z dodatkowym bonusem w postaci dziewczyny z samochodem są takie, że wzięli Mo nad morze w sobotę. Wprawdzie dopiero po 16, bo kto wstaje przed drugą w sobotę, prawdaż, ale darowanemu koniowi i tak dalej, choć oczywiście Mi zaglądał w te zęby i zaglądał i wychodziło mu, że jest już bardzo stary. No ale.
Mo bardzo ucieszona, bo uwielbia morze i jeszcze z Adkiem i Renią to po prostu czysta zabawa. Biegali po skałach i nawet się kąpali. Jedli pizzę. No i w ogóle, muza w samochodzie i szaleństwo.
Taki bonus w postaci wolnego wieczoru postanowiłam oczywiście spędzić na pracy, bo się nie wyrabiam, i bieganiu, bo rzadko mamy okazję razem. Ale Mi, który codziennie odwozi Mo do szkoły na rowerze i często też przywozi, więc aktywności fizycznej mu nie brakuje, mówi do mnie ‚Wiesz, mam taką ochotę w sumie na jakiś fajny spacer, nie wiem, czy chce mi się dziś biegać, no i w ogóle dawno razemi nigdzie nie byliśmy” i od słowa do słowa pojechaliśmy do miasta na rowerach, na fantastycznego wegańskiego kebaba i gyrosa. Gyros wegański i w dodatku bez glutenu. Poezja!
Knajpa nazywa się Sova Butcher i już zdobyła sławę w kręgach wariatów (wegańskich), nasza znajoma swego czasu wrzucała posty na fb, że się uzależniła od wegańskich kebabów, a potem odkryliśmy, że właścicielem jest Polak, pan Sowa, bardzo miły facet.
Kiedyś bywaliśmy tam częściej, bo mieszkaliśmy w okolicy. Nadal bardzo lubię tę część miasta, taka studencka, hipsterka i artystowska, pełna wschodnich knajp, galerii i kawiarni. Trochę snobistyczna też, oczywiście.
A miasto pijane. Majem, słońcem, po bardzo długiej zimie, odmrażaniem gospodarki i oczywiście alkoholem. Knajpy nadal zamknięte, ale mogą sprzedawać na wynos i ludzie z tymi piwami, drinkami i kieliszkami wina na ulicach, na skwerkach, na murkach, na kocach i po prostu na krawężniku. Studenci właśnie skończyli ostatnie egzaminy, poskładali prace i stęskinieni za drugim człowiekiem wylegli tłumnie na ulice, a to uczucie zakończenia bardzo trudnego roku, wyjścia z długiej, samotnej i mrocznej zimy udzieliło się także nam.

Pod wieczór te tłumy już były przepędzane przez Bardzo Grzeczną Policję, i mimo, że rozumiem dlaczego, to myślę, że powinni pozwolić tym młodym ludziom na siedzenie nad wodą, bo gdzie mają pójść?
My też usiedliśmy sobie nad Dublińskim kanałem i w zachodzącym słońcu delektowaliśmy się kebabem i tym niespodziewanym wyjściem we dwoje.

(zdjęcie z sieci, ale te łabędzie to przesada;D