Moja ulubiona zmiana czasu

oznacza, że obudziłam się po dziewiątej, a tak naprawdę była ósma;D godzinka do przodu, czego chcieć więcej! Moje ciało żyje według rytmu zmiany czasu – na jesień budzi się później, na wiosnę wcześniej, więc wszystkimi moimi członkami podpisuję się za ZOSTAWIENIEM ZMIANY CZASU.

Wreszcie się wyspałyśmy z Mo, a było to trudne od pewnego czasu, bo była przeziębiona i właziła nam do łóżka o jakiejś nieludzkiej godzinie, by wiercić się potem przez resztę nocy. Nogi na mnie, nogi na tatę, drapanie, pojękiwanie, przewracanie, rzucanie się, w środku nocy przenosiłam się głową w stronę nóg, żeby chociaż na chwilę zasnąć, by za chwilę zobaczyć mały wstający cień ‚chcę do mamusi’. I tyle ze spania. A do tego bolało mnie ramię po szczepionce na grypę i mogłam spać tylko na jednym boku. Aż do dzisiaj:)

Do tego wczoraj infekcja oka, a u nas długi weekend. Na całe szczęście koleżanki poradziły mi nie czekać, tylko zarejestrować się na dyżur lekarza rodzinnego, nie ostry, bo na ostrym czeka się siedem godzin z okiem. Zadzwoniłam zatem wczoraj rano i dostałyśmy numerek na wizytę, i dobrze, że poszłyśmy, bo oko nawet dziś już po maści antybiotykowej nadal nie wygląda dobrze. Zobaczymy.

Do tego w czwartek odcieli nam wodę w kranie w kuchni, bo kapał sobie i kapał przez ostatnie dwa tygodnie, nawet zamówiłam wizytę hydraulika po długim weekendzie, wtorek 7.30 rano (ale na szczęście 8.30 lalalalala, kocham zmianę czasu!), bo wszyscy hydraulicy zajęci okropnie, i oto w czwartek przestał kapać, a zaczął się lać i zalewać nam za szafkami w kuchni nie-wiadomo-co. Przypomniało mi się, że elektryczność w kuchni jest podpięta na słowo honoru, a wiatrak nad kuchenką włączony do przedłużacza, który idzie za …. zlewem O KURCZE MUSIMY WZYWAĆ HYDRAULIKA I TO SZYBKO, jak nie chcemy być electrocuted przy zmywaniu naczyń.

Parę godzin szukania głównego zaworu wody później (może w schowku pod schodami? Spróbuj tę wajchę, co? Leje się dalej? A może ta koło boilera? A może jednak jest na zewnątrz?) dwaj mili Kosowianie* zdiagnozowali skorodowany kran i za 150 euro ‚callout call’ odcieli nam wodę w kuchni. I całe szczęście, że zamówiłam hydraulika na wtorek, będzie jak znalazł do zainstalowania nowego kranu (100 euro). Do mycia naczyń przydaje się wąż ogrodowy.

A jesień piękna tego roku. Zrobiło się zimno, ale cudnie – słońce! Kwitnie mi hallowinowy zygokaktus. Muszę posadzić tulipany, kupiłam w aldiku setkę.

* panowie z Kosowa