właśnie przechodzi przez Irlandię sztorm, niespotykany o tej porze roku.
Bo przecież mamy podobno maj, halo płanetnicy!
Sztorm poszarpał mi resztki tulipanów, powyrywał płatki, potargał listki. Ani pójść do parku, ani na spacer, nawet do sklepu nie chce się jechać rowerem.
Rozmyślam nad planem na lato i nic mi na razie nie przychodzi do głowy, wszystko niepewne i w zawieszeniu. Miałam przyjechać na trzy miesiące, żeby opiekować się mamą, ale (na szczęście) mama lepiej się czuje i kwestia przestała być aż tak paląca.
Oraz jak sobie pomyślałam, że zostawiłabym Mo na trzy miesiące, to zrobiło mi się smutno. Mo nie mogłaby na razie jechać ze mną, bo ma szkołę. Może Mi mógłby ją potem przywieźć? Ale to wszystko zależy, czy musiałby się po powrocie kwarantannować, jeśli tak, to być może nie ma to sensu.
Miałam jeszcze robić prawko w Polsce, wtedy musiałabym być co najmniej trzy miesiące, ale prawda jest taka, że jest bardzo wątpliwe, czy rzeczywiście dam radę w trzy miesiące.
Poza tym chciałabym się załapać na szczepionkę, a tutaj mój rocznik zaczną szczepić dopiero w czerwcu. Jeśli J-J, to po jednej dawce nie musiałabym się kwarantannować i testować już więcej, więc wart może poczekać. Jeśli inną, to kiedy druga dawka? Przylatywać z Pl wtedy?
A może próbować się zaszczepić w Pl – formalnie mam prawo, bo jestem obywatelką Pl. Próbowałam sobie umówić szczepionkę na czerwiec, ale na razie rozdają tylko majowe terminy. I znowu – jak uda mi się dostać jedną dawkę, to muszę czekać w Pl na drugą? Jak długo?
Bez szczepionki jednak nie chciałabym mieć lekcji jazdy – w zamkniętym samochodzie przez godzinę co najmniej.
Zimno i w dodatku same wątpliwości.