Kominek od Kasi

O proszę, umiem wstawiać zdjęcia. Trochę z tym uczeniem się nowych rzeczy zachodu (czy to starość czy ki diabeł?).

To jest oryginalny kominek z lat 40tych naszego wieku, taki mały, do małych domków socjalnych budowanych w tamtych latach w ramach wielkiego projektu budownictwa społecznego. Wybudowano tysiące takich domków, miały one około 65m2, czyli malutkie. Na dole mały pokój i kuchnia z pokojem bawialnym, na górze łazienka i dwie sypialnie. Były trzy czy cztery typy takich domków, różniły się małymi szczegółami – narożny, jak nasz, środkowy i taki trochę większy, trzy bądź czterosypialniowy. W takich domach często mieszkały rodziny z dziesięciorgiem dzieci, nie żartuję;) – na przeciwko nas, na przykład, było w latach 60tych czternaścioro dzieci.

Domy ogrzewane były kominkami, dwa są na dole i były jeszcze dwa w sypialniach na górze. U nas nie uchowały się niestety oryginalne, takie, jak ten przywieziony z Waterford powyżej – w małym pokoju przewód kominowy był zakryty płytą gipsową, w dużym pokoju mamy na bogato – marmurowy kominek z lat 80tych, na moje oko. Taki szaro-zielony. Bardzo nie lubię, choć tutaj wygląda dobrze z moimi dziećmi (pierszy i ostatni raz rozpaliłam, bo dostałam korby z zatruciem czadem i nie mogłam całą noc spać;) Muszę zawołać kominiarza.

Pan od oceny energetycznej, kiedy robił nam raport strat ciepła potrzebny do dopłat do modernizacji termoenergetycznej, był zdziwiony, że dostaliśmy taką niską kategorię (D1, jakby komuś coś mówiło), pomimo ocieplenia zewnętrznego i wymiany okien na – uwaga – trójszybowe;D. Obwiniał za to głównie właśnie dwa otwarte kominki i zalecił zamurowanie ich, albo zamianę na kozy. Dziwni są w tej Irlandii – zalecają zamurowanie kominków, ale wiercą ogromne otwory wentylacyjne w ścianie zewnętrznej O_O

Na moje oko mamy największe straty ciepła przez nieocieplony dach kuchni – naprawdę zeszłej zimy bywało tam wręcz mroźno. Teraz mamy choć dwie ściany ocieplone (do jednej nie można się dostać, bo przylega do przybudówki sąsiada) i jest dużo, dużo lepiej: kiedy w nocy jest koło zera, spada do około 16 stopni. Żałuję, że w zeszłym roku nie miałam termometru, bardzo jestem ciekawa tych arktycznych zeszłorocznych warunków. Mamy w planach ocieplenie dachu, ale chyba za rok-dwa, bo to koszt koło dwóch tysięcy.

Ciepło również ucieka przez otwory wentylacyjne, bo nie zamontowaliśmy jeszcze moich super wentylatorów z trzonem ceramicznym minimalizujących straty energii. W dziury są na razie zatknięce cieńkie wkładki, przez które hula wiatr, bo nie mogę znaleźć w Irlandii śmiałka, który by się podjął instalacji tego niesamowitego sytemu, hehe;D i nie zarządał 1000 e za to.