Ach, siostra! Siostra jest super. Z nikim się tak nie pokłócisz, jak z siostrą. Nikt ci tak nie nawrzuca, jak siostra. Nikt ci też jak siostra nie pomoże.
Piekła ciasta, które nawet JA moglam jeść, została w domu z Mo, jak musieliśmy iść do pracy, jeździła z nami samochodem. Aaaale było fajnie!
Moja młodsza siostra, z którą przez długie lata dzieliłyśmy pokój i mój boże! jak ja ją STRASZNIE dręczyłam! Ona od zawsze kocha zwierzęta i marzyła, żeby mieć jakiegoś małego zwierzaczka, na co ja się oczywiście nie zgadzałam, znacie mnie, bo śmierdzi, bo brudzi, bo jestem uczulona. W końcu łaskawie pozwoliłam jej trzymać w naszym pokoju rybki i pewnej nocy mama oglądała do późna 997 i tak się nastraszyła, że zamknęła nas w pokoju na klucz i właśnie owej nocy moją siostrę zaatakowała grypa żołądkowa, a kiedy nie mogłyśmy otworzyć drzwi, kazałam jej wymiotować do akwarium. A ona wzięła moją ulubioną puszkę na ołówki … Byłam po prostu WŚCIEKŁA!
Już nie mówiąc, jak pewnego razu ścięłam jej grzywkę tuż przy skórze, bo ona ma takie piękne gęste włosy i wydawało mi się, że będzie pięknie wyglądać, ale wyglądała tak, że przez następny miesiąc, albo dwa, musicians chodzic do szkoły w czapce… ‚Byłaś zazdrosna o moje włosy!’, ‚Nie prawda, chciałam tylko, żebyś wyglądała jak te francuskie aktorki!’ ‚A dlaczego SOBIE nie ściełaś tak grzywki???’ Dlaczego, dlaczego, no wiadomo dlaczego, bo ja mam marne włosy i wielki nos i nigdy nie było nawet cienia szansy, żebym wyglądała jak francuska aktorka. ‚No właśnie, byłaś zazdrosna o moje włosy!’ Nieprawda, właśnie chciałam, żebyś pięknie wyglądała!
A oprocz tego nie wiem, co ten listopad ma w sobie, ale co roku, co ROKU orientuję się, że ZNOWU gonię własny ogon i ledwo co odgruzuję jedną półeczkę, już następna się zapełnia. W tym roku dostałam jednak nowy kontrakt, ten, w związku z którym tak panikowałam, i niby mam mniej godzin, niżbym chciała, ale się okazuje, że i tak za dużo, niż powinnam, bo ledwo wyrabiam na zakretach. Ach, zapomniałam jakie to bycie na etacie jest upierdliwe! Tu zebranie, tam spotkanie, czworo studentów piszących prace licencjackie, do tego artykuł do skończenia, nowy przedmiot, na którym się mało znam, od czasu do czasu chore dziecko w domu i zaczynam się zastanawiać, czy leci z nami pilot.
Ostatnie dwa tygodnie to głównie chora Mo, która, wiadomo, jak to dziecko z gorączką była marudna i zajmująca i nie dało się przy niej pracować. Do tego po pierwszych dwóch dniach postanowiliśmy znacznie ograniczyć jej dostęp do youtuba i idiotów, bo zauważyliśmy, że jest to naprawdę BARDZO UZALEŻNIAJĄCE gówno, dzieciaki potrafią tych kretynów oglądać godzinami, a tam nic rozwijającego nie ma, tylko taka guma do żucia, że JUŻ ZA CHWILECZKĘ, JUŻ A MOMENCIK COŚ NIESAMOWITEGO SIĘ STANIE, oglądajcie nas, like & subscribe, tylko nie przerywajcie, zapomnijcie o mamie, tacie, jedzeniu, piciu i siusiu. Oni nawet normalnie nie mówią, wszystko jest wykrzyczane podekscytowanym dyszkantem, po dwóch godzinach oglądania takiej sieczki dziecko wygląda jak zombi i wpada w histerię, jak się je odciąga od ekranu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem nie mam wyjścia i muszę jej dawać coś, co ją zajmie na dłuższą chwilę, na przykład kiedy właśnie mam spotkanie online albo akurat powinnam popracować. Ale zauważyłam też, że po paru dniach większej niż zwykle histerii i tłumaczeniu w kółko, DLACZEGO może oglądać tylko godzinę dziennie, było już troszkę łatwiej. Nadal jednak nie dało się pracować:(
A tytuł jak zwykle od czapy.