Tokarczuk Nobla dostała, bardzo się cieszę, ale też zdziwiona jestem trochę – bo dla mnie jej pisanie takie zwykłe i codzienne jest, o ludziach takich jak my, w dodatku mieszkających niedaleko. Ale prawda jest taka, że przeczytałam może dwie, w porywach trzy jej książki, dokładnie nie pamiętam. Dopiero co w lecie ukradłam siostrze Dom dzienny, dom nocny, nawet jeszcze nie skończyłam – leży koło kominka wyrzutami sumienia.
Taka jedna pisze, że to polityczna decyzja – ja myślę inaczej. Ta nasza lokalna polityka narodowa naprawdę chyba nie obchodzi komitetu Noblowskiego, PIS przejdzie jak i przyszedł, a Tokarczuk tak bardzo polityczna w książkach nie jest. Lubię jej lokalność, Sudecką codzienność, mgły, lasy, stare poniemieckie domy, powolność życia w górskiej wiosce, wszystko to mi bliskie, wgryzione w duszę szkolnymi wycieczkami i włóczęgami z kółkiem turystycznym z podstawówki. To tylko 70 km od mojego Wrocławia.
Z innej beczki. Jesień. Pada. W domu ciepło, a jeszcze nie grzejemy. Suszymy tylko pranie takim osuszaczem i powiem wam, że to jeden z najlepszych zakupów. Zjada niemożebnie mało energii, pranie schnie w jeden dzień i w pokojach sucho. Dodatkowo włączam moje wentylatory i mam klimat w chałupie jak w Polsce w bloku;D Sucho i ciepło.
Dziś się kończy Dubliński Festiwal Teatrów, w tym roku udało się nam dotrzeć tylko na jedną sztukę. Honorowo. Moja praca wieczorami i studia Mi nie pozwoliły na nic innego.
W piątek mieliśmy szansę, ale zamiast tego zrobiliśmy przyjęcie dla przyjaciela wyjeżdżającego do Australii, bo życie to sztuka wyborów. Udało się fantastycznie, po raz pierwszy było u nas równocześnie osiem osób i troje dzieci i wszyscy się pomieścili i jeszcze dobrze bawili przy bigosie. Mam nadzieję;D Przyjęcie trochę na chybcika, ale może dlatego się nie denerwowałam i nie wybiegałam myślą w przód godzinami rozkminiająć proste ‚jak usiądą?’. Jakoś usiedli, dzieci ganiały, wegański bigos smakował wszystkim, a jak nie, to i tak nikt mi nic nie powiedział;) Zauważyłam, że zmienia nam się struktura znajomych – wspólne korzenie kulturowe stają się mniej ważne, niż obecne pasje i poglądy. I tak, był u nas tylko jeden Polak, reszta to głównie Irlandczycy (plus jedna Hiszpanka).
Pisząc to trochę czuję, jakbym się przechwalała – patrzcie, patrzcie, nie przyjaźnię się już z Polakami! ale bardziej mi chodzi o to, że zauważyłam, że na tyle swobodnie zaczynam się czuć w obcym języku, że nie potrzebuję polskiego, żeby budować bliskość. Polacy poznani na emigracji to często takie przyjaźnie trochę przypadkowe, co ma swoje dobre strony (musimy wyjść ze swojego kręgu poglądów politycznych i mniemań) ale i też nie takie dobre (jak taki głupi, który nawet nie wie, że jest głupi, z którym nawet nie można porozmawiać, bo czujesz się jakbyś w innym języku gadał, mimo, że po polsku). Nie mam już dwudziestu lat i nie chcę się spierać o podstawowe kwestie, nie muszę słuchać rasistowskich albo seksistowskich wywodów, prymitywizmów, projekcji i polskich paranoi. Nie chcę się czuć na imprezie jakbym się wymądrzała i nie chcę też milczeć, kiedy obrażają innych ludzi. Nie chcę przy tym powiedzieć, że tylko Polacy to rasiści, mam jednak to szczęście, że Irlandzcy rasiści nie chcą się ze mną przyjaźnić;D
W sumie jest to ciekawe – mam przyjaciół, z którymi gadamy tylko o pierdołach, jak urządzanie domu albo seriale, bo mamy tak różne poglądy na świat, że naprawdę przyjacielska konfrontacja nie jest możliwa. A nieprzyjacielska – po co? Ale wiem, że to w sumie dobre ludzie, mogę na nich liczyć na dobre i na złe, są trochę jak rodzina, której się nie wybiera. Wrodzona jestem w tę Polskość tak właśnie rozumianą.
