Wiosna wyzwala we mnie jakieś takie prymitywne chłopskie marzenie o grzebaniu w ziemi. Gdzieś tak na początku marca co roku z lubością wdycham zapach nawozu (który potwierdza to, co i tak wiem – Dublin to duża wioska). Kupuję rękawice ogrodowe, krowi nawóz, kompost (nasz jeszcze dojrzewa), taczki, napowietrzacze do trawnika. Kosiarkę. Doniczki, nasionka, krzaki róż. Już. Już teraz od zaraz, już w tym momencie tak bardzo bardzo chciałabym mieć mnóstwo kwiatów i liści i zielonego gąszczu. Zachwycam się każdym pączkiem i każdym listkiem. Wdycham wilgotne powietrze. Słucham śpiewu ptaków. Słońce zaczyna ogrzewać mój północny trawnik, jeszcze trochę, jeszcze tydzień-dwa i będzie zaglądać mi do okna.

Przepraszam, że nie odpowiadam na komentarze, ale jestem, czytam i się cieszę z nich:) Czasem mam tylko chwilutkę, jak mówi Mo, malutką chwileńkę na bloga i mogłabym odpowiadać, ale wolę napisać. Dobrze mi to robi na głowę.

Na weekend świętowałam moje urodziny, mieliśmy małe przyjęcie w nowym domu i było fantastycznie. Tylko raz w zeszłym roku przepuściłam tą okazję (słyszę Mi, jak mnie poprawia w głowię ‚tę, TĘ’), kiedy nas nowy dom przycisnął i przydręczył. Ale już w tym roku się nie dałam, ocieplony, uładzony, z nowymi oknami gościł moich gości.

A do tego – bijcie w bębny i fanfary! – Mi dostał się na studia! Kolejne;)

Obracaliśmy to w głowie już od dłuższego czasu, w tę i z powrotem, bo studia dwuletnie i drogie, ale dające uprawnienia i do tego w naszej dziedzinie. Z doktoratu zrezygnował i będzie szkolił się na pracownika socjalnego (social worker). Zdecydowaliśmy się, bo tutaj to zawód poważany i dobrze płatny, jest się pracownikiem państwowym, co daje prawo do bardzo dobrej emerytury państwowej w przyszłości, nie ma się problemów z pracą. On się do tego w dodatku nadaje, ja bym płakała przy każdym zaniedbanym i opuszczonym dziecku, roniłabym łzy przy każdej straconej szansie i przejmującej biedzie. Bo ludzie ci zajmują się wspieraniem biednych rodzin, ale też odbieraniem im skrzywdzonych dzieci.

Przyjmują tylko 25 osób na rok na magisterkę na tym (najlepszym, oczywiście;) uniwerku, więc konkurencja była dość duża, trzeba było mieć mnóstwo doświadczenia i odpowiednie bazowe wykształcenie, znać się na polityce społecznej i jeszcze pasować charakterem.

Teraz musimy tylko skądś wykombinować 8 i pół tys. euro;)

Bardzo, bardzo się cieszę, bo to krok w dobrym kierunku, ale przygotowuję się psychicznie na dwa lata wyrzeczeń i zaciskania pasa. Damy radę. Jak zwykle:)

A to mój kącik na kawkę…

Po prawej stronie wyżej jest okno do dużego pokoju, po lewej, pod tą kratką będzie stała donica z paprociami i bluszczami. Za tą ścianką stoją kosze i z boku jest boczne wejście do ogrodu.

Widzicie tutaj bez w dużej donicy? I kamelię? I więcej paproci?

Ech. Będzie cudnie:D

Te krzesełka to tymczasowo tutaj, ale wyglądają całkiem całkiem.

Może dlatego właśnie mam takiego hopla, że ogródek mam naprawdę malutki i łatwiej to zagospodarować. Nie muszę pielić hektarów grządek i kosić trawy po horyzont.

Ale trawnik muszę zrewitalizować. Z przodu domu, gdzie jest cień, a w związku z tym dość grząsko, pół trawnika zajął mi jaskier, czyli creeping buttercup. Lubi zwilgoć i kwaśne gleby, więc już mam plan wysypania wapna na jesień. W zeszłym roku robiłam test na ph gleby i kiedy stałam z mądrą miną sąsiad z prawej się ze mnie uśmiał, że nigdy nie widział, by ktoś tak naukowo podchodził do ogródka:D Teraz zadowolę się tylko nawozem i kompostem, wyplewieniem jaskra i dosianiem trawy. Nie chcę stosować żadnych chemicznych środków kontroli roślin, zobaczymy, czy naturalne sposoby wystarczą.

