się u nas rozpanoszył. Znowu. Mo od paru dni katar, a dziś po południu znajome świsty, gwizdy i furczenia. Gorączki za bardzo nie ma, ale leci przez ręce. Lepiej jej się oddycha na wpół siedząco, u nas na rękach. Siedzimy z nią na zmianę w fotelu, bujamy się i nadsłuchujemy, czy już się dusi, czy jeszcze nie.
Noc z głowy, ale jutro będzie już lepiej. Jeśli tak, nawet nie idę do lekarza. I nie będę robić testu tym razem. Choroba zaczęła się od kataru, czyli normalne przeziębienie.
Pochodziła do szkoły dokładnie dwa tygodnie i jeden dzień. I tak to u nas wygląda całą zimę – szlag mnie trafia na miejscu, jakbyśmy mieli za każdym razem jechać na testy. Rowerem.