Kupiłam sobie rower, najwygodniejszy, na jakim kiedykolwiek dane mi było jeździć. Na pierwszej próbnej przejażdżce moim nowym rumakiem pojazdem poczułam się jak … nawet nie wiem jak. Szybko. Za rower połowę płaci mi państwo, mamy tu taki program ‚rowerem do pracy’.
Na początku mojej przygody z rowerami w Irlandii kupiliśmy sobie z M takie dwa używane za 100 euro oba, łącznie z gwarancją, od pewnej przemiłej Rumuńskiej pary, która wracała do swojego kraju. Rowery były ciężkie jak sto pięćdziesiąt i wyglądem przypominały socjalistyczne składaki, albo ‚górale’ które można było kupić w Polsce w latach 90., zaraz po przemianach. Po dwóch latach już tak byłam nim zmęczona, że zapomniałam go pewnego razu przed sklepem na cały weekend i ktoś się zlitował i go ukradł.
Ucieszona kupiłam sobie zupełnie nowy rower za 250 euro i twardo jeździłam nim do pracy przez parę lat. Ale nawet jak był nowy nie miałam szans na jazdę w peletonie, bo był najwolniejszym rowerem świata. Jak się na nim jechało, miało sie wrażenie, że człowiek się cofa w czasie, można by powiedzieć, że młodnieje – im szybciej się pedałowało, tym wolniej jechało. Pewno dlatego próbowali go ukraść dwa lata temu. Był to rower tylko niewiele lepszy od rumuńskiego, ale twardy był właśnie jak ruski czołg, bo próbowałam go wykończyć i nie dałam rady przez siedem lat. Ale jak policzyłam, dojazdy do pracy kosztowały mnie 4 euro miesięcznie przez parę lat, więc był to naprawdę tani czołg.
I oto parę miesięcy temu całkowicie odmówił współpracy, wracałam właśnie ze szkoły z Mo na krzesełku z tyłu i przestraszyłam się, że się po prostu rozsypie na środku ulicy. Nawet pan sąsiad mechanik rowerowy nie dał już rady go wskrzesić, co mnie by nawet w duchu ucieszyło, gdybym sobie nie przypomniała, że właśnie jest środek lockdownu i wszystkie sklepy są zamknięte. A potem okazało się, że ROWERÓW BRAKUJE NA CAŁYM ŚWIECIE.
I nagle wszystko stało się dziesięć razy trudniejsze – codzienne odwożenie Mo do szkoły, pojechanie do sklepu czy do parku, bo przecież nie mamy samochodu, a transport w czasie pandemii jeździ na słowo honoru.
I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe?
A potem zachorowałam i dzieci przestały chodzić do szkoły i w ogóle różne historie się zdażyły i rower nagle spadł na samo dno listy rzeczy do załatwienia. A potem zamiast przejmować się, że nie ma rowerów w moim przedziale cenowym, czyli takim, na jakie moje oszczędne superego się zgodzi, szukać i kombinować, zdecydowałam się po prostu kupić taki, jaki jest i jaki mi się podoba. O.
I mam.
a może jakieś zdjęcie?
co to za rower?
No wiem: dwa koła + pedały…A coś więcej?
Może z baterią? Rowery z baterią są chyba fajne, choć jest w tym lekka hipokryzja…Coś jak picie piwa przez alkoholika.
Jeżdżę rowerem więc jestem eko…oraz fit…
Ale czym się różni energia w rowerowej baterii od energii w gniazdku jeśli obie produkowane z ropy lub węgla?
I elektryczny rower jest równie fit jak samochód… No, ciebie to nie dotyczy, bo u ciebie rower to jedyna dostępna opcja, póki co.
Sama rozważałam zakupu -el -bike’a 😉
Kryzys rowerowy..? Nie zauważyłam.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Link do roweru jest pod wyrazem ‚rower’ w pierwszym zdaniu:) Caly w tym ambaras, ze go jeszcze fizycznie nie mam, bo najpierw szkola musi zaakceptowac platnosc, potem zaplacic, potem przeslac kase na konto sklepu, a potem panstwo oddaje szkole, zajmie to jakies 2 tygodnie.
A propos samochodow i rowerow elektrycznych – prad moze byc ze zrodel odnawialnych, wiec to nie to samo! Np mozna sobie zainstalowac na dachu baterie sloneczna i czesc pradu bedzie z tej baterii, jak bedzie sie samochod ladowac w domu;) nie wiem, czy technologia na to teraz pozwala, ale nie minie pare lat i to bedzie normalka.
