Coming out

Miałam dziś zajęcia o gender i seksualności. I chyba dobrze mi poszło, bo wykład zakończył się coming outem – jedna studentka zdecydowała się powiedzieć w klasie, że jest lesbijką.

Traktuję to jako komplement dla mnie, jako wykładowcy.

Wiecie, że jedno na 300 dzieci w USA rodzi się z na tyle nie przystającymi do norm społecznych genitaliami, że zostaje skierowane do specjalistów? A jedno na 1000 wyglą na tyle odmiennie pod tym względem, że od razu wołany jest zespół neonatologów? Którzy po konsultacji z rodzicami często decydują o chirurgicznym ‚przycięciu’ noworodka tak, żeby nic już nie wystawało i nie kłuło w oczy. Czy mamy prawo ‚przycinać’ ludzi, bo nam nie pasują do żadnego z dwóch pudełek – ani tego z napisem ‚kobieta’, ani tego z napisem ‚mężczyzna’?

Na przykład tutaj macie jeden z filmików, które omawiamy. Czy powinniśmy zatem wychowywać dzieci jako ‚gender neutral’? Czy może jednak jest to łamanie praw dziecka? A może wręcz przeciwnie?

Kiedy urodziła się moja córeczka, myślałam sobie, że teraz im (temu społeczeństwu) pokażemy! Rzucimy wyzwanie sztywnym normom płciowym, będzie się bawiła samochodzikami i dinozaurami, będzie chodziła w spodniach khaki, lubiła matmę (oczywiście) i klocki Lego. A trafiła mi się taka dziewczęca dziewczynka, która NIGDY jeszcze nie zgodziła się założyć spodni do szkoły – na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy w życiu udało mi się ją namówić na coś innego, niż sukienka albo spódnica, na trening albo z powodu zimna. Normalnie zakładamy po prostu DWIE pary rajstop;D Uwielbia biżuterię, maluje sobie paznokcie, kradnie moje szminki i apaszki, nosi mnóstwo brązoletek i naszyjników, nie da sobie obciąć włosów. Ja nigdy taką ‚girly girl’ nie byłam i naprawdę zachodzę w głowę, skąd się to bierze.

(Ale jak jest zła, słucha Slayera).