Maj. Słońce. Zapachy. Kolory.
Zieleń, jeszcze nie wymęczona.
Niebo, jak z Magritta.
Pierwsza wojna światowa, powołanie do wojska, potem druga.
Czy surrealizm był ucieczką od rzeczywistości? Czy raczej twórczym jej przetworzeniem?
Popatrzcie na przykład na Terapeutę:

Czyż nie jest pełen nadziei?
A to już rok 1967. Po wojnie, po tym, jak został komunistą.
Czy odwrotny wizerunek jest przygnębiający, czy też wprost przeciwnie?

Miał swoją ukochaną Georgette, którą tak pięknie malował. Na zdjęciach nie zwraca uwagi, nie jest brzydka, ale też nie jest pięknością (choć gdzieś tam to piękno jednak czai się w uśmiechu).

Na portretach namalowanych przez Magritta olśniewa urodą. Najbardziej lubię ten, jeden z jego wczesnych:

Najbardziej wystylizowany jest ten:

A ten najbardziej znany;)

Tutaj już prawda ludzkiego losu:

Ten też bardzo lubię:

Kiedy patrzę na jego obrazy, to jakieś okna mi się w głowie otwierają, do przestrzeni, które nawet nie wiedziałam, że istnieją.


I nie mogę się zdecydować, który jest mój ulubiony.


