Cieplej.

Co tydzień dochodzę do ściany i co tydzień decyduję się jednak nie walić w nią głową. Niby lockdown, a wszystkiego jest za dużo – za dużo pracy, za dużo wrażeń, za dużo rzeczy do zrobienia, za dużo ludzi na metr kwadratowy. Choć przeważnie cieszy mnie życie rodzinne, czasem chciałabym ciszy, spokoju i porządku, bo w środku mam zawieje i zamiecie śnieżne.

Wczoraj biegaliśmy. Bieganie mnie trzyma przy życiu. Tym razem nie było księżyca i wiało tak, że latały gałęzie, ale te pół godziny ratuje mi życie: pozwala spojrzeć na rzeczy z dystansem. Bieganie układa myśli, wypogadza krajobraz wewnętrzny, wypełnia duszę światłem.

Dziś mąż zaproponował jedzenie na wynos z wiadomej okazji, zamówimy coś z kuchni japońskiej i będę mogła spróbować, bo to przecież ryby i ryż. Mo uwielbia sushi.

4 myśli na temat “

Dodaj komentarz