Już dobrze.

Wszystko się we mnie uspokoiło, kiedy (nareszcie) podjęłam decyzję. A wyjazd kusił, przyjaciółka oferowała pomoc, bilety tanie… W końcu przeważyło to, że nawet, jakbym wyskoczyła do Pl tylko na tydzień, tylko odwiedzić najważniejszych ludzi i stare kąty, to i tak musiałabym w Irl siedzieć na dupie przez dwa tygodnie kwarantanny po powrocie. Ani nad morze, ani na krótki wyjazd, ani na spacer, ani do sklepu.

Pogodziłam się z rzeczywistością, podjęłam decyzję i cały zamęt wewnętrzny minął. Będzie dobrze. Jest dobrze. I zaraz pojawiły się pomysły, jak można tutaj umilić sobie życie i oto okazało się, że możemy odwiedzić ulubioną, dawno nie widzianą koleżankę Freyę (ktoś pamięta?). Ostani raz widzieliśmy K ponad rok temu, kiedy przywiozła nam cudny kominek z Waterford. K kocham od pierwszego wejrzenia, jest jedną z tych osób, z którymi zawsze jest o czym rozmawiać, a wyskoczenie na kawę może skończyć się tańcem nago przy świetle księżyca na brzegu jeziora z kwiatem paproci w zębach. K jest osobą niekonwencjonalną w najlepszym tego słowa znaczeniu. I jeszcze mieszka w przepięknym zakątku Irlandii. I jej gościna spadła nam z nieba, bo na jakikolwiek krótki wyjazd z noclegami gdzieś w Irlandii trudno się na razie wybrać, bo – podobnie jak w Polsce – ludzie tłumnie ruszyli na wypoczyn i wszystkie fajne kwatery są pozajmowane, albo wyjątkowo drogie (chcieliśmy pojechać na zachodnie wybrzeże na długi weekend i okazało się, że kosztowałoby nas to dużo ponad 1000 euro).

Oprócz tego zostając w domu pchniemy do przodu parę spraw remontowych, co też nie jest bez znaczenia.

Ale bez samochodu jak bez (trzeciej) ręki, odczuwam to teraz szczególnie. Te samoloty, pociągi, autobusy, podróż 3 h w maskach, klimatyzacja, dotykanie tych wszystkich klamek i powierzchni. Wszystko staje się bardzo, bardzo skomplikowane. Zapisałam się zatem na test z teorii, najbliży wolny termin to 14 listopada w Sligo! Jadę z koleżanką, po teście planujemy relax w wodorostach. W Dublinie pierwszy termin (testu, nie wodorostów) dopiero w połowie stycznia!

W Irlandii po zdaniu teorii dostaje się ‚learners permit’, wtedy trzeba jeszcze zaliczyć 12 godzin jazdy z instruktorem i jeździć z osobą towarzyszącą, aby zdać jazdę. Ja takiej możliwości nie mam, dlatego planuję wykupić 100 jazd. Przecież w końcu się muszę nauczyć:)