Mam w dupie świerzopa

Jednak wczoraj do lekarza, bo niby już trochę lepiej było, ale się zmyło, we wtorek nie skakała jej już tak SZYBKO gorączka, ale w środę jednsk dalej skakała i dalej słabo. U lekarza dostaliśmy wybór: albo szpital już teraz, albo penicylina i próbujemy walczyć w domu, ze wskazaniem, że szybko do szpitala, jakby zaczynało się gorzej. Bo grypa, grypa, grypa, a teraz jest już małe jednostronne zapalenie płuc i na razie lepiej nie będzie przez 1-2 dni. Miała wczoraj dobrą saturację, więc mogliśmy zdecydować.

Zostaliśmy w domu, z sercem w gardle. Noc z gatunku tych bez zmrużenia oka, bo pomimo, że przestała astmatycznie świszczeć, doszedł jej katar i co dwa oddechy się zatykała i łapała krótki bezdech, więc nie mogłam zasnąć nadsłuchując każdego oddechu. O piątej obudziłam Mi i położyłam się na trzy godziny.

Dziś jest po trzech dawkach antybiotyku i trzymajcie kciuki, żeby w końcu zaczał działać, bo na razie nie jest zbyt ciekawie.

Grypę prawdopodobnie złapała w polskiej szkole, postanowiłam więcej jej tam nie posyłać.

Ja wiem, że wirusy są wszędzie i równie dobrze mogła złapać w szkole irlandzkiej, ale mi się ta polska szkoła bardzo źle już kojarzy i będę sobie na nią projektowała co mi się podoba, moja córka jest bowiem w tę sobotę zwykle tak wymęczona, po całym tygodniu normalnych zajęć i szkoły muzycznej, bo zamiast odpocząć i zrelaksować się przez dwa dni wolne jedziemy na głupie akademie, gdzie jest jej niedobrze już w samochodzie, gdzie wykończona i głodna stoi na scenie, aż ją ‚nóżki bolą’. A potem kopa słodyczy, zamiast obiadu.

Pluję sobie w brodę, że ją tam zatargałam, że tak ją namawialiśmy, posypuję głowę popiołem i obiecuję solennie, że już nie będę, pieprzę polską szkołę, mam w dupie małe miasteczka, świerzopa i grykę, nie zgadzam się, żeby moje dziecko oddawało życie za garść świętoszkowatch, zjełczałych symboli.