W pracy

Blada wczorajsza kreska nie powstrzymała mojej szefowej przed decyzją, żebym już wróciła do klasy. Zgodnie zresztą z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia – po dodatnim teście trzeba się izolować przez siedem do dziesięciu dni i można wracać, jeśli się nie ma objawów. Nie trzeba robić żadnych dodatkowych testów. Czy ma to sens? Pewno trochę, jak wszystko. Myślę, że mogę zarażać, ale mam dużo mniejszą siłę rażenia niż na początku choroby;D Więc omijam kantynę, chodzę w masce, nie zagaduję do ludzi, nie staję blisko.

Mo od poniedziałku w szkole. Jak na razie jest dobrze, mimo, że siedzą tam jak w lodówce z cały czas otwartymi oknami. Plany sa takie, że będą zainstalowane oczyszczacze powietrza z HEPA filtrami, podobno nawet juz jest na to kasa, ale oczywiscie na razie czekamy. Pewno przyjdzie nam poczekać całą zimę. Dzieci nie łapią covida, ale są tak przemarznięte, że ciągle chorują na całą masę innych wirusów. Do tego skrócili im przerwę na lunch do 10 minut (bo muszą się wymieniać na przerwach z innymi klasami) i w konsekwencji dzieciaki są wiecznie zmarznięte i głodne. Szlag mnie jasny trafia, ale również w Irlandii ma się dobrze biurokratyczna niemoc i nasze walki o przedłużenie przerwy obiadowej na razie skończyły się na ‚takie są regulacje departamentu edukacji’. Siostra, która ma bzika na punkcie zdrowego odżywiania, namawia mnie na wywołanie rewolucji;D

Lubię być w pracy. Lubię ten mały stres przed wykładem i poczucie, jak mnie niesie fala w trakcie. A potem ulgę, że jeszcze raz przedstawienie się udało.

8 myśli na temat “W pracy

  1. w kwestii żywienia w przedszkolu.
    Jak moje dzieciaki były małe i chodziły do przedszkola dyrekcja wpadła na pomysł by podzielić obiad. Dzieci najpierw miały zjadać zupę, potem mieć odpoczynek/drzemkę a dopiero potem miało być serwowane drugie.
    Argumentowano to tym, że od śniadania do obiadu mija zaledwie 3 godziny i dzieci są słabo głodne. Jak zjadają zupę to drugiego już nie chcą. Za to po drzemce wstają naprawdę głodne i podwieczorek ich głodu nie zaspokaja. A drugie danie: kartofelki + mięsko nasyci je aż do powrotu do domu. Dzięki czemu i dzieci mają się lepiej i jedzenie się nie marnuje.
    Rodzice się ucieszyli, w tym ja. Nareszcie gdy wracałam z pracy nie musiałam szybciorem szykować jedzenia, by wygłodniałych barbarzyńców nakarmić.
    Idylla trwała krótko, krócej niż miesiąc. Jakaś kontrola położyła kres. nie, bo obiad ma być obiad. A podwieczorek to podwieczorek. Że to głupota, bo nawet pory kompletnie od czapy? Że się 80% jedzenia wyrzuca? Nie. Bo PRZEPIS.
    … tak tylko wspominam sobie. Inny czas, inny kraj…a biurokracja jak jak zawsze ma się dobrze.
    Ale nie rozumiem dlaczego dzieciaki siedzą przy otwartych oknach?! Przeciągi mają wywiac wirusy czy co?

    Polubienie

  2. Mój chłopcy mają zakaz wychodzenia ze szkoły. Bo nauczyciele boją się zimna i deszczu- jak mówią chłopcy- a na zewnątrz bez nauczyciela nie można wyjść. Okna w klasach czasem otwarte podczas przerwy… Więc u nas wirus atakuje poza budynkiem :-)))

    Polubienie

  3. Też lubiłam swoją pracę…i tę w laboratorium [ jak z ” Czterdziestolatka” !] i później w hotelu***. Gdy zlikwidowano praktyki objazdowe [ po zakładach przemysłu spożywczego ], koledzy z uczelni dzwonili z prośbą, by grupę studentów zapoznać jak działa niewielki hotel i gastronomia w nim. Ale żadne, najfajniejsze zajęcie, nie wytrzmuje konkurencji z czasem, który człowiek zagospodarowuje jak chce, robi co go naprawdę interesuje, spotyka się z tymi, których lubi…Ale na ten czas trzeba wcześniej zapracować…niestety.

    Polubione przez 1 osoba

    1. 🙂 do pewnego stopnia się z Tobą zgadzam, choć pewna bliska osoba – kobieta, która jest na tyle bogata, że pracować nie musi, ciągle śpi, nie ma żadnych zainteresowań oprócz oglądania seriali i ogólnie jest bardzo nieszczęśliwa.

      Polubienie

Dodaj komentarz