Oczami po sali drewnianej – I serce ci wali. (Czy pamiętasz?) orkiestra powoli opada przycicha powiada że zaraz (Czy pamiętasz?).
Śpiewa mi się. Od rana do wieczora, z przerwą na spanie.
A najlepiej mi się śpiewa jak jadę na rowerze. Pół godziny w jedną, pół godziny w drugą. Inna piosenka pod górkę, inna z górki. Słuchu nie mam za grosz, ale nadrabiam entuzjazmem i wdziękiem scenicznym.
Tu moja popisowa piosenka (w prawie tak dobrym wykonaniu, jak moje;D)
Nerwica minęła, a piosenka została. Tak samo jak z tą wódką – już nam się nie zdarza. Bo co to za walcowanie po wódce;)
Wychodzi na to, że pojechałam bez biletu powrotnego do raju. I zostałam.
Ech, ta Sztuka.
Ostatnio gościł w moim domu Prawdziwy Artysta. Artysta przyszedł nie bardzo trzeźwy i przez pierwsze trzy godziny nie bardzo kontaktował i nie wiedziałam, że jest Artystą, bo widziałam go pierwszy raz na oczy. Ale jak wziął gitarę…
Tak bardzo mi się podobało, że komplementowałam go nieustająco i na koniec powiedziałam, że w tym domu Prawdziwy Artysta jest zawsze mile widziany. O każdej porze dnia i nocy. A on taki się poczuł doceniony, że chciał mi się czymś odwdzięczyć za gościnę i dobre słowo i na odchodnym, już przy furtce, wyciągnął woreczek z kokainą;D Trochę się zawahałam
(może trzeba w życiu raz spróbować?),
ale co bym robiła po kokainie przez resztę nocy, jak wszyscy już by spali? Sama bym chodziła po domu? Odmówiłam. Jeszcze mnie namawiał, ale akurat wybrał sobie nietrafiony argument (great sex with your husband!), bo nie narzekam:)
Ech, ci Artyści.
Moje dzieci mają słuch i uważam to za prawdziwy cud. Mo miała dziewięć miesięcy, kiedy zostałyśmy zaproszone na próbę musicalu do teatru, myślałam, że posiedzimy dziesięć minut i będziemy musiały się ewakuować, a ona bujała się w takt muzyki przez półtorej godziny. Jeszcze chodzić nie umiała, ani mówić.
A teraz mi się w duszy śpiewa, bo READING WEEK, czyli przerwa świateczna! Siedzę przez tydzień w domu i układam pytania egzaminacyjne. Miałam wolne od piątku i przez trzy i pół dnia nie ruszyłam roboty, te luksusy mnie kiedyś zgubią;) Wreszcie ustroiłyśmy z Mo dom na Halloween (przypominam, że oryginalnie Irlandzkie święto), Chcecie zobaczyć?
Rano o 7.30 wpadł mój ulubiony hydraulik i sprawdził boiler i zainstalował kran kuchenny. Jeszcze wczoraj (a dzień wolny to był) o 20 zatekstował, czy jesteśmy gotowi, żeby przyszedł, odpisałam, żę jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu i zaraz dostałam odpowiedź ‚ja też’. Mam szczęście do fachowców, jak już znajdę dobrego, to mamy świetne relacje. Pan jest naprawdę myślący i mieszka po sąsiedzku, co się okazało, jak kupiliśmy dom, a znamy go jeszcze z poprzedniego mieszkania, kiedy przyszedł do naszego landlorda naprawić boiler. Pan nam zawsze dobrze doradza, a ja słucham się fachowców, którzy się znają na rzeczy.