Miesiąc: Listopad 2022
Grzywka
Ach, siostra! Siostra jest super. Z nikim się tak nie pokłócisz, jak z siostrą. Nikt ci tak nie nawrzuca, jak siostra. Nikt ci też jak siostra nie pomoże.
Piekła ciasta, które nawet JA moglam jeść, została w domu z Mo, jak musieliśmy iść do pracy, jeździła z nami samochodem. Aaaale było fajnie!
Moja młodsza siostra, z którą przez długie lata dzieliłyśmy pokój i mój boże! jak ja ją STRASZNIE dręczyłam! Ona od zawsze kocha zwierzęta i marzyła, żeby mieć jakiegoś małego zwierzaczka, na co ja się oczywiście nie zgadzałam, znacie mnie, bo śmierdzi, bo brudzi, bo jestem uczulona. W końcu łaskawie pozwoliłam jej trzymać w naszym pokoju rybki i pewnej nocy mama oglądała do późna 997 i tak się nastraszyła, że zamknęła nas w pokoju na klucz i właśnie owej nocy moją siostrę zaatakowała grypa żołądkowa, a kiedy nie mogłyśmy otworzyć drzwi, kazałam jej wymiotować do akwarium. A ona wzięła moją ulubioną puszkę na ołówki … Byłam po prostu WŚCIEKŁA!
Już nie mówiąc, jak pewnego razu ścięłam jej grzywkę tuż przy skórze, bo ona ma takie piękne gęste włosy i wydawało mi się, że będzie pięknie wyglądać, ale wyglądała tak, że przez następny miesiąc, albo dwa, musicians chodzic do szkoły w czapce… ‚Byłaś zazdrosna o moje włosy!’, ‚Nie prawda, chciałam tylko, żebyś wyglądała jak te francuskie aktorki!’ ‚A dlaczego SOBIE nie ściełaś tak grzywki???’ Dlaczego, dlaczego, no wiadomo dlaczego, bo ja mam marne włosy i wielki nos i nigdy nie było nawet cienia szansy, żebym wyglądała jak francuska aktorka. ‚No właśnie, byłaś zazdrosna o moje włosy!’ Nieprawda, właśnie chciałam, żebyś pięknie wyglądała!
A oprocz tego nie wiem, co ten listopad ma w sobie, ale co roku, co ROKU orientuję się, że ZNOWU gonię własny ogon i ledwo co odgruzuję jedną półeczkę, już następna się zapełnia. W tym roku dostałam jednak nowy kontrakt, ten, w związku z którym tak panikowałam, i niby mam mniej godzin, niżbym chciała, ale się okazuje, że i tak za dużo, niż powinnam, bo ledwo wyrabiam na zakretach. Ach, zapomniałam jakie to bycie na etacie jest upierdliwe! Tu zebranie, tam spotkanie, czworo studentów piszących prace licencjackie, do tego artykuł do skończenia, nowy przedmiot, na którym się mało znam, od czasu do czasu chore dziecko w domu i zaczynam się zastanawiać, czy leci z nami pilot.
Ostatnie dwa tygodnie to głównie chora Mo, która, wiadomo, jak to dziecko z gorączką była marudna i zajmująca i nie dało się przy niej pracować. Do tego po pierwszych dwóch dniach postanowiliśmy znacznie ograniczyć jej dostęp do youtuba i idiotów, bo zauważyliśmy, że jest to naprawdę BARDZO UZALEŻNIAJĄCE gówno, dzieciaki potrafią tych kretynów oglądać godzinami, a tam nic rozwijającego nie ma, tylko taka guma do żucia, że JUŻ ZA CHWILECZKĘ, JUŻ A MOMENCIK COŚ NIESAMOWITEGO SIĘ STANIE, oglądajcie nas, like & subscribe, tylko nie przerywajcie, zapomnijcie o mamie, tacie, jedzeniu, piciu i siusiu. Oni nawet normalnie nie mówią, wszystko jest wykrzyczane podekscytowanym dyszkantem, po dwóch godzinach oglądania takiej sieczki dziecko wygląda jak zombi i wpada w histerię, jak się je odciąga od ekranu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem nie mam wyjścia i muszę jej dawać coś, co ją zajmie na dłuższą chwilę, na przykład kiedy właśnie mam spotkanie online albo akurat powinnam popracować. Ale zauważyłam też, że po paru dniach większej niż zwykle histerii i tłumaczeniu w kółko, DLACZEGO może oglądać tylko godzinę dziennie, było już troszkę łatwiej. Nadal jednak nie dało się pracować:(
A tytuł jak zwykle od czapy.
Żyjemy
Cześć i chwała nowoczesnej medycynie!
Trzy dni później biega po domu, awanturuje się, kłóci się, pyta, kiedy już może pójść na dwór do dzieci.
– Idę tylko na minutkę do pana sąsiada.
– Idę z tobą.
– Nie możesz, dopiero byłaś chora!
– Nie zostanę SAMA w domu!’
– Nie sama, tylko z żółwiem i nie zostajesz wcale, bo ja idę się tylko coś zapytać pana sąsiada.
Ubiera kurtkę.
– No dobra, ale załóż tę grubą.
