Rozmowa z superwizorką podtrzymała mnie na duchu, że się da i że dam radę. W pracy zwolnienie zostało przyjęte, wykłady zostały odwołane, okazało się, że jak mam zwolnienie, to nie wolno mi pracować, nawet, jak chcę, więc nawet zajęcia online są przełożone. A zatem mam luzik, tadam, kto by się spodziewał! Tylko odkopię się z esejów i będzie gites. Domu też nie mam jak sprzątać, no i proszę, nagle człowiek nie musi myć okien na święta, jakie to proste!
Córeczka oddała sie produkcji ozdób i rysunków o tematyce okołoświątecznej:


Nigdy nie ingeruję w twórczość dziecka, choć jej interpretacja tematu jest dość, powiedzmy, nieortodoksyjna. W szkole dzieci projektuja kartki świąteczne i mojej córeczki od pięciu lat są takie, że nie mogę ich nikomu wysłać, żeby nie obrażać uczuć. A zawsze musimy kupować ich co najmniej 10, bo kasa idzie dla szkoły.
Jutro przychodzi do nas synek z Re na spotkanie świąteczne. Bardzo mi to nie na rękę, a raczej obecnie nie na nogę, no i nie mamy jeszcze nic dla nich, część rzeczy została dopiero zamówiona, o czym lojalnie uprzedziłam, a oni na pewno przyniosą cały wór prezentów dla Mo, zgodnie z Irlandzkim obyczajem, ale nie dało się wymyślić innego terminu, bo niedługo wyjeżdżają. Ad do Pl, bo mówi, że to być może ostatnie świadome święta dziadka, a on jest bardzo z dziadkiem związany, a Re do swojej rodziny, bo nie chce zostawiać rodziców samych. Od wczoraj wzięło mojego syneczka na tradycje polskie bożonarodzeniowe, od późnych godzin nocnych zatem dostaję wiadomości, że chcą lepić uszka u nas i zrobić barszcz, staram się go jednak zniechęcać do tych planów, bo ja im nic nie pomogę przez nogę, a dla Mi to sam środek tygodnia pracowego i jest niemożebnie zajęty, żeby wszystko podopinać co trzeba podopinać przed świętami. Wychodzę na straszną matkę, co nie pozwala dziecku obchodzić tradycji, no ale mam pewne podejrzenia poparte doświadczniem, niestety, jak to się może skończyć, wszystko będzie gotowe o 21, do tego burdel na kółkach w kuchni, Mi wkurzony, że musi sprzątać, a po pracy marzy tylko o odpoczynku, bo ma naprawdę teraz urwanie głowy. Napisałam synkowi, żeby kupił uszka, albo je ulepił z Re dzisiaj i nam po prostu przyniósł. Ale nie wiem, czy to się spotka z entuzjazmem.
Mój syn był wychowywany w Polsce w dużej rodzinie, mieszkaliśmy wtedy z moimi rodzicami oraz rodzeństwem, uwielbia więc rodzinne spędy, a atmosfera chaosu, rozgardiaszu i rozpierdolu go pozytywnie ładuje, byle było dużo ludzi i robienie czegoś razem. Jak się uczył do matury to twierdził, że najlepiej mu się siedzi z nami wszystkimi w dużym pokoju i nic mu nie przeszkadzały rozmowy, ani życie.
Noga przestaje boleć jak jej się nie dotyka, duży postęp, przynajmniej w nocy mogłam spać w przerwach pomiędzy skomplikowanym przekręcaniem się na drugi bok. Mąż obiecał, że mnie jutro odwiezie na spotkanie, jeden problem odpada. W klinice są wysokie schody, ale jakoś dokicam na górę, przyjadę specjalnie godzinę wcześniej. Terapeutka o kulach to wprowadzanie dodatkowego niezbyt pozytywnego elementu, który może wzmagać niepokój, ale takie jest życie i będę pracować z tym, co się pojawia.
…niż nabrudzić po kryjomu.