Kominek od Kasi

O proszę, umiem wstawiać zdjęcia. Trochę z tym uczeniem się nowych rzeczy zachodu (czy to starość czy ki diabeł?).

To jest oryginalny kominek z lat 40tych naszego wieku, taki mały, do małych domków socjalnych budowanych w tamtych latach w ramach wielkiego projektu budownictwa społecznego. Wybudowano tysiące takich domków, miały one około 65m2, czyli malutkie. Na dole mały pokój i kuchnia z pokojem bawialnym, na górze łazienka i dwie sypialnie. Były trzy czy cztery typy takich domków, różniły się małymi szczegółami – narożny, jak nasz, środkowy i taki trochę większy, trzy bądź czterosypialniowy. W takich domach często mieszkały rodziny z dziesięciorgiem dzieci, nie żartuję;) – na przeciwko nas, na przykład, było w latach 60tych czternaścioro dzieci.

Domy ogrzewane były kominkami, dwa są na dole i były jeszcze dwa w sypialniach na górze. U nas nie uchowały się niestety oryginalne, takie, jak ten przywieziony z Waterford powyżej – w małym pokoju przewód kominowy był zakryty płytą gipsową, w dużym pokoju mamy na bogato – marmurowy kominek z lat 80tych, na moje oko. Taki szaro-zielony. Bardzo nie lubię, choć tutaj wygląda dobrze z moimi dziećmi (pierszy i ostatni raz rozpaliłam, bo dostałam korby z zatruciem czadem i nie mogłam całą noc spać;) Muszę zawołać kominiarza.

Pan od oceny energetycznej, kiedy robił nam raport strat ciepła potrzebny do dopłat do modernizacji termoenergetycznej, był zdziwiony, że dostaliśmy taką niską kategorię (D1, jakby komuś coś mówiło), pomimo ocieplenia zewnętrznego i wymiany okien na – uwaga – trójszybowe;D. Obwiniał za to głównie właśnie dwa otwarte kominki i zalecił zamurowanie ich, albo zamianę na kozy. Dziwni są w tej Irlandii – zalecają zamurowanie kominków, ale wiercą ogromne otwory wentylacyjne w ścianie zewnętrznej O_O

Na moje oko mamy największe straty ciepła przez nieocieplony dach kuchni – naprawdę zeszłej zimy bywało tam wręcz mroźno. Teraz mamy choć dwie ściany ocieplone (do jednej nie można się dostać, bo przylega do przybudówki sąsiada) i jest dużo, dużo lepiej: kiedy w nocy jest koło zera, spada do około 16 stopni. Żałuję, że w zeszłym roku nie miałam termometru, bardzo jestem ciekawa tych arktycznych zeszłorocznych warunków. Mamy w planach ocieplenie dachu, ale chyba za rok-dwa, bo to koszt koło dwóch tysięcy.

Ciepło również ucieka przez otwory wentylacyjne, bo nie zamontowaliśmy jeszcze moich super wentylatorów z trzonem ceramicznym minimalizujących straty energii. W dziury są na razie zatknięce cieńkie wkładki, przez które hula wiatr, bo nie mogę znaleźć w Irlandii śmiałka, który by się podjął instalacji tego niesamowitego sytemu, hehe;D i nie zarządał 1000 e za to.

A w nocy przyszedł sztorm

i pogoda się zmieniła z prawie-lata na prawie-zimę.

Ale magnolia już zaczyna kwitnąć, chyba nie ma już powrotu do zimy.

Ręce mnie świerzbią, żeby nasadzić kwiaciorów i roślinek. Paproci pod zacienionym murem. Host (nie znam nazwy polskiej – słownik podpowiada mi ‚ślubojawkę’- ??? albo funkię). Mam parę takich ciemnych zakątków, chcę wstawić donice z paprociami.

Ogód mam całkiem zaniedbany. Jeszcze bałagan po zimie, którego nie miałam czasu sprzątnąć. Ale już snuję plany o meblach ogrodowych, zrobieniu wreszcie grządek na warzywka, wysypaniu kamyczkami ścieżek i zakątków. O odnowie trawnika.

Przygotowałam sobie tylko zakątek na kawkę (jak tu się wstawia te cholerne zdjęcia?), na razie wśród kamyczków przywiezionych z morza i dwóch bluszczy. Zamierzam dostawić tam jeszcze miniaturowy bez, bo kocham bzy a to jest jedyne zaciszne słoneczne miejsce. Tuż pod moim oknem w dużym pokoju.