Przepraszam, że nie odpowiadam na komentarze, ale jestem, czytam i się cieszę z nich:) Czasem mam tylko chwilutkę, jak mówi Mo, malutką chwileńkę na bloga i mogłabym odpowiadać, ale wolę napisać. Dobrze mi to robi na głowę.
Na weekend świętowałam moje urodziny, mieliśmy małe przyjęcie w nowym domu i było fantastycznie. Tylko raz w zeszłym roku przepuściłam tą okazję (słyszę Mi, jak mnie poprawia w głowię ‚tę, TĘ’), kiedy nas nowy dom przycisnął i przydręczył. Ale już w tym roku się nie dałam, ocieplony, uładzony, z nowymi oknami gościł moich gości.
A do tego – bijcie w bębny i fanfary! – Mi dostał się na studia! Kolejne;)
Obracaliśmy to w głowie już od dłuższego czasu, w tę i z powrotem, bo studia dwuletnie i drogie, ale dające uprawnienia i do tego w naszej dziedzinie. Z doktoratu zrezygnował i będzie szkolił się na pracownika socjalnego (social worker). Zdecydowaliśmy się, bo tutaj to zawód poważany i dobrze płatny, jest się pracownikiem państwowym, co daje prawo do bardzo dobrej emerytury państwowej w przyszłości, nie ma się problemów z pracą. On się do tego w dodatku nadaje, ja bym płakała przy każdym zaniedbanym i opuszczonym dziecku, roniłabym łzy przy każdej straconej szansie i przejmującej biedzie. Bo ludzie ci zajmują się wspieraniem biednych rodzin, ale też odbieraniem im skrzywdzonych dzieci.
Przyjmują tylko 25 osób na rok na magisterkę na tym (najlepszym, oczywiście;) uniwerku, więc konkurencja była dość duża, trzeba było mieć mnóstwo doświadczenia i odpowiednie bazowe wykształcenie, znać się na polityce społecznej i jeszcze pasować charakterem.
Teraz musimy tylko skądś wykombinować 8 i pół tys. euro;)
Bardzo, bardzo się cieszę, bo to krok w dobrym kierunku, ale przygotowuję się psychicznie na dwa lata wyrzeczeń i zaciskania pasa. Damy radę. Jak zwykle:)