Gorący wieczór w Pradze

Žižkov, pokój na drugim piętrze w pensjonacie. Duszno. Z okien klatki schodowej widać stadion Viktorii Žižkov.

Leżymy we trójkę na łóżku, zmęczeni górami i podróżą. Jest trochę ciasno, bo łóżko dwuosobowe. Bolą nogi, jesteśmy też trochę niewyspani. Te wszystkie zachody słońca i rozmowy przy ognisku zawsze kończą się później, niż się planowało.

Właśnie wróciliśmy z wieczornego spaceru i przejażdżki tramwajem. Udało nam się coś zjeść w japońskiej restauracji, a z tym jest zawsze problem z weganem, niejadkiem i moją wariacka dietą. Żałuję, że nie ma czajnika w pokoju, bo mam ochotę jeszcze na gorąca herbatę. Bez herbaty nie umiem żyć.

-Z Tobą mogę wszystko i wszędzie – mówi Mi.