Jak zostałam ekspertem

Niestety, okazuje się, że sytuacja jednak się rozwinęła zgodnie z przewidywaniami naukowców (i moimi, dodam nieskromnie), a nie myśleniem życzeniowym i fantazjami takich osób, jak pan, o którym pisałam w tym poście.

(Pan w ogóle jest nieciekawą osobą, szerzy te swoje wyssane z palca analizy kryptowalut, inwestycji w złoto, nieruchomości i koronawirusa, typowy naciągacz- gawędziarz, ekspert od wszystkiego, a najbardziej od teorii spiskowych, youtubowy obwoźny sprzedawca guzików, tfu, bitcoinów i złota, żyjący z odsłon i subskrypcji, który musi nas przekonać, żebyśmy kupowali jego towar, bo sam zainwestował, a im więcej ludzi przekona, tym badziej cena podskoczy, zgodnie z odwiecznymi prawami popytu i podaży.

Nie dajcie się jednak moje drogie nabrać, kto miał zarobić na bitcoinach już to zrobił i kupił je kiedy kosztowały 7 centów (tak, tak, całkiem niedawno, zaledwie 6 lat temu), a nie 10000 euro jak obecnie. Ich cena może i wzrośnie, ale normalny człowiek na tym straci – nie sprzeda na górce, tylko jak tylko zaczną spadać na łeb na szyję, bo strach przed utratą oszczędności nie jest dobrym doradcą. Dla normalnego człowieka 10 tysięcy euro to dużo, a dla magnatów z Rosji to nic, mogą spokojnie przeczekać i sprzedać, jak im taki pan właśnie napompuje cenę. Koniec wtrącenia.)

Wracając do tematu jak zostałam ekspertem, aż sama się przestraszyłam swojej prekognicji, bowiem rząd Irlandzki rozważa wprowadzenie lockdownu, dokładnie tak, jak pisałam w tym poście. Oprócz tego rząd naciska Narodową Nadzwyczajną Radę Zdrowia Publicznego żeby wprowadziła szybkie testy, o czym pisałam w tym poście. Lekceważenie rzeczywistości prawie zawsze prowadzi do katastrofy, jak pisałam w tym poście. A wirus jak nie był ‚zwykłą grypą’, tak dalej nią nie jest i nawet odwołanie pandemii w lipcu nie za bardzo pomogło – właśnie widzimy, jak Polska mknie rozpędzona na ścianę.

Nie życzę nikomu źle, ale dwóch koronasceptyków pod tlenem w szpitalu w moim rodzinnym mieście trąci jakimś ponurym poczuciem humoru zarazy.

Irlandia (jak na razie) dość dobrze sobie radzi, z podkreśleniem ‚dość’ – szpitale nie są przepełnione (jeszcze), ludzie nie czekają w karetkach przed szpitalem, nie ma problemów z dostępem do testów ani z długim czasem oczekiwania na wynik – my wiedzieliśmy po 24 godzinach. Wykonuje sie rowniez inne, nie powiazane z wirusem badania i zabiegi. Ale rząd i tak dostaje po łapach, za to, że nie wykorzystał czasu w lecie, żeby się lepiej przygotować – pod względem ilości łóżek, dostępności lekarzy, przygotowania szkół. Ale służba zdrowia działa, choć ledwo-ledwo. Z ciekawostek, przeczytałam ostatnio, że w Polsce spadło o 90% wykonywanie różnych testów przesiewowych, jak wymazu i mamografii, w Irlandii wiele badań też nie jest wykonywanych, ale dlatego, że ludzie nie przychodzą, a nie dlatego, że się je odwołuje.