Antybiotyk to jednak jest wielkie odkrycie, przecież mnóstwo dzieci umierało kiedyś na takie zwykłe zapalenie płuc, a tu po DWÓCH dniach zrobiło się lepiej. Jeszcze jest osłabiona, jeszcze nie ma apetytu (jak to przy antybiotyku), schudła dobre trzy kilo, ale nie jest już to umierające dziecko, które lekarka radziła nam zawieźć do szpitala, bo dawno nie widziała tak chorego dziecka, to dziecko, którego oddechu nasłuchiwałam całą noc, bo bałam się, że się udusi.
Nie poszliśmy do szpitala, co oznacza, że zaoszczędziliśmy co najmniej 320 euro. Bo w Irlandii za pobyt w szpitalu się płaci, nawet z chorym dzieckiem, przyjemność taka kosztuje 80 euro dziennie.
Nie idzie oczywiście jeszcze do szkoły, jest bardzo osłabiona, na szczęście jest moja siostra i zgodziła się zostać parę dni dłużej, żeby posiedzieć w domu z Mo, bo my musimy do pracy. Siostra przyleciała na ferie świąteczne, mieliśmy sobie wszyscy pojeździć w góry i nad morze, na wycieczki po Irlandii że hohoho, gdzie to my nie mieliśmy jeździć!, a skończyło wykradzonymi chwilami, na zmianę, żeby trochę potrenować jazdy.
Bo w Irlandii nie ma w ogóle zwolnienia na dzieci, można się rozchorować samemu i iść na swoje zwolnienie, można wykorzystać urlop, można błagać o pracę z domu (dzieki Ci covidzie!), ale nie można zostać w domu z chorym dzieckiem. W kwietniu tego roku rząd szumnie ogłosił, że wprowadzi 5 dni zwolnienia rocznie, które można brać na dziecko i jak na razie na tym się skończyło. Czyli na tym, że ogłosił, nie, że można brać. To tak, jak ze zniesieniem opłat za wizytę lekarską dla dzieci poniżej 8 r.ż. – ogłosili dwa lata temu i nadal nie wprowadzili w życie i każda wizyta to 60 euro plus leki, tym razem wyszła nam stówka, Mo ma siedem lat, pewno rząd czeka aż skończy osiem, zawsze to jakaś oszczędność dla rządu. Irlandia ma bowiem nadal politykę społeczną przystosowaną do matek siedzących w domu z dziećmi, opieka przedszkolna i świetlicowa jest najdroższa w Europie, dzieci zaczynają szkołę o 9, kończą o 1 lub 2 i szkoły są zamykane, nie ma w szkole żadnej świetlicy, w której dziecko może spędzić czas.
Jutro koniec wolnego, kurcze jakoś nie czuję, żebym wypoczęła. Odpocznę sobie w pracy;D
Mam w dupie świerzopa
Jednak wczoraj do lekarza, bo niby już trochę lepiej było, ale się zmyło, we wtorek nie skakała jej już tak SZYBKO gorączka, ale w środę jednsk dalej skakała i dalej słabo. U lekarza dostaliśmy wybór: albo szpital już teraz, albo penicylina i próbujemy walczyć w domu, ze wskazaniem, że szybko do szpitala, jakby zaczynało się gorzej. Bo grypa, grypa, grypa, a teraz jest już małe jednostronne zapalenie płuc i na razie lepiej nie będzie przez 1-2 dni. Miała wczoraj dobrą saturację, więc mogliśmy zdecydować.
Zostaliśmy w domu, z sercem w gardle. Noc z gatunku tych bez zmrużenia oka, bo pomimo, że przestała astmatycznie świszczeć, doszedł jej katar i co dwa oddechy się zatykała i łapała krótki bezdech, więc nie mogłam zasnąć nadsłuchując każdego oddechu. O piątej obudziłam Mi i położyłam się na trzy godziny.
Dziś jest po trzech dawkach antybiotyku i trzymajcie kciuki, żeby w końcu zaczał działać, bo na razie nie jest zbyt ciekawie.
Grypę prawdopodobnie złapała w polskiej szkole, postanowiłam więcej jej tam nie posyłać.
Ja wiem, że wirusy są wszędzie i równie dobrze mogła złapać w szkole irlandzkiej, ale mi się ta polska szkoła bardzo źle już kojarzy i będę sobie na nią projektowała co mi się podoba, moja córka jest bowiem w tę sobotę zwykle tak wymęczona, po całym tygodniu normalnych zajęć i szkoły muzycznej, bo zamiast odpocząć i zrelaksować się przez dwa dni wolne jedziemy na głupie akademie, gdzie jest jej niedobrze już w samochodzie, gdzie wykończona i głodna stoi na scenie, aż ją ‚nóżki bolą’. A potem kopa słodyczy, zamiast obiadu.
Pluję sobie w brodę, że ją tam zatargałam, że tak ją namawialiśmy, posypuję głowę popiołem i obiecuję solennie, że już nie będę, pieprzę polską szkołę, mam w dupie małe miasteczka, świerzopa i grykę, nie zgadzam się, żeby moje dziecko oddawało życie za garść świętoszkowatch, zjełczałych symboli.