Lato! Słońce! Morze!

Nareszcie!

Byłam ostatnio dość marudna, niezbyt wakacyjna, trochę smetna. Dotarło do mnie, że nie polecę w tym roku do mojej rodziny, nie zobaczę mamy taty siostry brata, drugiej siostry, drugiego brata, ich dzieci i partnerów. Ani moich przyjaciół. Ani przyjaciół moich przyjaciół. I jeszcze pogrzeb jeden i drugi. No i w ogóle. Deszcz, temperatury koło 15 stopni celsjusza. Wiatr. Nie ma cudnego balsamicznego zapachu sosen z polskiego morza. Nie ma upałów, długiego siedzenia przy napojach wyskokowych albo i nie. I tak mi trochę nie tak było – niby wakacje, ale. Niby przerwa, a czuję się jak telewizor na stand baju. Jak Alexa, która niby nie słucha, a wszystko nagrywa.

Ale oto dzisiaj!

Słońce! Pogoda! Morze! Kamienie! Powietrze!