Problem jest z recyklingiem baterii potem, ale pracuja nad tym.
Zamierzamy kupic w przyszlosci samochod, wiec czytalam o tym duzo i chyba jest ogolna zgoda naukowcow, ze elektryk jest troche lepszy dla srodowiska (ale tez zalezy to z jakich zrodel pozyskiwana jest energia w kraju), a najwazniejsze jest to, ze nie smierdzi i nie zanieczyszcz powietrza w miastach i na ulicach. Ludzie nie béda tego wdychac, nawet jak elektrownia spala gas, to nie jest to tak szkodliwe, jak spaliny z samochodu. Najwiekszym problemem wydaje sie byc … scieranie opon, bo to prowadzi do mikro czasteczek gumy w atmosferze, a potem w morzach i oceanach, czasteczek, ktore sa tak male, ze mamy jest w sobie i nie wiadomo jak bardzo szkodliwe sa dla czlowieka. Elektryczne samochody sa troche ciezsze od zwyklych, wiece tych mikroczasteczek tez produkuja wiecej i to jest najwiekszy problem.
PolubieniePolubienie
Te elektryki są de facto mniej ekologiczne bo baterie są z metali rzadkich więc i tak dziecięce rączki małych Murzynków je kopią i chorują potem. Do tego są to samochody drogie, podawane przebiegi między ładowaniami w dokumentach są zwykle większe niż w rzeczywistości. No i gdzie to ładować?
Kupcie sobie dobrego benzyniaka, pojeździ i znacznie ułatwi Wam życie. Nie jesteś skażona kierunkiem ruchu jak u nas, więc dasz radę, bo ja bym w życiu po Dublinie samochodem nie pojechała:)
Ale program wspierania dojazdów rowerem mi się podoba, nie generują korków ale wymagają bezpiecznych torów jazdy. U nas w Warszawie jeszcze tego w pełni nie rozwiązali. Kompromisowym rozwiązaniem byłyby może środki komunikacji miejskiej plus małe podręczne rowerki/hulajnogi i co poniektórzy już tak robią.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Gratuluję, że dałaś radę z superego!
PolubieniePolubienie
Hahaha to ciągła walka z samą sobą;)
PolubieniePolubienie
Kasia, no wiem o tych metalach rzadkich – ale duzo tego trzeba? Z tego co czytalam staraja sie rozwijac technologie odzysku metali rzadkich, zobaczymy.
Ladowac bedziemy w domu – montaz stacji ladowania to 800 euro, plus sa jakies granty. Irlandia jest na tyle mala i usieciowiona, ze nie bedzie problemu. Najnowsze jezdza i 400 km bez ladowania, mozna przejechac Irlandie wszerz.
Ja nie cierpie zapachu spalin i w samochodzie zawsze mi smierdzi, Mo rzyga jak czuje swad spalin – nie jest to zwiazane z ruchem, bo w tramwaju nie jest jej niedobrze, ani w pociagu. Wiec jestesmy zdecydowani na elektryk, tylko musimy na niego uskladac, moze w miedzyczasie kupimy jakiegos malego staruszka, zeby sie lepiej nauczyc jezdzic.
PolubieniePolubienie
Malego staruszka benzynowego na poczatek, bo najbardziej ekologiczne jest jezdzenie starymi samochodami;D
PolubieniePolubienie
Sa jeszcze auta na gaz… nie mam samochodu, ale gdybym kupowala to takie biore pod uwage. Elektryki – fajna rzecz – ale poczekam na nizsze ceny i lepsze technologie, wlacznie z ladowaniem. Tez prawo jazdy musze skonczyc – zdac. Moze w tym roku?
Super, ze bedziesz miec nowy rower i dodatkowo lekki! Ja w tym roku odkurzam moj, bo przestal pare sezonow… lekko go doposaze (zmiana kierownicy przede mna, kupno bagaznika, blotnikow, jakiegos kosza na rower i swiatel). Epidemia nadal trwa, czyli przesiade na rower, skoro coraz cieplej sie robi 🙂 dzis juz bylo +10 stopni i slonce! Snieg sie stopil! Wiosna dostaje turbodoladowanie:D
Jak tam decyzja o przyjezdzie do pl?
PolubieniePolubienie
I bardzo dobrze! „Rower jest wielce ok”👍
PolubieniePolubienie
Bardzo wielce.
PolubieniePolubienie