielone do zielonego szkła, przeźroczyste do przeźroczystego. Transparentnie i odważnie, bez przyczajki, bo przecież żadnych butelek po winie ani po piwie, tylko musztarda, majonez, oliwa z oliwek.
Pachniało bzami. I świeżo skoszoną trawą, trochę już przywiędłą, bo już wieczór. I tym specyficznym kurzem miejskim po ciepłym dniu.
Wrzuciłam ubrania do kontenera. Spokojnie, na luzie, z uśmiechem. Ubrania czyste i nie poplamione. Po prostu za małe.
Zrobiłam zakupy. Owoce, warzywa, sałatki, mleko i wędliny. Baterie. Papier toaletowy. Chleb. Bób, humus, włoszczyzna.
Zapomiałam karty tesco, miła, młoda pani na kasie podpowiedziała, że z apką miałabym taniej. Zaczęła instalować i prawie by się udało, ale robiła się za mną coraz dłuższa kolejka i starsza pani tuż za mną zaczęła się niecierpliwić.
Zapłaciłam, przeprosiłam starszą panią za spowolnienie kolejki. Starsza pani przeprosiła mnie za swoją niecierpliwość i tłumaczyć, że bardzo bolą ją plecy.
Przepraszałyśmy się jeszcze z pięć minut, a potem z czterema wielkimi siatami poszłam do samochodu. Nie musiałam ich wieźć na rowerze, nawet nie wiecie, jaka to wygoda! Jeszcze pół roku temu przepasałabym się jedną wielką torbą, inne bym przytroczyła do roweru, jedną z przodu, drugą z tyłu i dwie po obu stronach kierownicy i jakoś dotarabaniłabym się do domu.
A teraz – włożyłam torby do bagażnika.
Włączyłam Edytę Geppert.
Niebo zmieniało kolory na ciemniejszy róż i pomarańcz, pomieszany z lazurem.
Edyta śpiewała ‚przeciwnie, bardzo ci dziękuję’.