Mam również drugą grupę ludzi, tutaj przeważnie już nie-Polaków , z którymi się lubię i rozumiem i czuję. Są to głównie Irlandczycy, ale jest też Hiszpanka i Gruzinka. Nie jest ich jakoś wielu, ale wystarczy mi, że przynajmniej troje też uznaje mnie za przyjaciela i nie mam wrażenia, że jakoś specjalnie aspiruję do przyjaźni z nimi. Lubię ich. Po prostu.
Coraz bardziej widzę, że bliskość językowa czy kulturowa jest często pozorna, bo poza paroma kulturowymi memami (Miś czy Alternatywy 4) jesteśmy daleko o lata świetlne, jeśli chodzi o poglądy polityczne, ekonomiczne, społeczne czy moralne. Czy nawet po prostu wychowanie dzieci.
ja tak na szybko
Zawsze nas to dziwi, że Nobla czy inne nagrody dostaje ktoś, kto pisze tak zwyczajnie. O zwyczajnym życiu, zwyczajnych ludzi. I że to pisarstwo jest takie…łatwe do czytania. A to chyba o to chodzi? O to by pisać tak, by trafiało do różnych ludzi. A jako pisząca blog wiem, że najtrudniej pisze się o tym, że nic się nie dzieje.
PolubieniePolubienie
Prawda!
PolubieniePolubienie
w kwestii przyjaźni na obczyźnie to faktycznie kontakty z rodakami są dość przypadkowe. Trochę trwało, nim do mnie dotarło, że relacje gdy gada się tylko o szkole, dzieciach, pieniądzach i pracy to trochę za mało. A jeśli o niczym innym się pogadać nie da? Nawet nie chodzi o różnicę zdań, bo z tym to choć podyskutować można, a o to, że jak o coś zagadniesz to słyszysz „e, mnie to nie interesuje”.
Nam się dobrze gada z Litwinami, choć oni jeszcze czasem wyjeżdżają ze swoim antypolskim nacjonalizmem, ale już rzadko. Bardzo lubiłam jednego Hiszpana, ale odkąd pracuje na południu to się już nie widujemy i nie wiem co u niego. …
No tak to jest, że jak już opanujesz lokalny język w miarę przyzwoicie to da się gadać z „nie-rodakami”
PolubieniePolubienie
nawet nie zaczynam rozmow z rodakami, co ich nie interesuje;)
PolubieniePolubienie
To prawda, zapewne w obcy kraj łatwiej się wrasta, gdy ma się międzynarodowe kontakty. Ludzie, który ograniczają się wyłącznie do kontaktów z Polonią, żyją w skansenach i enklawach. I pewnie tacy tęsknią za krajem…
PolubieniePolubienie
W sumie tez tesknie. Za mama, siostra, bratem, tatem, siostra i bratem. Za ich dziecmi. Za przyjaciolmi. I tyle.
PolubieniePolubienie
Krąży w internecie porada, jak udawać, że mamy jakąś książke Noblistki „w czytaniu”, co nie znaczy, że czytamy…Zabawne ! Troche ze wstydem przyznaję, że nie przebrnęłam, przez żaden utwór [ od deski do deski ]pani Tokarczuk. Widocznie za dużo czytam blogów emigrantek, że proza ojczyźniana do mnie nie trafia…
PolubieniePolubienie
He, nie znalam porady a sie dostosowalam;) Czysty przypadek. Ja Tokarczuk lubie, czego nie moge powiedziec o kazdym nobliscie.
PolubieniePolubienie