Mam i ja!

Złapany tuż przed świętami we wrocławkiej knajpie, wychodowany wyhodowany (chyba tylko umysłowa mgła covidowa może mnie tłumaczyć) przez mojego synka, który go przed końcem roku przekazał mojemu bratu, który go przekazał żonie, potem ona dzieciom, ja się dzielnie broniłam dawką przypominającą, dwa testy antygenowe negatywne później (a przy okazji, nie dziwie się, że w Polsce rzadko się ludzie testują – w aptece test 45 złotych, o czym się przekonałam jak wydałam 270 zł na testy dla całego gospodarstwa domowego). Prawie dziesięć dni walczyłam dzielnie, ale właśnie dziś przyszedł do mnie katar, zaczęło mi kapać z nosa dokładnie w momencie, kiedy usiadłam w moim ulubionym fotelu. W domu. W Irlandii.

Przetestowałam też Mo, która ciągle negatywna, pomimo codziennego spania ze mną w jednym łóżku i ciągłych zabaw z kuzynami, którzyp[adali w nierównym boju z wirusem jeden po drugim. Choć wydaje mi się, że widzę u niej cień cienia kreski, będziemy wiedzieć pojutrze, kiedy dostaniemy wynik PCR. Paradoksalnie byłoby lepiej, żeby była chora, bo wtedy siedzi w domu dni dziesięć, bycie zdrową będzie ją kosztowało prawie 3 tygodnie szkoły, bo liczy się od ostatniego ze mną kontaktu. I jeszcze pod warunkiem, że dnia 17 ma test negatywny.

A zatem teraz tego wypasionego wrocławskieg wirusa, który gdzie to panie nie bywał, przywiozłam Mi. I teraz nie wiadomo, czy może być z Mo i właśnie powinien, bo ja jestem na pewno chora, czy raczej to on miałby się od nas obu separować. I gdzie. A przyznam, że jestem zmęczona i przeraża mnie wizja bycia zamkniętej samej w pokoju z dzieckiem. Na szczęście na razie pandemia stulecia objawia się u mnie zwykłym przeziębieniem: katar i ból głowy, nawet nie mam gorączki, i niech tak zostanie.

Mo za to nie ma nawet kataru, a to jest człowiek, który łapie WSZYSTKIE wirusy, a zwykłe przeziębienie wysyła ją do szpitala z objawami niewydolności oddechowej. I jest szansa, że się zupełnie wywinie, bo otóż te właśnie sterydy, które bierze od miesiąca, okazują się skutecznie zapobiegać ciężkiemu przebiegowi choroby. Astmatycy cieszcie się.

Ja za to liczę, że mój booster mnie ochroni przed zupełnym wymiętoleniem i po siedmiu dniach wrócę do pracy, akurat na rozpoczęcie drugiego semestru. Tylko Mi nieszczęśliwy zaczyna żałować, że przyjechałyśmy.

A w Polsce było … by cudownie, gdyby nie to, że wszyscy byli akurat chorzy ;D Bo jak mój synek przyniósł wirusa, to synka wysłałam do dziadków, którzy dwa tygodnie temu właśnie wyzdrowieli, czyli teoretycznie odporni, u mojej przyjaciółki akurat chorowała córka, więc kiedy brat z rodziną polegli, to już nie mieliśmy się gdzie uciekać. Opatrzność czuwała, żebyśmy mogli przylecieć do Irlandii, bo dwa testy negatywne i brak objawów, więc bez poczucia winy wsiadłam do samolotu.

Dom nas przywitał ciepłem i porządkiem, umytą lodówką i świeżą dostawą jedzenia.

Dużo przyjemniej się wraca do domu, kiedy ktoś w nim mieszka, muszę już zawsze zostawiać męża żeby pilnował ogniska domowego.