Jeszcze zdążyliśmy trochę się nacieszyć:

Pływaliśmy codziennie, czasem dwa razy dziennie.
Mo slaba i chudziutka, ale z każdym dniem lepiej i przez ostatni trzy dni chodziła z nami. Wprawdzie musieliśmy podjeżdżać do morza samochodem, albo meleksem, ale choć na chwilę była na plaży. Tylko w ostatnim dniu przeszliśmy się moja ulubiona ścieżką przez las do dzikiej plaży.
Przeżyła ‚najgorsze urodziny’, na których nie mogła nawet spróbować ciasta.
A dziś jedziemy dalej.