No i tak sobie siedzimy

Mo dalej w szpitalu. Moze jutro wyjdziemy. Siedzimy w izolatce, bo wyizolowali jej z wymazu wirusa, więc żeby nie zaraziła innych dzieci na oddziale. A jest to wirus zwykłego przeziębienia, moi drodzy, Human Rhinovirus / Enterovirus, wbrew pozorom częsta przyczyna przyjęcia do szpitala dzieci z objawami niewydolności oddechowej.

Noż kurczę blade.

W szpitalu jest całkiem znośnie, izolatka to przecież zupełnie osobny pokój, wprawdzie mały jak pudełko zapałek, ale po co nam większy, jak ona i tak ciągle do inhalacji/tlenu/kroplówki podłączona. Jedzenie całkiem dobre, od kiedy zaczęłam jeść mięso, to jestem fanką cateringu, przedwczoraj to nawet prawie cały obiad zjadłam – pieczony kurczak, gotowana marchewka z pietruszką, ziemniaki puree. Pycha. Wczoraj beef strogonow z ryżem, pewno coś zakazanego w tym strogonowie było, ale byłam tak głodna, że wolałam to niż zemdleć z głodu. Bo najbardziej w tym szpitalowaniu to jedzenie mnie martwiło, taki jest człowiek prozaiczny – w krytycznych momentach to drobiazgi naprawdę robią różnicę.

Nocki w szpitalu, dnie w pracy. W szpitalu najbardziej niewygodny rozkładany fotel świata, ale przecież i tak od zawsze śpimy z Mo, więc śpimy razem na szpitalnym łóżku, wtulone w siebie. Nie byłoby najgorzej, gdyby nie maszyna, która robi ‚ping’ co jakiś czas, kroplówka i inhalacje co 2 godziny, które Mo oprotestowała i które ja muszę jej podawać.

Wbrew pozorom, praca robi dobrze na głowę, można się oderwać od rozmyślań. Koleżanki piszą ‚już się tam nudzisz?’, a ja nie pamiętam, kiedy się ostatnio nudziłam w życiu. Im jestem starsza, tym mniej możliwe wydaje mi się nudzenie, też tak macie?

No i tak sobie siedzimy. Jeszcze sobie tego w głowie nie ogarnęłam, że mogła się udusić. A może nie mogła? Może dobre decyzje podejmowałam, skoro nadal żyje?

W sumie wygodnie jest z tym szpitalem, przynajmniej konkret, no i mam wymówkę. Wszyscy mi współczują. Wcześniej jak umierałam ze strachu, ludziom trudno było współ-czuć. W takiej sytuacji człowiek czuje się uprawniony do współczucia, z czego skwapliwie korzystam. Poskarżyłam się nawet głupiej p i bardzo mi współczuła, pewno udawała, jak to ona, no ale i tak nie wypada teraz jej mnie atakować, więc mam okres ochronny:D

Na razie przepisali Mo sterydy, które będzie brać codziennie, właściwie dwa razy dziennie. Nienawidzę sterydów i już mi się to nie podoba, bo to przecież osłabia układ immunologiczny, no ale przecież cały w tym wic, żeby ten układ osłabić, żeby nie reagował jak durny na zwykłe przeziębienie. Problem, żeby znaleźć tá równowagę.

Czytam o astmie. Podobno spośród rzeczy, które jej zapobiegają jednym z najważniejszych jest karmienie piersią, a ja karmiłam 3.5 roku 😀 No i co by było, gdybym nie. Tak sobie rozmyślam. Ale przecież ona nie ma jeszcze diagnozy astmy. Tak sobie wypieram tę rzeczywistość.