Jest moja

Ach, nie będę was długo trzymać w niepewności, a zatem przyjechałam z córką do domu taka nakręcona, że tylko co Mo przykryłam kocykiem na sofie i znowu do ogłoszeń o samochodach, no i patrzcie państwo, jest, jest kolejna Honda na którą nas stać! Mamy ją! I to w Dublinie! Ten sam rocznik 2013, ale hybryda i o tysiąc e tańsza. (I srebrna, najbrzydszy kolor). Ale z bajerami, które sobie zażyczył mąż: czyli kamera cofania i multimedia. Była jakaś piąta po południu, kiedy wróciłyśmy do domu, więc szybko za telefon i dzwonię. Pan mówi, że pół godziny temu wrzucili ogłoszenie, umówiłam się zatem na oglądanie w czwartek po południu.

Następnego dnia, a był to wtorek, wstałam rano i myślę sobie – jaki czwartek? Przecież w czwartek już mojej Hondy nie będzie! Mo chora, ale akurat nocował u nas kolega, więc zostawiłam Mo i kolegę żeby sobie pograli w karty i pojechałam.

Był piękny, wiosenny, słoneczny dzień. Mały garaż położony był w starej części miasta, a srebrzysta Honda skrzyła się w słońcu zaparkowana przed garażem.

Młody, sympatyczny Diler zaprosił mnie na przejażdżkę, wiatr rozwiewał moje włosy, honda sobie jechała, nie chciałam tym razem prowadzić bo wokół same autobusy i rowerzyści, bałabym się, że kogoś zabiję. Potem poglądałam sobie samochód, wyglądał ładnie, więc powiedziałam panu, że się zastanowię i muszę zadzwonić do męża. Mi miał mieć zresztą przerwę za parę minut, więc poszłam sobie na kawę. Na kawie podjęłam decyzję, że ten samochód po prostu kupię. Jak wiadomo dzwonienie do męża to tylko wymówka. No, ale żeby nie było – zadzwoniłam, właściwie dzwoniłam chyba ze 20 razy. Nie odbierał.

Zdecydowanym ruchem założyłam słoneczne okulary, w toalecie kawiarnianej poprawiłam usta, po drodze wyciągnęłam z banku 500 euro i wróciłam do dilera.

Honda była moja.

Jest bardzo dziwnym samochodem – mała, ale duża. Porównywana z Toyotą Yaris, ale w środku dużo przestronniejsza. Bagażnik i siedzenia składają się na płasko, tak, że można w niej spać, proszę:

(ja w życiu nie będę w samochodzie spać, bo śmierdzi, no ale jak ktos chce ..)

W środku ma mnóstwo różnych śmiesznych rzeczy, na przykład działające głośniki w drzwiach (mówicie, że to standard?).

Jak na razie jeszcze jej nie prowadziłam, musiałam ją tylko trochę przeparkować – bardzo się denerwowałam, ale mi się udało. Na koniec zorientowałam się, że to pikanie, które mi towarzyszyło przez całą operację, to zaciągnięty hamulec ręczny ;D